Hej. Wczoraj zaczęłam przetrząsać Internet w poszukiwaniu informacji na temat tężyczki. To co znalazłam nie tylko wprawiło mnie w ponury nastrój, ale i zszokowało. Tak, po dwóch latach nie mam wyleczonej tężyczki. Więcej, nie mam jej nawet zaleczonej, skoro objawy tak szybko wyszły na wierzch.
Z Poradnika Gastrologicznego na yt (polecam wogóle kanał, prowadzi pani doktor gastroenterolog) dowiedziałam się, że objawy, które przypisywałam insulinooporności/stanowi przecukrzycowemu to wynik tężyczki. Częste latanie siku i robienie mało? Skutek osłabionych przez tężyczkę mięśni pęcherza moczowego. Nieustanne zaparcia? Skutek osłabionych mięśni perystaltycznych jelit. Dziwne widzenie? Osłabione mięśnie oka...
Podłamałam się... Ta choroba to jakieś g.wno, które sprawia, że nie mam tyle siły co normalny człowiek. Aha, dowiedziałam się że z ćwiczeniami nie można przesadzać, bo mięśnie są słabsze i łatwo się przetrenować. Niektórzy mają zanik mięśni.
Przyznam, że nigdy się nie zainteresowałam tematem na poważne, bo objawy miałam raczej łagodne, poza paroma epizodami mocno bolesnego skurczu krtani, co dopiero po czasie skojarzyłam z tężyczką. Lekarze też za bardzo się nie roztkliwiają nad tą dolegliwością, neurolog kazała tylko brać cytrynian magnezu i tyle.
Więcej o tężyczce czytał mój mąż, który dołączył nawet do dwóch grup na facebooku i namówił mnie, żebym też to zrobiła. Weszłam tam raz i poczułam, że trafiłam do jakiegoś grona hipochondryków, w dodatku przekonanych, że stoją nad grobem... Co drugi post to dramatyczne nagranie drgających mięśni kończyn, a już hitem była babka, która nagrała coś a'la atak padaczkowy... Przestałam tam wchodzić dla swojego zdrowia psychicznego.
Od wczoraj przekopałam tę stronę chyba rok wstecz, ale nie znalazłam tam nic pomocnego jak na razie - same posty typu "czy też tak macie" i filmik z drgającym udem, albo "pomuszcie zinterpretować wyniki badań". Więcej dowiedziałam się z kanału pani gastrolog i chcę przesłuchać wszystkie filmiki na temat tężyczki i wziąć się porządnie za siebie.
Jednocześnie jestem zła, że musiałam zapaść oczywiście na taką przypadłość o której nawet lekarze wiedzą jeszcze niewiele. Nie ma za bardzo wiedzy jak się odchudzać w tężyczce, jak jeść i ile sportu uprawiać. Znalazłam jakieś szczątkowe informacje, ale w porównaniu do tego, co można znaleźć na temat odchudzania w niedoczynności tarczycy, Hashimoto, PCOS i insulinooporności to jest kropla w morzu potrzeb...
Ogólnie to dowiedziałam się z tych info, że osoby z tężyczką powinny dążyć do prawidłowej masy ciała ALE zakazane są restrykcje kaloryczne (no to ciekawe jak schudnąć bez deficytu).
Z ruchem zdecydowanie przesadziłam. 5-6 treningów po 30 minut orbitreka w tygodniu to już było dużo, a ja chciałam do tego dodać treningi siłowe Chloe Ting, które obejmują 6 treningów w tygodniu... A kiedy się regenerować? Nic dziwnego, że moje ciało padło.
Nie mogę się tak katować. I tak ćwiczenia nie są aż tak ważne. Można chudnąć i bez nich, bo dieta to 70% sukcesu. Potrzebuję zatroszczyć się o siebie i więcej relaksować.
Dlatego dzisiaj cały dzień odpoczywam (robię tylko kroki, mam 8000) i będę tak robić 3 dni w tygodniu. Spróbuję ćwiczyć 4 razy w tygodniu po godzinie (siłowe+orbitrek), a jeśli to dalej będzie za dużo, to jeszcze zmniejszę.
No i dieta. Chyba jadłam za mało. Muszę jeść bardziej odżywcze rzeczy, które dostarczą mi dużo magnezu. Dzisiaj zjadłam:
- sałatkę z 2 jajek i brokuła, pestkami dyni i słonecznika, pomidorkami koktajlowymi i sosem czosnkowym z jogurtu,
- banan z łyżeczką masła orzechowego i 3 kostki czekolady 64% (smakowała jak słodka, dawno nie jadłam),
- pierogi ruskie (ograniczam mąkę pszenną i od 2 dni nie jem chleba, ale te pierogi musiałam zjeść bo je kiedyś kupiłam),
- sałatka z sałaty rzymskiej, pomidorków koktajlowych, ciecierzycy prażonej na oleju kokosowym, miseczka chrupek.
Jak to piszę, to wydaje mi się że to i tak jakoś mało. W ogóle przypominałam sobie o oleju kokosowym. Niby pomaga zrzucać tłuszcz z brzucha. Może będę jeść łyżeczkę codziennie.
Trudno, najwyżej będę chudnąć wolniej, ale zależy mi bardziej na zdrowiu niż na wyglądzie. Nie chcę się wpędzić w jakieś poważniejsze problemy czy przetrenować. Bo zależy mi na tym by mieć kondycję i móc latem zrobić setkę na rowerze czy chodzić po górach trasy na 30 000 kroków.