Pamiętnik odchudzania użytkownika:
eszaa

kobieta, 59 lat, Wałbrzych

162 cm, 76.40 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

23 marca 2016 , Komentarze (29)

Wczoraj przesadziłam ze szpinakiem i miałam już go wykreślić na amen z diety, ale... dziś kolejna próba zaprzyjaźnienia się z tym zielskiem. Falstart był za sprawą Vitalii, która mi zaproponowała wrzucenie do koktajlu aż 200g szpinaku. Co przy niewielkim dodatku, gotowanych jabłek, banana i jogurtu, stworzyło błotnistą breje o paskudnym smaku. Wydaje mi się, że przy takiej ilości, nawet wielki fan tego zielska, by nie przełknął powstałej mikstury.

Dziś było delikatniej:) Sugerując się wczorajszymi komentarzami, stworzyłam coś takiego: garść szpinaku, kilka truskawek, pół banana, kawałek gruszki, sok z cytryny. No i to , to ja lubie ;) zielenina była widoczna, ale generalnie koktajl był blado czerwony i bardzo smaczny. Nie pokochałam szpinaku, ale mogę go spokojnie tolerować w minimalnych ilościach.

Dziś waga znów bez zmian, co jest dość dziwne, bo wczoraj miałam dzień owocowo-warzywny. Widocznie cała ta woda z wczorajszego menu nie zdążyła się wydalić. No i jelita pełne od trzech dni tez zrobiły mi krecią robotę. No nic to, dziś jem normalnie, vitaliowo, jutro i pojutrze same białka. Spadek wagi gwarantowany:)

22 marca 2016 , Komentarze (14)

Po wczorajszym jabłecznikowym obżarstwie, na wadze zmian brak ;) Mimo to, postanowiłam zrobić sobie jedzeniowo lżejszy dzień i dziś jest znów vitaliowy detoks. Ciężka się czuję i objedzona po wczorajszym. Chyba ta kasza jaglana tak mnie trzyma.

Tak więc dziś bez kasz, ziemniaków i chlebka. W menu- banany, jabłka, truskawki, buraczki, marchew, jogurt. 

 I dziś ma swój debiut szpinak. Z dzieciństwa pamiętam że smakował zielskiem i w dorosłym życiu omijałam go szerokim łukiem. Dziś zaryzykowałam. W formie koktajlu, zmieszany z bananem, jabłkiem, jogurtem. Wygląd i konsystencja błota, a smak?  Nie wiem, czy to niefortunne dobranie składników, czy ich ilości, ale... nigdy więcej. No może jeszcze raz, dla dania mu szansy, ale to tylko dlatego, że mi sporo zostało i może faktycznie było go za dużo w moim koktajlu. W każdym razie nie zapałałam miłością, rozstanę się bez bólu i nie będę za nim tęsknić. Może mi ktoś podrzuci przepis na koktajl ze szpinakiem, w którym nie będzie go czuć? Ale tak z proporcjami, żebym nie przedobrzyła znów.

W celu poznania kolejnych diet, zakupiłam następny pakiet książek. O diecie paleo i warzywno-owocowej.

Tyle się o tych dietach mówi, a internet nie zawsze jest wiarygodny. Może kiedyś przyjdzie na nie czas. Na pewno nie zaszkodzi poczytać :)

21 marca 2016 , Komentarze (23)

Niby mam już zaplanowane co upiekę/zrobię na święta, ale jakoś marnie mi wyglądają tylko dwa serniki, więc pomyślałam o jabłeczniku dla odmiany. Oczywiście musi być bezglutenowy i musi być niskokaloryczny. Znalazłam idealny ;) Ale żeby mieć pewność, że na święta na pewno wyjdzie, upiekłam wersje testową już dziś. W składzie, poza jabłkami oczywiście, jest kasza jaglana i mąka kukurydziana. Zero jaj, tłuszczu, cukru, pszennej mąki- samo zdrowie. Jeść i się nie zastanawiać ;)

Bardzo łatwo i szybko sie robi, wychodzi przepyszny i znika w moment ;) Synuś zjadł ze smakiem i zaakceptował. Mąż bez zastanowienia zjadł , nie komentował, więc go nie wprowadzałam w szczegóły, z czego to ;) Ja, jako niereformowalny łakomczuch, objadłam się do bólu brzucha. I szkoda, że do jutra nic nie zostanie, bo podejrzewam że jakby sobie tak poleżakował i ponasiąkał, byłby jeszcze lepszy.

