Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Chyba pora coś zmienić bo cukrzyca puka do drzwi...

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 2515
Komentarzy: 47
Założony: 13 stycznia 2025
Ostatni wpis: 4 kwietnia 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Tetania

kobieta, 34 lat, Tak

172 cm, 74.30 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

19 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie. Dzisiaj dzień treningowy, czyli 30 min orbitrek+ siłowy na ręce i brzuch. Teraz boli mnie szyja, plecy i bark.

Humor mam kiepski, bo obejrzałam film na yt o tężyczce i dowiedziałam się rzeczy których wolałabym nie wiedzieć, np. że nieleczona zwiększa ryzyko białaczki itp. A mi się łatwo robią siniaki, ostatnio mam wysyp. 😭

Jeszcze mi się coś dziwnego przytrafiło, przed obiadem gdy nie jadłam od jakichś 3 godzin patrzę na opaskę a tam tętno... 47. Masakra czułam niepokój, ale jak zjadłam to przeszło. Najgorsza jest ta przerwa między drugim śniadaniem a obiadem, chyba muszę więcej jeść na drugie śniadanie, a nie małe jabłko i łyżka pestek z dyni. Dzisiaj pierwszy raz wypiłam do tego odżywkę białkową - taką bezsmakową, ze szklanką mleka. No ale to tętno mnie przestraszyło. Co się z tym ciałem dzieje!!!

Staram się jeść więcej białka bo dziwne ale waga mi pokazuje ciągle że mam za mało (14,3% a powinno być 16%). Mój mąż i wszyscy, co się ważyli, mieli białko w normie. Tylko ja nigdy nie mam, max 15% miałam jak zeszłam poniżej 70 kg. Dziwne.

Mąż śmieje się, że jestem koksem - najpierw kupiłam kreatynę, teraz białko. 😈

Jem też więcej mięsa. Dzisiaj na obiad miałam gołąbki z przepisu Tomasza Strzelczyka z trzech rodzajów mielonego: wołowiny, wieprzowiny i indyka. Na jutro jeszcze zostały.

Ostatnio lepiej śpię, bo zasypiam już przed północą i wychodzi trochę ponad 8 godzin snu. Ale za to nie robię drzemek w dzień.

A, kupiłam lampę na podczerwień bo obejrzałam film pani gastrolog z youtuba i uznałam, że dobrze byłoby coś takiego mieć. Męża często boli kolano, a mnie ostatnio tak bolał łokieć i promieniował na ramię i plecy. Lepsze to niż tabletki. Dobra, przyznam się po co ją tak naprawdę kupiłam. Gdzieś przeczytałam, że działa na cellulit i zamierzam grzać se dupsko podczerwienią i udźce! 🤡

Idę grzać plecy, zobaczę czy coś pomoże.

17 marca 2025 , Komentarze (4)

Cześć. Padam już bo poćwiczyłam dziś dość intensywnie. Najpierw orbitrek pół godziny, potem trening siłowy na pośladki. Chciałam zrobić w sumie 2 treningi po 20 minut, ale po 30 minutach ćwiczeń moje ciało było już jak z galarety, trzęsło się i nie miałam już siły napinać mięśni, uznałam więc, że nie ma sensu dalej ćwiczyć. Jutro pewnie nie będę mogła się ruszyć...

Planuję ćwiczyć na razie 3 razy w tygodniu, po godzinie, w tym 30 minut cardio i 30 minut siłowego. Resztę dni będę się regenerować i robić kroki. Będę ćwiczyć pon-śr-pt bo pasuje mi idealnie. Ważenie przesunę na niedzielę, żeby nie ważyć się dzień bezpośrednio po treningu.

A nie pisałam Wam chyba, że odstawiłam chleb. Zamówiłam sobie 3 kg kaszy gryczanej i gotuje teraz na śniadanie. Od czasu do czasu zjem jakiś makaron czy pizzę, ale na co dzień już nie chcę jeść pszenicy.

