Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

W sierpniu zdiagnozowano u mnie nowotrów. Wylosowałam nieźle, bo taki przewlekły (mieloproliferacyjny), a nie złośliwe i zabijające ustrojstwo. Po pierwszym szoku postanowiłam, że to właściwie jest niezły pretekst do tego, żeby zacząć żyć tak jak zawsze chciałam. Bez wymówek. Nie marnując czasu. Z pasją i radością. Odzyskanie sprawności i sylwetki jest częścią tego planu;). To ustrojstwo w mojej krwi trochę mnie ogranicza - przekonałam się już, że bardzo lubi suplementy, więc sobie nie pomogę w ten sposób;), ale postaram się podejść do sprawy mądrze i z cierpliwością.

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 5382
Komentarzy: 707
Założony: 2 stycznia 2025
Ostatni wpis: 4 kwietnia 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Sophia1729

kobieta, 42 lat, Złotów

165 cm, 75.90 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

15 lutego 2025 , Komentarze (15)

Nie do końca wyszłam z tego wczorajszego spotkania obronną ręką, bo oprócz wina skubnęłam jakieś przekąski - serek, oliwki, vol-au-vent z tuńczykiem i z tą szarpaną wieprzowiną... Zrobiłam z gotowego ciasta francuskiego, ale sama dzielnie wycinałam te kółeczka😁. Mogłam zrobić zdjęcie całej deski, może by mi było łatwiej się oprzeć :D. No trudno. Wyrównam to dziś jakoś. I przez następne dwa tygodnie. Ważenie w ostatnim dniu lutego. Założenie wagowe jak zwykle delikatne. Chciałabym żeby spadła poniżej 77. No i żeby coś się ruszyło w obwodach. Cokolwiek. Najlepiej w brzuszku. Tym razem rozpiszę sobie dokładny plan i zrobię HT w kalendarzu. A plan będzie uwzględniał następujące elementy:

  • zero wina 😇
  • 10000 kroków dziennie  
  • Codzienna joga, ale konkretne, zaplanowane wcześniej praktyki (systematyczność już sobie wyrobiłam chyba w tej kwestii, teraz spróbuję to robić nie tak bezmyślnie)
  • Monitorowanie wody z fitatu (jezu, jak ja tego nie umiem!)
  • Dieta bez zmian - 1700 kcal, 100+ g białka, śniadania białkowo-tłuszczowe, zero słodyczy i cukru. Zero (!!!!) podjadania. 

Wczorajsze jedzenie, które miało 100 g białka i razem z czterema lampkami wina tylko 1600 kcal (to może tak bardzo nie nagrzeszyłam, bo wypiłam 3 lampki a do limitu trochę brakowało... zaraz wpiszę i sprawdzę) wygląda tak:

Miłego dnia wszystkim 🥰

14 lutego 2025 , Komentarze (18)

Waga trochę w dół, wszystkie wymiary, poza obwodem ramienia, stoją jak zaklęte. Nie będę narzekać, bo ostatnio spadły dużo. Zobaczymy następnym razem czy muszę być bardziej grzeczna, czy mogę sobie pozwalać czasem na winko 😂. Dziś znowu mam gości, więc na wszelki wypadek wliczyłam sobie w bilans 4 lampki 😅. Nie mówię, że tyle wypiję, ale przezorny zawsze ubezpieczony 😎. Wliczyłam z zachowaniem kaloryczności i poziomu białka. I z uwzględnieniem szarpanej wieprzowiny i bułeczki na obiad. Kurcze, chyba się nauczyłam w to białko. Jak zaczynałam sobie wpisywać posiłki do fitatu to miałam przy 2000 kcal 40-50g białka 🤦‍♀️. 

Uprzedzam lojalnie, że teraz będzie dawka marudzenia, więc możecie tutaj przestać czytać 😂. Zrobiłam sobie badania dziś, tak sprawdzająco, w połowie czasu pomiędzy wizytami u lekarza. Jakiś dziwny ten mój organizm. We krwi tylko nieznaczna poprawa. Mogę się założyć, że lekarz nie pozwoli mi zmniejszyć dawki chemii przy następnej wizycie. Wkurza mnie to i boję się. Chwilowo jest ok. Czuję poprawę. Jeszcze nie jest optymalnie, ale zaczynam jakoś funkcjonować. Mój organizm zaczyna współpracować. Bardzo dobrze reaguję na chemię. Z resztą to co biorę to takie łagodne cytostatyki. Ale przecież jak będę brała taki syf do końca życia, to chyba nie będzie ono za długie? No i nie mogę się nauczyć tego dziadostwa. W sensie że nie wiem co z moich realnych działań tak naprawdę wpływa na to, że mój organizm daje sobie radę z przerostem tych niepotrzebnych komórek. Czuję się bezradna. Mój lekarz uparcie twierdzi, że to obiektywny stan - tzn. ta bezradność. Że nic nie mogę zrobić, tylko brać leki. Może poszukam innego dla przeciwwagi?   
 

