Nie do końca wyszłam z tego wczorajszego spotkania obronną ręką, bo oprócz wina skubnęłam jakieś przekąski - serek, oliwki, vol-au-vent z tuńczykiem i z tą szarpaną wieprzowiną... Zrobiłam z gotowego ciasta francuskiego, ale sama dzielnie wycinałam te kółeczka😁. Mogłam zrobić zdjęcie całej deski, może by mi było łatwiej się oprzeć :D. No trudno. Wyrównam to dziś jakoś. I przez następne dwa tygodnie. Ważenie w ostatnim dniu lutego. Założenie wagowe jak zwykle delikatne. Chciałabym żeby spadła poniżej 77. No i żeby coś się ruszyło w obwodach. Cokolwiek. Najlepiej w brzuszku. Tym razem rozpiszę sobie dokładny plan i zrobię HT w kalendarzu. A plan będzie uwzględniał następujące elementy:
- zero wina 😇
- 10000 kroków dziennie
- Codzienna joga, ale konkretne, zaplanowane wcześniej praktyki (systematyczność już sobie wyrobiłam chyba w tej kwestii, teraz spróbuję to robić nie tak bezmyślnie)
- Monitorowanie wody z fitatu (jezu, jak ja tego nie umiem!)
- Dieta bez zmian - 1700 kcal, 100+ g białka, śniadania białkowo-tłuszczowe, zero słodyczy i cukru. Zero (!!!!) podjadania.
Wczorajsze jedzenie, które miało 100 g białka i razem z czterema lampkami wina tylko 1600 kcal (to może tak bardzo nie nagrzeszyłam, bo wypiłam 3 lampki a do limitu trochę brakowało... zaraz wpiszę i sprawdzę) wygląda tak:
Miłego dnia wszystkim 🥰