Przejadły mi się też cheetosy po 2 miesiącach codziennego jedzenia do kolacji. W ramach zdrowszego odżywiania i tężyczki od paru dni zamiast cheetosów jem do kolacji 30-40 g pistacji. Wszystko odważam, bo z pistacjami łatwo przesadzić. Są zdrowe, ale kaloryczne. 

Na kolację jem sobie też sałatkę z sałaty rzymskiej, mozarelli light, pomidorków koktajlowych i odrobiny oliwy z oliwek. Powiem Wam, że zapycha, nie czuję się po niej głodna ani nie mam potrzeby by zjeść do niej jakiś chleb czy bułkę. Kiedyś nie wyobrażałam sobie tak jeść.

Chyba jeszcze nigdy tak zdrowo się nie odżywiałam...

15 marca 2025 , Komentarze (2)

Hej! Dzisiejszy dzień mi tak zleciał, że nawet nie wiem kiedy i jak. Jestem padnięta. Zakwasy mnie dalej trzymają więc nie było treningu, ale dzień miałam bardzo aktywny. Byliśmy z mężem na długim spacerze i spaliłam ponad 500 kcal. 

A jak waga? No może nie powaliła mnie, ale jakiś spadek jest - 73,9 kg. Śmieszne, bo aplikacja nie pokazuje mi już nadwagi tylko "sylwetka zrównoważona" mimo że od nadwagi (74 kg) dzieli mnie tylko 100 g. Wg BMI już nie mam nadwagi. No ale nie zamierzam na tym spocząć, bo nadal mam za dużo tkanki tłuszczowej. 

Jak na to, że dwa dni temu zjadłam potężnego kebaba, a wczoraj jak zwykle dzień przed ważeniem mnie zaparło, wynik jest całkiem ok. No wiadomo, że chciałabym więcej schudnąć (ważyć 70 kg do końca marca już mi się chyba nie uda...), ale dobre i to.

W dwa miesiące zrzuciłam 6 kg nadwagi, bo najwięcej ważyłam 80 kg.

14 marca 2025 , Komentarze (1)

Witajcie. Od wczorajszych ćwiczeń z Chinką bolą mnie tak poślady i udźce, że nie mogę usiąść na kiblu... Wzięłam kąpiel bo niby pomaga na zakwasy, ale nie widzę różnicy. Także to by było na tyle jeśli chodzi o treningi do końca tygodnia. Jedynie kroki będę robić.

Odkryłam dzisiaj środek skutecznie hamujący apetyt. Zamówiłam sobie ocet malinowy dla odmiany od jabłkowego i wypiłam 1 łyżkę rozpuszczoną w szklance przed obiadem. Momentalnie przeszła mi ochota na jedzenie i to całkowicie. Musiałam wmusić w siebie obiad z racji pory posiłku. Na insulinooporność powinno się pić 2 łyżki dziennie, ale nie chciałam tracić apetytu przed kolacją to nie wypiłam. 

Stresuję się przed jutrzejszym ważeniem...

13 marca 2025 , Komentarze (2)

Witajcie. Wczoraj wieczorem mój mąż zaczął mówić do mnie "A...Albo nie, nie powiem bo będziesz zła." No to się dopytuje, o co chodzi a ten kusiciel: "A bo wiesz, przejeżdżam często rowerem obok tego kebaba co lubisz i czy byś się obraziła gdybym Ci kupił". Gdy mój mózg usłyszał kebab, nie było już odwrotu... Już wiedziałam, co zjem następnego dnia na obiad...

Tak. Zjadłam dzisiaj kebaba na obiad i to dużego i nie czuję z tego powodu żadnych wyrzutów. Ostatnie dni czuję się tak beznadziejnie, że po prostu zasłużyłam na nagrodę za cierpienie. Tężyczka mnie dobija. Moje ciało jest głodne. Kebab jest tłusty i pożywny. Ma warzywa i mięso. To zdrowe. 