Po moich korekcyjnych zmianach w oryginalnym przepisie Olgi Smile, Vitalia wyliczyła kaloryczność na 135kcal w 100g, więc na prawdę jest idealny, mimo że te kalorie pochodzą w sumie z samych węglowodanów.

przepis tu

Od wczoraj waga nie wzrosła, za to pewnie jutro będę płakać po dzisiejszym łakomstwie. A co tam ;)

20 marca 2016 , Komentarze (2)

Po trzech dniach na proteinach, waga spadła w sumie o 1,2kg. Po przejściu na SD wróciło 0,5kg po pierwszym dniu, co jest jak najbardziej normalne, ale nie znaczy że cieszy. Na klasycznym Dukanie też są wzrosty wagi na dniach białkowo-warzywnych, a ja wprowadziłam konkretne węglowodany. Teraz już tak będzie jak na huśtawce. Białkowe spadki i węglowodanowe wzrosty. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i stoicki spokój. Robić swoje i nie dołować. Po pierwszym cyklu 2/0 będę wiedziała coś więcej, bo na razie to takie testowanie w ciemno. Dukan się o tym systemie nie rozpisywał, tylko nadmienił, że można wybrać taką opcje. A moja główka już pracuje, jakby to podkręcić:) i wymyśliłam, że w razie dużych wzrostów wagi będę skracać dni na SD z pięciu do czterech czy nawet trzech, o! :) nijak się to ma do cierpliwości i stoickiego spokoju,wiem. Strasznie jestem ciekawa, co jutro z rana pokaże waga, czym mnie zaskoczy. Uzależniłam się totalnie od porannego, codziennego ważenia, ratunku ;) To prawie jak czekanie na wygraną w totka ;) jest dreszczyk emocji i adrenalina, chyba powinnam się leczyć :) ale nie chce.

18 marca 2016 , Komentarze (19)

Po drugim dniu proteinowym, spadek o kolejne 400g ;) i zrobiło się 68,6 kg. Dziś dzień trzeci i ostatni, bo pobolewa mnie od wczoraj głowa i wydaje mi się że to od nadmiaru protein.

A dziś jadłam tak:

Kto zgadnie co to? :) Szukając inspiracji na dania białkowe znalazłam pomysł na... bezy. No czemu ja na to sama nie wpadłam, przecież to czyste białko. Prawie mi się udały. Gdyby nie to, że przedobrzyłam z temperaturą piekarnika, byłyby idealne. Ale mam popsuty termostat i piekę na wyczucie. Zjadliwe były, mimo nadmiernego przypieczenia. 

Eksperyment nr 2, to rybne kotlety zapiekane w piekarniku, w ramach obiadu. Pyszne wyszły, tylko następnym razem muszę jednak zmielić rybkę, nie tylko widelcem rozdrobnić.

I eksperyment nr 3,  placuszki twarogowe na słodko , danie na kolacje

Przepyszne wyszły, całkiem jak sernik na ciepło.

Poza tym był w menu serek homogenizowany naturalny i dwa jogurty owocowe 0% tłuszczu.

A to wczorajsza kolacja

jajka w sosie musztardowo-jogurtowym

Od jutra znów smacznie dopasowana, przez 5 kolejnych dni. Potem dwa dni białkowe i akurat na czas świąt wypadają dni normalnego jedzenia :)

17 marca 2016 , Komentarze (11)

Po wczorajszym dniu proteinowym, dziś spadek o 400g i mam znów swoje równiutkie 69kg. Straty odrobione, teraz kolej na prawdziwe spadki. Zastanawiam się czy nie przedłużyć sobie fazy uderzeniowej z trzech do czterech dni, bo mi zdecydowanie pasuje takie białkowe menu. I o dziwo nie ciągnie do pieczywa, że o słodyczach nie wspomnę. Nie wiem tylko czy mi inwencji twórczej na posiłki starczy.