13 lutego 2025 , Komentarze (9)

Dziś kolejne eksperymenty w kuchni 😁. Kupiłam w aldiku fioletowe ziemniaki 😵. Zrobiłam z nich normalne puree. Strukturę mają taką bardziej piaszczystą niż zwykłe, ale w sumie są niezłe. Fitatu nie umie chyba policzyć ich kaloryczności, ale sprawdziłam, że jest z grubsza taka jak zwykłych. Ale podobno mają dużo bonusów zdrowotnościowych w postaci antyoksydantów między innymi. Z pieczoną karkóweczką komponowały się doskonale. Poza tym na śniadanie zapiekane z serem i pomidorami kiełbaski wiedeńskie, a oprócz tego pikantny krem z dyni (zamkniętej przez mamę w słoikach w sezonie) z białkowymi dodatkami. Jakoś mało kalorii wyszło. Policzyłam dopiero wieczorem i myślałam, że będzie milion przez tę karkówkę, a razem poniżej 1600. 

Kroki zaliczone. Jogę zaraz zrobię na dobranoc w łóżku. Dobranoc:).

13 lutego 2025 , Komentarze (5)

Byłam bardzo grzeczna wczoraj. Chyba dlatego, że jutro ważenie:D. Takie zaklinanie rzeczywistości;). Ale kroki zaliczone, joga zaliczona. Jedzonko wg planu, bez podjadania. Oprócz tego co na zdjęciach jeszcze garść bakalii w ramach przekąski. Nie mam dziś czasu się rozpisywać, bo to czwartek jest, więc nie mam nawet kiedy oddychać :D. Miłego dnia. 

11 lutego 2025 , Komentarze (8)

Jezu, to już tyle dni? Jeszcze dwa i ważenie. Jak patrzę co wy jecie i waga stoi a co ja, to sobie myślę, że nie mam szans:D. No ale dopóki będzie do przodu, nawet nieznacznie, to trzymam się tych założeń. Pamiętam dobrze, że jeszcze niedawno cisnęłam na maksa i g.... z tego wychodziło. Więc teraz kompletny luz. Dobre jedzenie. Duuuużo białka. Nieduży deficyt. Regularna aktywność, a nie zajeżdżanie się do imentu a potem jechanie na oparach. Zero ortodoksji, ale jednak zasada 80/20 albo nawet 90/10 dopóki tej wagi nie zrzucę. Jeżeli chodzi o te 10... to mąż poszedł dziś do ulubionego pubu i spotkał znajomego, który to uznał za stosowne kupić dla mnie hiszpańską cavę 🤪. Nie wiem jaki był powód tego przypływu sentymentu, ale myślę, że to napływ procentów do mózgu 😵. Ravioli zrobiłam z ricottą i szpinakiem, z ziołowo-maślanym sosem i parmezanem na górze, więc mi się tak idealnie komponowała, że wypiłam 2 lampki. Na szczęście ona jest jakoś mało kaloryczna i wpisała mi się w bilans, ale musiałam zrezygnować z kolacji:). Jeżeli chodzi o ravioli, to kilka rzeczy jest do dopracowania. Przede wszystkim muszę kupić maszynkę do makaronu, bo nie umiałam rozwałkować ciasta tak cienko jak bym chciała. No i troszkę koślawe mi wyszły:D. Będę trenować, bo w daniu jest ogromny potencjał. Farsz wyszedł zajebisty, a ten sosik idealnie dopełniał całości. Chciałam zrobić z szałwią, ale całe miasto objechałam i nie było świeżej.

Kroki zrobione. I 40 minut jogi hormonalnej. Poza tym bardzo produktywny dzień. Chyba już późno się zrobiło. Dobranoc dziewczynki:). 

11 lutego 2025 , Komentarze (2)

Wczoraj wreszcie wszystko się ładnie spięło. Kroki zaliczone, choć dokręcałam późno, na długim spacerze, bo dużo zajęć z dzieciakami miałam. Joga wieczorkiem w łóżku:). 