Przed objadem wypiłam ocet jabłkowy żeby wyrzut insuliny ze szczęścia mnie nie powalił. Dzięki temu spałam po obiedzie tylko godzinę, a nie tradycyjnie 2. 

Potem czas na trening. Od ostatniego treningu z Chinką na brzuch nadal mam zakwasy. Dzisiaj ćwiczenia na pośladki. Pół godziny. Męczące, mimo że wczoraj miałam dzień przerwy a wg planu treningu Chinki powinnam zrobić ten trening wczoraj. Potem wlazłam na orbitrek i karnie pochodziłam pół godziny. Parę razy miałam uczucie, że zaraz stracę równowagę i osunę się na podłogę. Mocy po tym treningu siłowym zupełnie nie miałam by jeszcze to cardio robić. Ale jakoś zrobiłam.

Nie wiem czy jeszcze poćwiczę coś w tym tygodniu, wszystko zależy od regeneracji. Bądź co bądź zrobiłam 6 treningów - 3 orbitrek i 3 siłowe. Po siłowych naprawdę jestem zmęczona, co mnie dziwi. Jak chodziłam na orbitreku na większych obciążeniach to nie byłam tak zmęczona jak teraz po tych wykrokach i innych takich. Ale na pewno nie będę robić treningu według planu Chinki bo nie dałabym rady. Zmodyfikuję go pod siebie. W ogóle to jest plan dla średnio- i zaawansowanych a nie dla takich amatorów jak ja...

Po kebabiku zjadłam normalnie kolację - skyr z pestkami dyni, banan z masłem orzechowym, 3 kostki gorzkiej czekolady, cheetosy. Próbuję pozyskiwać magnez z diety, bo jak widać suplementacja dwa lata nic nie dała.

Przypadkiem sprawdziłam dziś, że do lata (21 czerwca) zostało od dziś dokładnie 100 dni. To całkiem dużo jak na zmianę sylwetki, zrzucenie paru kilo i centymetrów w obwodach. Nie ma więc co się zajeżdżać. Odchudzanie wymaga czasu, a czas i tak upłynie.

Obejrzałam też dzisiaj ciekawy film na kanale "Grube historie" o dziewczynie, która jest na diecie lwa. Tzn. je samo mięso i tylko mięso. Bo po innych rzeczach boli ją głowa i cierpi na jakąś chorobę. Ja bym tak nie mogła, bo lubię jeść różnorodnie, ale planuję zwiększyć ilość mięcha w diecie bo tężyczkowcy potrzebują białka żeby magnez się wchłaniał. Z tego filmiku dowiedziałam się że najlepsza jest wołowina bo w kurczakach i świni są toksyny. Czas odżywiać ciało, a nie je zagładzać.

12 marca 2025 , Skomentuj

Hej. Wczoraj zaczęłam przetrząsać Internet w poszukiwaniu informacji na temat tężyczki. To co znalazłam nie tylko wprawiło mnie w ponury nastrój, ale i zszokowało. Tak, po dwóch latach nie mam wyleczonej tężyczki. Więcej, nie mam jej nawet zaleczonej, skoro objawy tak szybko wyszły na wierzch.

Z Poradnika Gastrologicznego na yt (polecam wogóle kanał, prowadzi pani doktor gastroenterolog) dowiedziałam się, że objawy, które przypisywałam insulinooporności/stanowi przecukrzycowemu to wynik tężyczki. Częste latanie siku i robienie mało? Skutek osłabionych przez tężyczkę mięśni pęcherza moczowego. Nieustanne zaparcia? Skutek osłabionych mięśni perystaltycznych jelit. Dziwne widzenie? Osłabione mięśnie oka...

