WAŻNA INFORMACJA

15 grudnia 2025 r. zostaną wyłączone pamiętniki na Vitalii. Jeżeli chcesz zachować swoje dane, napisz do nas na adres pomoc@vitalia.pl. Szczegóły wysłaliśmy na adres e-mail przypisany do Twojego konta.

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
ggeisha

kobieta, 54 lat, Kraków

162 cm, 73.20 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

23 września 2025 , Komentarze (3)

Wygrzewam się w ciepełku i myślę o tych wszystkich, którzy marzną. Ogólnie to fajnie się żyje. Chociaż ostatnio czułam się jak zając na polowaniu. Ciągle coś się działo. A to wjechał we mnie typek na rowerze (co ciekawe, spadłam z roweru na kamienny chodnik i nie stało mi się NIC. Jakiś siniaczek i tyle. Na następny dzień stałam w korku i facet wjechał mi w tył samochodu. W dodatku nie mówił po polsku ani po angielsku. Musialam wezwać policję. W pracy dużo pracy i dużo emocji. Ale ja zwalniam. To znaczy, nikogo nie zwalniam. Siebie zwalniam. Nie z pracy. Po prostu spowalniam. Delektuję się życiem. Jedzeniem też. Powoli. Tak jest ok. Kiedyś mi się wszędzie spieszyło. Teraz doceniam chwilę. Może się po prostu starzeję. Ale starość biorę na klatę. Nie mam nic przeciwko. Nie choruję. Kompletnie na nic. 32 zęby własne w wieku 54. To chyba dobrze. Żadne choróbsko mnie się nie ima. 
Dużo przeżyłam i w sumie gdybym miała umierać , to bez żalu. Ale chcę żyć, bo tak dużo mam jeszcze do zrobienia! I jestem potrzebna. 

13 sierpnia 2025 , Komentarze (11)

Jakoś pod koniec zeszłego tygodnia tknęło mnie, że jeśli ja mam odebrać bagaż w Bangkoku, przejść przez odprawę paszportową, potem znaleźć okienko z liniami chińskimi, wystać się w kolejce, przejść przez odprawę paszportową po raz drugi, potem przez kontrolę rzeczy osobistych i szukać bramki, to nie ma ch... we wsi, żeby mi na to wystarczyło 2 godz. 15 minut. No nie ma takiej opcji, zwłaszcza w Bangkoku, gdzie jest ogromne lotnisko. Napisałam więc do platformy kiwi, gdzie kupowałam bilety, co będzie, jeśli nie zdążę. Grzeczny bot odpowiedział mi, że rozumie moje niepokoje z tym związane, ale nie mają żadnych informacji na temat opóźnienia lotów. I jeśli do takich opóźnień dojdzie, to mam ich o tym niezwłocznie powiadomić, a oni udzielą mi jakichś kredytów, które mogę wykorzystać na przebukowanie biletu lub odszkodowanie za opóźniony lot. No to się zaczęłam zastanawiać. Okej. Załóżmy, że samolot przylatuje planowo, a ja utknę w kolejce do odprawy paszportowej. Czyja to wina? Przewoźnika? No nie. W takiej sytuacji przepada mi bilet na kolejny lot i kolejny. Z Bangkoku do Auckland muszę sobie wykupić kolejny bilet. No super! 

Zaczęłam drążyć. Doszłam do wniosku, że ponieważ nie ma szans, żebym zmieściła się w 2 godz 15 min z tym wszystkim, to po prostu nie będę brała wykupionego bagażu rejestrowanego na tym odcinku (później już na luzie mogę). No ale problem w tym, że mam dopuszczone 5 kg bagażu osobistego. Mało. 

Napisałam do linii lotniczych Air Arabia i Hainan Airlines. Arabowie odpisali mi, że mogę mieć w sumie 10 kg. Chińczycy, że mogę mieć 10 kg bagażu podręcznego plus osobisty. 

Napisałam do kiwi, żeby mi dodali ten bagaż podręczny do 10 kg, bo mi przewoźnicy odpisali, że mogę taki bagaż mieć. No i się zaczęło...

Kiwi w zaparte, że się nie da. Że ze względu na mój plan podróży nie mam dopuszczonego większego bagażu podręcznego niż to 5 kg.

Ja im na to, że przecież linie lotnicze mi się zgodziły, więc  w czym problem?

A oni mi, że no tak, może się zgodzili, ale mój ogólny plan podróży  nie dopuszcza... itd.

To ja im, że nie chodzi mi o ogólny plan podróży, tylko o ten odcinek. 

A ci nadal swoje. 

W końcu napisali, że skontaktują się z przewoźnikiem i mi wystawią ofertę (że niby miałabym dokupić ten dodatkowy bagaż, który mi przysługuje jak psu buda). 

