Nowy Artykuł

7 metod usypiania dzieci, o których powinnaś zapomnieć (na zawsze)

Prawie każdy rodzic wie, że uśpienie niemowlaka wymaga czasem olbrzymiej cierpliwości. Nierzadko w trakcie tej czynności zadajemy sobie pytanie: „czy naprawdę nie można inaczej?!” i słuchamy porad innych, sięgamy po słynne poradniki, albo zaczynamy stosować regularnie to, co zadziałało… przypadkiem. Cóż, nie zawsze jest to dobre. Oto 7 metod usypiania dziecka, które powinniście porzucić i nigdy więcej do nich nie wracać.
jak nie usypiać malucha
Nowy
Artykuł

Metoda nr 1: „pozwól dziecku się wypłakać”

Ta metoda usypiania nieprzypadkowo znajduje się na 1 miejscu naszej listy. To najokrutniejszy, nieludzki i krzywdzący „sposób usypiania dziecka” – piszemy o nim w cudzysłowie, ponieważ właściwie nie jest to żadne usypianie.

Dziecko pozostawione samo sobie w celu wypłakania się nie ma bladego pojęcia, co się dzieje. Nie rozumie, dlaczego nikt do niego przychodzi. Boi się. Nie wie, że mama czy tata postanowili sobie, że w taki oto sposób nauczą go zasypiać. Dla niego po prostu zniknęli.

Jeśli kochasz swoje dziecko, nie stosuj tej metody.

Metoda nr 2: „3-5-7”

Autorem tej metody usypiania jest Eduardo Estivilla. Polega ona na tym, że odkłada się dziecko do łóżeczka, a potem zostawia się je na 3 minuty. Ono oczywiście zaczyna płakać, ale my wracamy dopiero po ustalonym czasie. Wówczas możemy przytulić dziecko, pocieszyć je, pogłaskać, ale nie dłużej niż 2 minuty. Opuszczamy pokój, nie zwracamy uwagi na płacz dziecka i wychodzimy na 5 minut. Wracamy na dwie, pocieszamy, wychodzimy na siedem minut. I potem już cały czas wracamy co 7 minut – do momentu, w którym dziecko zaśnie.

Metoda ta pozornie różni się od „wypłakania się”, choć w istocie – niewiele. Tutaj dziecko także nie rozumie, co się dzieje. Dlaczego rodzic, który do tej pory nie szczędził czułości i przychodził na każdy płacz, nagle zachowuje się zupełnie inaczej? Dlaczego nie można zasnąć jak zawsze – wtulając się w mamę i czując jej zapach?

W końcu dziecko rzeczywiście zasypia, kompletnie wyczerpane huśtawką zafundowaną przez rodziców. Nieszczęśliwe i przestraszone.

Metoda nr 3: metoda Ferbera

„Emocjonalnie ten Ferber to dla mnie trauma, dla dziecka podejrzewam, że też. Próbowałam jeszcze teraz w dzień go tak uśpić (być już śpiący i zmęczony zabawą, nakarmiony), ryczał (!!!) 40 minut, czerwony, spocony i nie wytrzymałam tego widoku i jego spojrzenia, i wyjęłam. Płakał jeszcze na rękach, uspokoił się dopiero przy piersi, pojadł, i zasnął.” – to cytat pochodzący z jednego z ogólnopolskich for. Dotyczy próby usypiania 5-cio miesięcznego dziecka.

Metoda Ferbera także polega na zostawianiu płaczącego dziecka w łóżeczku – w nadziei, że malec w końcu zrozumie, że ma zasnąć samodzielnie lub że jego płacz jest nieskuteczny (!). Autor zaleca, aby pierwszego dnia zostawiać dziecko samo najpierw na 3 minuty, potem 5 minut, 10 minut (i potem już co 10 minut), a dnia siódmego: zostawiać dziecko na 20 minut, potem 25 minut i w końcu przychodzić do niego co 30 minut. Uwaga! W trakcie wizyt u dziecka nie można nawiązywać z nim kontaktu wzrokowego! Jeśli po tygodniu nie przynosi to spodziewanych rezultatów, należy wydłużać czas, w którym dziecko oczekuje na rodzica.

Mamy więc takie 5-cio miesięczne dziecko, które jest przerażone tym, co się dzieje i zachowaniem czułego dotąd rodzica. „Ryczał 40 minut (…) czerwony, spocony (…) uspokoił się dopiero przy piersi”. To nie jest usypianie. To jest fundowanie dziecku traumy.

Metoda nr 4: usypianie butelką

Ta metoda nie jest okrutna – jest niebezpieczna. Oczywiście nie chodzi o sytuację, w której rodzic karmi dziecko, ono zasypia, a potem jest odkładane. Mówimy o odkładaniu dziecka do łóżeczka, wkładanie mu do buzi butelki, zabezpieczaniu jej kołderką czy poduszką – żeby nie wypadła przypadkiem z buzi i odejściu lub ponownym zaśnięciu rodzica (niektórzy robią tak nad ranem).

Konsekwencje stosowania takiej metody „usypiania” mogą być tragiczne, bo niemowlę krztusi się cicho i szybko.

Metoda nr 5: gwałtowne bujanie

Nie ma nic złego w delikatnym bujaniu niemowlęcia w celu jego uśpienia – nawet udowodniono, że takich ruch świetnie wpływa na rozwój mózgu oseska. Jednak delikatne kołysanie nie ma nic wspólnego z gwałtownym, brutalnym postrząsaniem wózkiem!

Są rodzice, którzy twierdzą, że ich dziecko potrzebuje tak silnej stymulacji i tylko dzięki niej zasypia. Warto więc wiedzieć, że takie postępowanie może doprowadzić nawet do zespołu dziecka potrząsanego i uszkodzenia mózgu niemowlęcia.

Metoda nr 6: usypianie w foteliku samochodowym, podczas jazdy

To nie jest ani niebezpieczne, ani traumatyczne dla dziecka, lecz po prostu niewłaściwe i drogie z uwagi na koszty paliwa smiley. Oczywiście każdemu – co doskonale zrozumieją rodzice wymagających niemowląt, może zdarzyć się chwila absolutnej bezradności, w której: „weź, przejedź się z nim kawałek, bo inaczej wszyscy oszalejemy” wydaje się jedynym rozwiązaniem. Ale jeśli to się powtarza, to po prostu czas coś zmienić wink.

Metoda nr 7: usypianie bez rutyny

Rozwijającemu się niemowlęciu rutyna jest niezwykle potrzebna – uspokaja, pozwala przewidywać, ustala pory drzemek i posiłków. Rezygnując z niej i zezwalając na to, by dziecko zasypiało gdziekolwiek i jakkolwiek, pozbawiamy go… spokoju. Bez codziennych nawyków i stałości trudniej jest rozpoznać powód marudzenia smyka czy jego płaczu, więc możemy nie trafić w potrzebę niemowlęcia i pogorszyć sprawę.

Z mamą, z tatą, z czułością

Nie wierz w to, że usypianie dziecka czułością i dotykiem sprawi, że je rozpieścisz. Nie wierz, że tak będzie zawsze. Niedługo zatęsknisz za tymi chwilami, więc po prostu pozwól sobie na nie i się nimi ciesz.  

Autor
redakcja oseseka
fot.
Fotolia