Podłamałam się... Ta choroba to jakieś g.wno, które sprawia, że nie mam tyle siły co normalny człowiek. Aha, dowiedziałam się że z ćwiczeniami nie można przesadzać, bo mięśnie są słabsze i łatwo się przetrenować. Niektórzy mają zanik mięśni.

Przyznam, że nigdy się nie zainteresowałam tematem na poważne, bo objawy miałam raczej łagodne, poza paroma epizodami mocno bolesnego skurczu krtani, co dopiero po czasie skojarzyłam z tężyczką. Lekarze też za bardzo się nie roztkliwiają nad tą dolegliwością, neurolog kazała tylko brać cytrynian magnezu i tyle.

Więcej o tężyczce czytał mój mąż, który dołączył nawet do dwóch grup na facebooku i namówił mnie, żebym też to zrobiła. Weszłam tam raz i poczułam, że trafiłam do jakiegoś grona hipochondryków, w dodatku przekonanych, że stoją nad grobem... Co drugi post to dramatyczne nagranie drgających mięśni kończyn, a już hitem była babka, która nagrała coś a'la atak padaczkowy... Przestałam tam wchodzić dla swojego zdrowia psychicznego.

Od wczoraj przekopałam tę stronę chyba rok wstecz, ale nie znalazłam tam nic pomocnego jak na razie - same posty typu "czy też tak macie" i filmik z drgającym udem, albo "pomuszcie zinterpretować wyniki badań". Więcej dowiedziałam się z kanału pani gastrolog i chcę przesłuchać wszystkie filmiki na temat tężyczki i wziąć się porządnie za siebie.

Jednocześnie jestem zła, że musiałam zapaść oczywiście na taką przypadłość o której nawet lekarze wiedzą jeszcze niewiele. Nie ma za bardzo wiedzy jak się odchudzać w tężyczce, jak jeść i ile sportu uprawiać. Znalazłam jakieś szczątkowe informacje, ale w porównaniu do tego, co można znaleźć na temat odchudzania w niedoczynności tarczycy, Hashimoto, PCOS i insulinooporności to jest kropla w morzu potrzeb...

Ogólnie to dowiedziałam się z tych info, że osoby z tężyczką powinny dążyć do prawidłowej masy ciała ALE zakazane są restrykcje kaloryczne (no to ciekawe jak schudnąć bez deficytu). 

Z ruchem zdecydowanie przesadziłam. 5-6 treningów po 30 minut orbitreka w tygodniu to już było dużo, a ja chciałam do tego dodać treningi siłowe Chloe Ting, które obejmują 6 treningów w tygodniu... A kiedy się regenerować? Nic dziwnego, że moje ciało padło.

Nie mogę się tak katować. I tak ćwiczenia nie są aż tak ważne. Można chudnąć i bez nich, bo dieta to 70% sukcesu. Potrzebuję zatroszczyć się o siebie i więcej relaksować.

Dlatego dzisiaj cały dzień odpoczywam (robię tylko kroki, mam 8000) i będę tak robić 3 dni w tygodniu. Spróbuję ćwiczyć 4 razy w tygodniu po godzinie (siłowe+orbitrek), a jeśli to dalej będzie za dużo, to jeszcze zmniejszę.

No i dieta. Chyba jadłam za mało. Muszę jeść bardziej odżywcze rzeczy, które dostarczą mi dużo magnezu. Dzisiaj zjadłam:

- sałatkę z 2 jajek i brokuła, pestkami dyni i słonecznika, pomidorkami koktajlowymi i sosem czosnkowym z jogurtu,

- banan z łyżeczką masła orzechowego i 3 kostki czekolady 64% (smakowała jak słodka, dawno nie jadłam),

- pierogi ruskie (ograniczam mąkę pszenną i od 2 dni nie jem chleba, ale te pierogi musiałam zjeść bo je kiedyś kupiłam),

- sałatka z sałaty rzymskiej, pomidorków koktajlowych, ciecierzycy prażonej na oleju kokosowym, miseczka chrupek.