Po jakimś czasie przychodzi informacja, że USŁUGA JEST NIEDOSTĘPNA. 

Piszę znowu do tego durmego bota, że jaka usługa jest niedostępna, jak mi przysługuje 10 kg bagażu kabinowego?!

No i tak sobie odbijaliśmy piłeczkę przez kilka dni w dzień i w nocy. A ja sobie dzielnie ćwiczyłam cierpliwość, żeby nie wypatroszyć bota z kiwi . com.

PO TYGODNIU!!!! kiedy już wystosowałam grubszą amunicję i zaczęłam im grozić, dostałam zgodę na bagaż 7 kg. Nie wiem tylko, że to dodatkowe 7 kg, czy to włącznie z tym 5 kg, które mam. Whatever, lepiej 7 niż 5. To jednak podróż na drugi koniec świata. Absolutnie najdalej jak się da. A ja bez bagażu.

No ale... Nie ma tak źle. Mój tato leci do AU za miesiąc. Leci japońskimi liniami i ma... 50 kg bagażu rejestrowanego plus podręczny. Więcej tego bagażu niż sam waży. W każdym razie może wziąć moje rzeczy - część zostawi w AU, część przywiezie mi do NZ. Razem z siostrą z AU do NZ mogą wziąć dwa bagaże po 20 kg. Ale z powrotem mogą tylko jeden. I tu pojawiam się ja, która już z NZ mogę spokojne wozić te 20 kg, których nie wezmę z Polski. 

OŁ MAJ GAD!!!

Dobra, zapomniałam napisać, że nadal nieprzerwanie stosuję post przerywany 8:16. Nie mam problemów, żeby wytrzymać bez jedzenia w dzień. Do 12, 13, czasem 14 bez jedzenia spokojnie sobie wytrzymuję. No, czasem mocniej przyciśnie, ale rzadko. Natomiast mam problem wieczorem. Jeśli z jakichś powodów muszę zawęzić okno: na przykład okno mam od 12 do 20. Ale ostatni posiłek zjadam o 18 (bo na przykład idę do kina, a film się kończy po 20:00), to około 23:00 mam napad głodu. Nie takie normalne ssanie. Po prostu mnie skręca i mam lęki, że zasłabnę. Kilka razy zdarzyło mi się, że chciałam coś zjeść, żeby mieć spokój. Ale nie uległam. Poszłam spać. Ale to jest naprawdę nieprzyjemne i nie ma nic wspólnego z takim normalnym zdrowym uczuciem głodu. Staram się więc trzymać coś na sam koniec okna. Choćby kawałek sera. Wtedy spokojnie wytrzymuję okno niejedzenia. Bezboleśnie. 

Czy chudnę? Chyba chudnę, nie kontroluję tego. Na pewno jestem coraz sprawniejsza, to czuję.

Nie jedziemy do Wrocławia na koncert Eda. Szkoda. Mojej córce nie dali wolnego, a ja sama nie będę się tłukła tak daleko. Zresztą nie chce mi się. Dla tego koncertu z nią zrezygnowałam z warsztatów malarskich, na których mi szalenie zależało. Na szczęście znalazło się jeszcze miejsce dla mnie i idę na całe 3 dni na warsztaty. Mega! Może uda się sprzedać bilety.

3 sierpnia 2025 , Komentarze (18)

Udało mi się znaleźć fajne polaczenie. Jednak odwróciłam kierunek. Lecę na wschód i tylko na wschód. Najpierw Arabskimi liniami, do Dubaju i Bangkoku, potem chinskimi do Haikou i Auckland. W NZ spotykam się z moim tatą i siostrą. Będziemy tam prawie 3 tygodnie. Objedziemy całą północną wyspę i południową też. Bo okazało się, że 5 stycznia są tańsze loty niz wcześniej. Święta, Sylwester w NZ - 12 godzin wcześniej niż w Polsce. Wylatuję z Queenstown, nie z Christchurch, do Sydney. Może uda nam się gdzieś przekimać w okolicach MtCook - najcudowniejsze widoki ever. W Australii siedzę prawie do końca stycznia i potem lecę do Los Angeles, na wschód, co ciekawe wylatuję o 17:45, a na miejscu jestem o 12:30 TEGO SAMEGO DNIA! Czyli cofam się w czasie, hehe.

W LA mam 3 noce, więc zdążę coś zobaczyć. Na szczęście tam w zimie nie jest zimno. Bo ją będę po 1,5 miesięca lata. 
Z USA lecę do Lizbony, a potem, nie wiedzieć czemu do Mediolanu, gdzie mam 5 godzin siedzenia na lotnisku. W Polsce jestem jakoś zaraz po północy. 