Wczoraj na obiad trochę odstępstwo od normy, bo była wątróbka wieprzowa, a tej Dukan nie dopuszcza w diecie. I to tylko dlatego, że ma 2,5g skrobi. Za to białka ma aż 22g, więc jak dla mnie ok. Wmontowałam tą wątróbke w jajecznice:) pyszne było, tyle że cholesterolu od groma.

Kolacja za to była pod hasłem- rybka :) Zrobiłam sałatkę z jajek i wędzonego łososia z jogurtem. I chodził za mną śledź marynowany to sobie też zaserwowałam.

Na dzisiejsze śniadanie był serek homogenizowany naturalny ze słodzikiem i aromatem pomarańczowym, 400g (400kcal), potem dwa jogurty 0% tłuszczu, za to owocowe. Dukan dopuszcza dwa takie jogurty dziennie, to zjadłam dwa ;) 300g- 225kcal. Musze zacząć liczyć kalorie, żeby w tym szale nie przekraczać jednak dziennego zapotrzebowania.

Dziś mam ochotę na jajka w sosie musztardowym, najpewniej na kolacje zrobię. Co do obiadu mam dwie opcje do wyboru. Albo pulpety z wołowiny, albo pierogi leniwe. Trudny wybór. 

Wiosna się u mnie wreszcie dziś pokazała, więc zaliczyłam z rana spacerek. Spalone 250kcal :)

16 marca 2016 , Komentarze (22)

Znalazłam kompromis, miedzy zbilansowaną dietą , a dietą Dukana. Wczoraj po raz kolejny poczytałam sobie :

Tak chodził za mną i chodził ten Dukan i kusił, ale nie przekonywał do końca. Brak mi wcześniejszej determinacji i desperacji w sumie też . Kiedyś był dla mnie jak Guru, dziś mądrzejsza o wiedze dietetyczną nie jestem już tak zapatrzona jak w obrazek.

Ale znalazłam ciekawy urywek, na który nie zwróciłam kiedyś większej uwagi, zafascynowana całością. Dotyczy drugiej fazy, czyli fazy naprzemiennej.

"Innym wariantem jest 2/0 to znaczy dwa dni w tygodniu czystych protein i pięć dni zwyczajnych, bez specjalnej diety, lecz również bez zbytnich ekscesów... Kuracja ta pozwala uzyskać doskonałe wyniki w miejscowej utracie kilogramów, oszczędzając w jak największym stopniu górną część ciała" - czyli nie stracę cycków :) a odchudzę biodra i uda.

Reasumując.. od dziś zaczynam fazę uderzeniową trzydniową, potem przechodzę na cykl 2/0 czyli dwa dni protein, pięć dni diety Vitaliowej. Tylko autor nie rozwinął tej koncepcji i nie wiem czy lepiej te dwa dni, jeden po drugim, czy mogę je rozłożyć np. na wtorek i piątek, a reszta normalnie.

Tak czy inaczej, dziś proteinki. Zakupy zrobione

W menu na dziś na pewno będzie jogurt i na pewno jajecznica i łosoś. Jak to pokomponuję to jeszcze do końca nie wiem. W każdym razie nie liczę dziś kalorii i jem ile wlezie ;)

Waga na dziś: 69,4kg

14 marca 2016 , Komentarze (11)

Pojawiły się w jadłospisie Vitalii ciekawe grupy posiłków, więc postanowiłam spróbować profesjonalnego detoksu. Szału nie ma w posiłkach do wyboru, ale jakoś udało się skomponować menu pod mój gust.

Nie ma na detoksie mięsa, jajek, makaronu, pieczywa, typowych kasz. Za to zastanawiają mnie banany i ziemniaki, które jako posiadające dużo skrobi, według mnie nie powinny znaleźć się w tej opcji. No ale nie jestem dietetykiem, mogę się mylić. Dla mnie te dwie rzeczy są jak najbardziej lubiane, więc czemu nie? :)

Wyszło tak:

Śniadanie: owsianka z bananem i suszonymi śliwkami. Przygotowana wczoraj wieczorem. Duuużo było banana;) szkoda, że śliwki tylko dwie, bo też uwielbiam. pyszota ogólnie

II Śniadanie: Koktajl truskawkowo-bananowy z sokiem pomarańczowym- wybrałam opcje bez blendowania, bo zdecydowanie wole na diecie jeść, niż pić :)


Obiad: Ziemniaczki z ziołami

I w kwestii obiadu, to jestem z siebie dumna :) Nie zjadłam wszystkiego. Często mi się zdarza, że porcja obiadowa mnie przerasta a ja mimo sytości, pcham na siłę do końca. Dziś się opanowałam, brawo ja;) Najadłam się, a nie jak zazwyczaj, przejadłam.