Jak to piszę, to wydaje mi się że to i tak jakoś mało. W ogóle przypominałam sobie o oleju kokosowym. Niby pomaga zrzucać tłuszcz z brzucha. Może będę jeść łyżeczkę codziennie.

Trudno, najwyżej będę chudnąć wolniej, ale zależy mi bardziej na zdrowiu niż na wyglądzie. Nie chcę się wpędzić w jakieś poważniejsze problemy czy przetrenować. Bo zależy mi na tym by mieć kondycję i móc latem zrobić setkę na rowerze czy chodzić po górach trasy na 30 000 kroków.

11 marca 2025 , Komentarze (2)

Witajcie. Czuję się jak jakiś zdechlak. Po wczorajszych ćwiczeniach złapałam wczoraj doła, bo ta godzina dziennie ćwiczeń zaczęła mi niesamowicie ciążyć. Jak to, mam ćwiczyć 2 razy dłużej niż zwykle? Plus dopadły mnie ataki tężyczki w postaci szarpania mięśni i duszności. Parę dni temu odstawiłam magnez z zalecenia lekarza (brałam nieprzerwanie od 2 lat) i się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam...

Rano po obudzeniu się byłam tak niewyspana, że marzyłam o dodatkowej godzinie snu. No ale praca, wiadomo. Jakoś się ogarnęłam (kawa). 

Co z zakwasami po wczorajszym treningu? Ku mojemu zdziwieniu w ćwiczonych partiach nic mnie nie boli, natomiast boli mnie lędźwie i szyja. Ogólnie uczucie połamania plus płonące ciało ze stanu zapalnego. Ruch to zdrowie, he he he.

Na śniadanie zjadłam 2 jajka i pół paczki warzyw na patelnię z keczupem, z czego połowę warzyw potem wywaliłam bo trafiłam na jakieś włókna fasoli szparagowej i zrobiło mi się niedobrze... 2 śniadanie małe jabłko. Obiad: kasza gryczana z chudym twarogiem i papryka z cebulą podsmażane na łyżce oliwy. I 1 serek zakopiański. Deser - mus proteinowy cappuccino. 

Nie będę Wam ściemniać, że jest łatwo. Do treningu musiałam się nastawić psychicznie i zmusić i odkładałam go aż w końcu stwierdziłam że już czas. Nie było tak strasznie, chociaż czuję, że będę mieć zakwasy na brzuchu. Moje ramiona są słabe, machając tymi ciężarkami 1 kg czułam, jakbym miała w rękach niewiadomo jakie ciężary. 

Po treningu spojrzałam w lustro i żem zapłakała nad swoim odbiciem. Szczerze? Nie widzę żadnej różnicy między tym jak ważyłam 80 kg a teraz 74 kg. Zatłuszczone i pocellulitowane ciało. Odkryłam, że mam cellulit na ramionach, nad paszkami. Wolałam tego nie wiedzieć. 

Postaram się wytrzymać z tymi ćwiczeniami z 6 tygodni, tak w ramach eksperymentu, czy coś mi to da. Jak nie będę zadowolona to rzucam w cholerę i wracam na kanapę.

A w ogóle to od wczoraj załącza mi się momentami wilczy głód. Albo to od tych ćwiczeń, albo za mało jem. Ale wcale nie spalam podczas treningów dużo kcal. Dziś na siłowym ok. 100, a na orbitreku wycisnęłam tylko 170. 

Myślałam, że nie wytrzymam i na kolację zrobię sobie wielką ucztę. Zrobiłam najpierw michę sałatki śródziemnomorskiej (sałata rzymska, cebula czerwona, oliwki czarne, mozarella light, mnóstwo pomidorków koktajlowych z biedry z promocji są pyszne słodziutkie, olej z dyni) i wiecie co? Zapchałam się tym. Dla pewności, że nie jem za mało, zjadłam jeszcze banana z łyżeczką masła orzechowego a na koniec wmusiłam w siebie miseczkę chrupek orzechowych. Równie dobrze mogłabym tego nie jeść, ale nie chce się głodzić. Nie mam pojęcia czy jestem w deficycie. Okaże się przy następnym ważeniu.

