Po chyba roku samych skuch w tym temacie_zachwyt absolutny:
Niedziela: 10 km rower + porażka w klubie = tyle osób, że nie było dla mnie miejsca na TBC i z kwitkiem odeszłam (a właściwie popedałowałam do domu jak niepyszna, obiecując sobie, że już od teraz zawsze będę 15 minut wcześniej, a nie trzy..
Poniedziałek: 20 km rower
Wtorek: 20 km rower + popędzenie wewnętrznego lenia gdzie pieprz rośnie. Leń prawie mnie przekonał, żeby po pracy do domu jechać i gnić tam, tym bardziej, że angielski odwołany i dużo czasu do interwałów, no i że.. (te wszystkie stałe lenia argumenty), a ja pojechałam mimo to do klubu i była cała godzina siłowni + godzina interwałów + 3 godziny dumy niesamowitej
wieczorem w klubie:
1. Martwy ciąg: 35kg x 15 rozgrzewkowo, 40 kg x 10 x 3 serie,
2. Wyciskanie sztangielek na ławce skośnej: 8kg/rękę x 15 x 4 serie,
3. Wiosłowanie: 20 kg x 15 x 4 serie,
4. Wyciskanie sztangielek siedząc: 7 kg x 10 x 4 serie,
5. Wykroki chodzone: 5 kg x 10 na każdą nogę x 5 seri,
6. Wznosy tułowia na ławce rzymskiej 20 x 3 serie,
7. Łydki na maszynie stojącej 60 kg: 20x stopy równolegle, 20x na zewnątrz, 20 do wewnątrz.