Mam już złożony wniosek o ESTA, chociaż w mojej głupocie przepłaciłam, bo założyłam wniosek w jakimś pośredniczącym serwerze 😶. No trudno, byłem dostała. Mam już tez nocleg w Los Angeles. Blisko lotniska i plaży.

Mam NZeTA, bo jest ważna 2 lata, więc jeszcze się załapię. 
Zostaje mi tylko wiza do AU, bo moja obecna kończy się w polowie listopada. 
No i jeszcze;

-noclegi w NZ

- samochody w NZ (osobno na każdej z wysp)

- rezerwacje wejść do atrakcji (np Hobbiton)

- prom z Wellington do Picton

I w sumie tyle. 

Dokupiłam (wcale nie tanio!) bagaż rejestrowany i ubezpieczenie, ale to potrzebne. Miejsc w samolotach nie rezerwowałam, w sumie to mi wszystko jedno. Usiłuję zglosić wegetariańskie posiłki, ale na razie gadam z botem.

No ale wcześniej mam koncert Eda Scheerana we Wrocku, Potem konferencję (też we Wrocku) no i cały semestr zajęcć. A międzyczasie muszę złożyć paiery habilitacyjne. Dużo się będzie działo!

Tak lubię.

1 sierpnia 2025 , Skomentuj

Nadal stosuję post przerywany, już przywykłam.Jest fajnie.

Zaczynam ogarniać podróż do NZ. Szukając połączeń w multi-city wyszło mi fajne i szybkie polaczenie przez Los Angeles, a z powrotem przez Singapur, czyli tak dookoła świata. Super sprawa i cenowo porównywalnie jak tam i z powrotem. No ale problem w tym, że zafiksowałam, że skoro mam być w US, to jak mogłabym nie wyjść z lotniska i pozwiedzać i przynajmniej 2 noclegi sobie tam zrobić (nota bene, sprawdzając w booking.com znalazłam nocleg na 3 noce za jakieś 200 zł (pokój, nie łóżko w hostelu, co wychodzi taniej niż jedna noc we Wrocławiu), ale okazuje się to nie takie proste. Międzylądowanie kosztuje przeszło tauzen mniej niż przerwa 2-3 dniowa. Niestety jestem ograniczona datami, bo może gdybym mogla bardziej żonglować datami… No nic, szukam dalej. Musi mnie być jeszcze stać na pobyt w NZ, a potem miesiąc w AU. 





27 lipca 2025 , Komentarze (3)

Więc pierwszy raz od dawien dawna nie idę na rower, spacer itp.

No trudno.

Namalowałam jeszcze Dana R. w bardzo nietypowej wersji. To z koncertu - z kawałka “Sharks”. Ludzie mu rekinki rzucali i jednego założył ba głowę (opaska), a drugiego trzymał pod pachą. Te świecące okularki to nie wiem skąd wytrzasnął.

W każdym razie pierwszy raz malowałam coś w takich kolorach i z takim kontrastem. Trudne wyzwanie- lubię takie.

Muszę namalować jeszcze raz Kraków w odbiciu kałuży, bo sprzedał się ten obraz, a cholernie go lubiłam. 

26 lipca 2025 , Komentarze (1)

Może chudnę, to bardzo możliwe. Nie widzę tego póki co, ale najbardziej mnie cieszy fakt, że jestem sprawniejsza, zwinniejsza, chociaż, wstyd się przyznać, nadal nie zmobilizowałam się do regularnych ćwiczeń ogólnorozwojowych. Ale zrobię to. Niemniej w codziennym życiu latwiej mi wykonywać różne czynności. I o to w tym wszystkim chodzi.



25 lipca 2025 , Komentarze (9)

Poza tym, że chce mi się jeść wtedy, kiedy powinnam spać, ale nie jem wtedy, to w oknie żywieniowym praktycznie nie czuję wcale głodu i jem wręcz na siłę, żeby sobie nie zaburzyć metabolizmu. 
Na przykład wystarczy mi sałatka, jakiś skyr naturalny i mogę więcej nie jeść przez cały dzień. Słodycze są dla mnie za słodkie, nawet baton proteinowy bez cukru mnie zamula. 
No nic, ciągnę to dalej. Bez kontroli wagi czy obwodów. To nic nie zmieni, bo i tak będę ten post stosować. Oczywiście żadnych kalorii też nie liczę, bo po co.
Trzymam się zasady „nie większe niż 8 godzin okno żywieniowe”, często jest mniejsze, bo. jak pisałam, nie chce mi się jeść. To okno sobie pływa tak z doby na dobę ze względu na różne harmonogramy dni. No i hula :)

23 lipca 2025 , Komentarze (4)

Koleżanka z grupy artystycznej mnie wyzwała do malowania Dana. Ona malowała z innego mojego zdjęcia. Ten jest mój. Duży format akwareli. 
Lubię typa. Ma mnóstwo kompleksów, leczył się na depresję od dziecka, potem, wieku 20 lat, zdiagnozowali u niego zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Polecili mu leki immunosupresyjne, ale zażywanie ich mogłoby przekreślić jego karierę artystyczną, która jest jego życiem, więc od tego czasu leczy się naturalnie - odpowiednia dieta i ćwiczenia. I to u niego działa! Facet nie tylko przeżył, ale energia, jaką dysponuje, to jest po prostu kosmos. Jest przykładem tego, że jak się czegoś bardzo chce, to się to zdobędzie.