Niepokoją mnie te drżenia tężyczkowe... nawet serca. Nasiliły się. Ale najgorsze są duszności. Ech.

10 marca 2025 , Komentarze (2)

Witajcie. Lato zbliża się wielkimi krokami i czuję, że muszę podkręcić obroty. Od dziś chcę ćwiczyć godzinę dziennie (z wyjątkiem piątku, wtedy odpoczywam). Zaczęłam robić trening Chloe Ting na pośladki (2020 Get Peachy Challenge). Już z nią wcześniej ćwiczyłam i to nawet dużo, ale wybierałam raczej cardio i HIIT po których moja waga raczej stała, a kondycja rosła. Teraz biorę się za treningi siłowe, z hantelkami 1 kg jak na początek. 

Pierwszy trening nie był taki zły, ale nie dam się nabrać, bo z nią można się naprawdę zmęczyć. Po treningu standardowo orbitrek. Dałam czadu, spalone 240 kcal w 30 min. To ta kreatyna tak działa, nie da się tego inaczej wytłumaczyć. Zrobiłam jeszcze 10 minut na twisterze, niby działa na boczki i brzuch. Będę na nim ćwiczyć na zmianę z hula hopem.

Piszę wcześniej bo czuję, że wieczorem będę miała zjazd i padnę ze zmęczenia. Teraz jeszcze czuje się ok, ale Garmin pokazał, że mam się regenerować 12 h...

9 marca 2025 , Skomentuj

Witajcie! Dzisiaj trening standardowy, czyli 30 minut. Do tego krótki spacer na 4 tys kroków. Wymęczona jestem tym aktywnym weekendem. Chyba wcześniej się położę spać bo zasypiam na siedząco... no i nie miałam drzemki dziś. 

8 marca 2025 , Komentarze (4)

Siemano. Dzisiejsze ważenie było dla mnie dużą zagadką. Nastawiałam się już psychicznie, że mogę zobaczyć przyrost na wadze, co mogło być spowodowane przez 4 czynniki: 1) mam 3 dzień okresu 2) zaczęłam brać kreatynę, a ona zatrzymuje wodę i można ważyć przez nią nawet 1,5 kg więcej 3) mam zaparcia 4) wczoraj zamiast się regenerować, zrobiłam całkiem niezły spacer.

Niezły spacer - mam na myśli 4-godzinny spacer. Pojechaliśmy sobie z mężem sobie nad morze i spacerowaliśmy najpierw długo lasem, a potem plażą. Skutek to ponad 15 tysięcy kroków, prawie 11 km przechodzonych i 680 kalorii spalonych... Tak... przesadziłam. A że po długich czy tam intensywnych treningach moje ciało lubi sobie związać wodę i spuchnąć, drżałam ze strachu, co ja zobaczę na tej wadzę.

Tymczasem okazało się, że ważę 74,3 kg (było ostatnio 74,5 kg) a więc chociaż mało schudłam to tendencja spadkowa nadal jest, co zawsze cieszy! W przyszłym tygodniu w sobotę będę już po okresie i pomiar będzie wiarygodniejszy. 

Dzisiaj mąż sobie zaplanował setkę na rowerze - a niech korzysta z tej pięknej pogody. A ja, jako że dziś jest 40 dzień treningu na orbitreku, postanowiłam to uczcić godzinnym treningiem. I tak oto spaliłam moje pierwsze w tym roku 416 kalorii na orbitreku. Co mnie tak wzięło, nie wiem, chyba ta kreatyna działa. Jest moc, jeszcze jak załączyłam sobie ulubioną muzyczkę to aż mi się nie chciało z tego orbitreka schodzić (chyba pierwszy raz odkąd na nim ćwiczę bo zwykle odliczam tylko do końca tej męczarni...). Ale żeby nie przesadzać, no bo jednak mam ten okres i wczoraj było dużo ruchu, skończyłam po godzinie.