 Przekąska: Jogurt ze słonecznikiem
Pewnie zamiast słonecznika wsypie siemie lniane, bo według mnie bardziej pasuje do jogurtu. I chyba nawet zdrowsze niż słonecznik. Na sprawy kibelkowe na pewno:x

Kolacja: ciasteczka owsiane z rodzynkami.

Już upieczone i schowane, co by mi nikt z domowników nie podprowadził :) no i żeby mnie samej nie kusiły.

Całkiem przyzwoita ilość, jak na kolacje.

Wszystko razem ma kaloryczność zgodną z założeniami, czyli 1500-1600kcal.

Waga nadal stoi- 69,6kg ;(

12 marca 2016 , Komentarze (14)

Waga jak to waga, żyje swoim życiem i nie przestaje mnie oczywiście wkurzać. No bo jak to? po głupim talerzu białego ryżu? podskoczyła sobie o 300 gram. W bilansie było wliczone, a nie jakieś grzechy mega, nożeszku. Następnego dnia znów 300gram w górę, chyba na znak, że się przetrenowałam i spaliłam 500kcal. Małpa wredna. no i tak sie zrobiło 69,6kg, buuu.To już chyba wolałam tygodniowe zastoje. Teraz będzie odrabianie strat, zamiast regularnego spadku,ech. Żebym jeszcze grzeszyła, podjadała, godzin posiłków się nie trzymała, czy o wodzie zapomniała. Ale ja wszystko według zaleceń, grzecznie, nie grzesznie. Słodyczy nie jadłam od wieków. Niewdzięcznica jedna.

Ale jest plus i to wielki:) Obwooody... te spadają. Ubyło mi 5 cm w biodrach, w skali miesiąca, wiec mój trud jednak nie idzie na marne.Tłuszcz się wytapia i jest go według Vitalii 30%. Według tego co podają w internecie, zawartość tłuszczu dla mojej płci i grupy wiekowej, uwaga... w normie :D według jednego z kalkulatorów, moja sylwetka na podstawie wartości obwodów, mieści sie w skali- sylwetka idealna :DNo to chyba zbyt łaskawe, bo jednak mam parę kilo nadwagi i do tej idealności mi trochę brakuje.

9 marca 2016 , Komentarze (14)

Dziś od rana aktywnie, bo musiałam jechać do empiku, odebrać zamówioną książkę o odchudzaniu ;) Poczytam i się zastanowię czy zastosuje. Pewnie nie, bo lubię takie jedzenie jakie mam, czyli wszystko, mimo że w ograniczonych ilościach.

Zaliczyłam też Rossmana, bo mi przyszło do głowy żeby kupić sobie nasiona chia. Nie do odchudzania, tylko tak o ;) Jako, że to super foods, to wypadałoby zajadać. Do owsianki będę sobie dosypywać i do mieszanki chlebowej. Jak już o chlebku mowa, to nie obyło się bez zakupu płatków jaglanych z żurawiną i truskawkami, synek sie ucieszy.

Jako, że zima znów do mnie zawitała, syn mi podprowadził mój super ciepły koc, więc postanowiłam sobie kupić nowy. Jak szaleć to szaleć :) zakupowo. Kolor koca- burdelowy :) ale taki właśnie mam wystrój sypialni:D Pies go od razu pokochał i musiał wypróbować, pieszczoch mój

Według Endomondo przeszłam dziś 3,66km i spaliłam 271kcal. Według aplikacji Sport tracker, 3,91km i aż 369kcal spalonych, więc ktoś tu oszukuje.

Jeszcze jeden mini spacerek z psem i wieczorne zajęcia na maszynach przede mną. Ponad 500kcal jak nic wyjdzie w bilansie dziennym, super.

A na obiad obiecywany sobie... ryż biały na mleku, z jogurtem nat. cynamonem i słodzikiem. Pyszooota

 Waga taka sama trzeci dzień, 69,0kg

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.