Przy tym jest cholernie wrażliwym człowiekiem. Kojarzycie piosenkę “Waves”? Opowiada o jego koledze, który popełnił samobójstwo, dzwonił wcześniej do niego, ale on nie odebrał. Kiedy śpiewał tę piosenkę we Francji, to się popłakał. Polscy fani bardzo chcieli, żeby zaśpiewał w Polsce ten kawałek (bo już od dwóch lat leci w radiu), ale nie zgodzili się.

W każdym razie dobrze czuję co ma do powiedzenia. Może jest zbyt transparentny, zbyt otwarty, ale taki ma image i ja to szanuję.

Dobra, czas skończyć z trawieniem koncertu. Teraz będę malować drzewa.

23 lipca 2025 , Komentarze (15)

Stosuję od jakichś 2 tygodni chyba i przyznam, że mi się to spodobało. Przed tym miałam tendencję do jedzenia w nocy i ciężko się spało. Bywa, że czuję głód w nocy (bo bardzo późno chodzę spać - około 2:00) i koło południa. Ale to nie jest silne i osłabiające. A w dzień dużo mniej odczuwam głód i mniej jem. Nie ograniczam żadnych produktów , to znaczy, mięsa nie jem, bo jestem wege, pieczywo sporadycznie, jak nie ma nic innego.Bo tak mi lepiej.

Chyba chudnę, chociaż nie kontroluję tego, cyferki nie mają dla mnie znaczenia. Ani cele. Po prostu taki tryb życia i zdrowia mi odpowiada.

20 lipca 2025 , Komentarze (3)

Było… no brak słów. 

Nie wyobrażam sobie kompletnie jak można siedzieć na koncercie na trybunach. 
Jestem stara baba, ale dla mnie koncert to tylko płyta. Gdzie ludzie drą ryja, skaczą, śpiewają. Uwielbiam ten tłum, hałas. Taka energia, że po całym dniu człowiek zaczyna czuć, że żyje.

Zostawiłam samochód na parkingu przy PGE rano. Przy samym wyjeździe. Potem poszłyśmy do Złotych Tarasów połazić, zjeść coś i odetchnąć w klimatyzacji. Nie bez problemów ogarnęłyśmy wreszcie dojazd pociągiem z  Śródmieścia - ani żadnych rozkładów jazdy, ani informacji o peronach itp. Masakra. Kilka pociągów przepuściłyśmy zanim córka zrobiła zdjęcie z środka pociągu z wypisanymi stacjami. Pała, Warszawo, za burdel i brak informacji. 
Więc dojechałyśmy tak grubo po 15:00, zostawiłyśmy plecaki w samochodzie i poszłyśmy koczować w kolejce do bramki. Wzięłam sobie czytnik książek i ciężkiego powerbanka, myślałam, że przed otwarciem bramki (o 17:00) spokojnie odniosę to do samochodu, ale kicha. Kolejka weszła za barierki i zrobiło się tak gęsto, że gdybym wyszła, to już bym nie wróciła. A musiałam być z córką, bo ona miała bilety na telefonie, a screenów nie akceptowali. 
Udało się wbić blisko sceny, ale to akurat niekoniecznie było dobre, bo na tym koncercie na scenie niewiele się działo. Dan chodził praktycznie cały czas po wybiegu, albo między ludźmi takimi kanałami. 
Ale mam kilka fajnych zdjęć i nagrań, kiedy śpiewał wprost do nas ❤️.

Ogólnie koncert zaczął się o 20:15, wcześnej był support, ale oni mieli kiepskie nagłośnienie i w ogóle jakoś niezbyt mi się spodobali. Natomiast Imagine Dragons to był sztos i mega widowisko. Prócz muzyki, to efekty niesamowite. 
Kilka fotek z koncertu:

Wczoraj był drugi koncert i pewnie poszłybyśmy jeszcze raz, ale córka musiała wracać do pracy.

W sierpniu jedziemy ba Eda Sheerana do Wrocławia. Też oczywiście płyta. Ale Dragonsy dobrze znam, a Eda tak po łebkach. 

© Bebio 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.