Z dietą muszę się poprawić, bo ostatnio prawie nie jem warzyw (pewnie stąd zaparcia). W tym tygodniu moja dieta była mocno białkowa bo jadłam na śniadanie parówki proteinowe, a na obiad kurczaka, wlatywał też codziennie deserek w postaci wysokoproteinowego jogurtu. Tak że planuję odwrócić tę tendencję i jeść więcej warzyw. W przyszłym tygodniu zero kurczaka i głównie kasza+warzywa na patelnię z twarogiem, może 2 razy jeszcze jakiś dorsz.

Zastanawiam się też nad ograniczeniem chleba. Ostatnio codziennie na kolację jadłam tosty i do śniadania 2 kromki. Tymczasem pewna pani gastrolog z youtuba nastraszyła mnie, że wszyscy jej pacjenci, którzy mają problemy z jelitami, jedzą marketowe pieczywo, a jeśli ty nadal jesz i nie masz żadnych problemów to w przyszłości i tak będziesz mieć, a ona już nie pomoże, bo niedługo idzie na emeryturę. Już nie raz o tym słyszałam, że chleb w marketach nie jest najlepszej jakości i że podnosi cukier bardziej niż snicekers, czytałam też książkę Pszenny brzuch bo dość się tematem interesowałam... Miałam też okresy, że nie jadłam chleba np. przez miesiąc, ale nigdy dłużej bo bałam się, że się nabawię jakiejś alergii i już nigdy nie będę mogła zjeść pizzy ani ciasta... Teraz sobie myślę, że może warto chociaż rzadziej jeść ten chleb i w zamian coś bardziej wartościowego - kasze, warzywa czy coś tam innego.

Dużo słucham na youtube o odchudzaniu bo mnie to motywuje. Zawsze też człowiek się trochę dokształci albo przypomni sobie coś, co już wiedział, a pomoże gubić kilogramy.

Obejrzałam wczoraj Dzień Dobry TVN z Sylwią Bombą i Jakubem Mauriczem, gdzie opowiadali o swojej książce o insulinooporności. Kusi mnie, żeby kupić, bo ta Sylwia wygląda świetnie, a ważyła przecież 90 kg. Zaciekawiło mnie, co powiedziała, że przy insulinooporności wcale nie są dobre treningi na wysokim tętnie, czego sama jest przykładem bo jak zapisała się na tabatę ważąc 83 kg to po 3 miesiącach, zamiast schudnąć, ważyła 86 kg... Straszne to, człowiek się wysila a tu taki zonk... Ciekawa jestem, czy z tej książki dowiedziałabym się czegoś nowego. Na razie się wstrzymam, ale może jak schudnę do 70 kg to kupię sobie w nagrodę. No i może stanieje do tego czasu, bo niedawno była premiera, więc pewnie kosztuje ta książka teraz najwięcej.

Strzał lata na początku marca skłonił mnie do refleksji, że nie jestem jeszcze gotowa na lato... Pod warstwą ciuchów czuję się bezpieczniej, bo z sylwetką skinny fat mogę udawać, że ważę mniej. Ale jak się zdejmie kurtkę to niestety ta miękka oponka na brzuchu i boczki usuwają wszelkie złudzenia. Nie czuję się komfortowo. Na szczęście ma się znowu ochłodzić. Rozwalają mnie niektóre artykuły na temat pogody. "Atak zimy" to dla niektórych za mało, by napisać, że wracają mrozy i 4 stopnie ciepła w dzień. Lepszy tytuł to "Nadciąga Bestia ze Wschodu"...XD

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.