Śniadanie: kiełbaski na ciepło, jajko sadzone, ser koryciński, sałatka, pistacje

II śniadanie: chleb orkiszowy - jeden z pasztetem, jeden z salcesonem, warzywka

Obiad: dziki łosoś, ryż, warzywka orientalne 

Przekąska: pistacje i migdały

Dziś wreszcie zrobię jakąś dłuższą sesję jogi. A na obiad mam zamiar spróbować zrobić pierwszy raz w życiu sama ravioli. Ze szpinakiem i ricottą. Mam nadzieję, że znajdę gdzieś świeżą szałwię. Miłego dnia 😍.

10 lutego 2025 , Komentarze (6)

Wczoraj gości ciąg dalszy:D. Właściwie nowi znajomi. Kobieta z mojej nowej dorywczej pracy i jej mąż. Już od dłuższego czasu namawiała mnie na jakieś kawki i spotkania, a ja to generalnie dzikus jestem straszny :D. No ale w końcu się przełamałam i zaprosiłam ich do siebie na karty. Przyszli o 17:00 i wyszli o północy, więc nie dałam radę ani kroków ani jogi. No ale coś za coś. Nie spodziewałam się ani, że będziemy tyle siedzieć, ani że się tak dobrze bawić:D. No i zdjęcia robiłam tylko do drugiego śniadania, bo jak ktoś jest to tak głupio. Dietetycznie nawet nie było źle. Miłego dnia dziewczynki:). 

9 lutego 2025 , Komentarze (13)

Jeżeli chodzi o dietę to wolałabym ten dzień zapomnieć:D. Zaczęłam nieźle

Ale potem mieliśmy gościa i postawiłam na stole dużo zakąsek, wypiłam guinessa, i jak to podliczyłam to wyszło więcej niż powinno, więc żadnej kolacji już nie jadłam. Kroków 8000, ale joga zaliczona. No nic, dziś już jestem grzeczna. Nawet mimo, że znowu mamy gości. 

Najważniejsze, że wszystkie egzaminy zaliczone. Wyluzowuję się i do końca lutego skupiam na samych przyjemnych rzeczach :D. Przyjemne rzeczy= zajęcia z dzieciakami, pisanie, granie w karty, czytanie, praca nad ciałem i umysłem:D. Miłego dnia.  

8 lutego 2025 , Komentarze (14)

Podobno ludzie dzielą się na tych, co w sytuacjach stresowych nie jedzą wcale i tych, co zajadają stres. Ja niestety należę do tych drugich:D. Wczoraj kompletny nieogar. Niby jestem dużą dziewczynką, a jednak nie umiem się wyluzować w sytuacji egzaminacyjnej. Oprócz tego co na zdjęciach wypiłam bezalkoholowego stouta i zjadłam kanapkę z pasztetem i garść orzechów. Razem 1800 kcal i 85 g białka (chyba, nie zważyłam tej brukselki, tylko tak na oko). Nieźle i tak biorąc pod uwagę jak wczoraj nie umiałam się trzymać żadnego planu (brak śniadania białkowo-tłuszczowego, zaplanowany na obiad łosoś został na dziś a ja dojadałam resztki, bo taką miałam fantazję:D) i non stop miałam ochotę coś podjadać. Rozchodziłam to trochę:D. Kroki zaliczone. Joga też. Zaraz zaczynają się te nieszczęsne egzaminy. Takie mam przeczucie, że będą proste. Dziś już będę grzeczna. Tak sobie obiecuję. 

7 lutego 2025 , Komentarze (8)

Zupełnie się wczoraj nie wyspałam i bardzo ciężko było, zarówno jeżeli chodzi o dietę jak i o te poboczne założenia. Ale dałam radę wszystko. Kroki, joga wieczorna, jedzonko. Dziś dzień wkuwania do egzaminów, bo jutro mam 3!!! i jeden w niedzielę. Ale na razie kawka i patrzę co u was 😄.

Jedzonko wczoraj:

Śniadanie: jajka z majonezem, ryba palia (pierwszy raz w życiu jadłam) wędzona, awokado, orzechy, warzywka

II śniadanie: bezcukrowe ciasto jogurtowe z borówkami

Obiad: kwaśnica na żeberkach, ziemniaczki

Kolacja: tosty z piekarnika, ogórki

Miłego dnia. 

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.