Miała być pierwsza relacja z nowej diety. Tak, mała...ale nie będzie. To nie był odpowiedni dzień. Najpierw M mnie obudził około 5, hałasował aż w końcu przed 6 wychodził w domu. Wstałam zaraz po wyjściu i szybko do kuchni, bo kotki wołały jeść ;) zakręciłam się czasowo. I zanim obudziłam dziewczyny, ogarnęłam, to i owo.... to była 7 i czas do szkół. No i co? No i to, że nie zaczęłam dziś diety. Tzn ogólnie nie objadałam się, ale nie było według rozpiski. Mało tego nie wszystkie produkty na dziś miałam. No nic... Trudno, jutro powinno być lepiej.
Jadłospis na jutro gotowy, sprawdziłam czy mam wszystkie składniki. Oby tylko samopoczucie pozwoliło ;) Bo czuję się hmmm kiepsko, ale być może dlatego że na liczniku mam już 32553 kroków ;) Sporo się nachodziłam dziś ;) I dużo na słońcu :( Co teraz się odbija na samopoczuciu, że kiepsko się czuję.
Także tak wygląda dzisiejszy mój trening ;) Chód :) Dawno tyle kroków, nie zrobiłam :) Pewnie niewiele więcej wpadnie, bo właśnie ładuję opaskę ;) Jeśli chodzi o wagę, to dalej brakuje 100 gram do wagi paskowej ;) Może będzie jakiś mały spadek w sobotę ;) Jeśli oczywiście tego nie spierniczę.
To byłoby na tyle dziś ;)AAaaa tylko nadmienię, że woda ładnie wypita ;) Pamiętajcie aby się nie poddawać ;) Walczymy, działamy. Nawet jak upadniesz, powstań, popraw koronę i do przodu ;) Trzymam za Was kciuki. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :) :*
Dziś znowu na podsumowanie dwóch dni ;) tak jakoś wyszło, ale wczoraj późny powrót do domu i padałam na twarz ;)
Wczorajszy dzień przeleciał przez palce, nawet nie wiem kiedy ;) Wpadł mały trening u rodziców na takim rowerku rehabilitacyjnym ;)
Posiłkowo dzień hmm nie był kiepski ale nie liczyłam kalorii, woda ładnie wypita. Jesli chodzi o wagę po dwóch komuniach, to wzrost 0,6 kg ;) Więc nie ma tragedii :) Myślałam, że będzie dużo więcej.
Dzisiejszy poranek zaczęłam od wagi ;) I do wagi paskowej brakuje 100gram ;) Także myślę że jest ok. Dziś bez treningu ,ale za to na liczniku mam już 18736 kroków. Pewnie do wieczora jeszcze trochę zrobię ;) Posiłkowo dzień wygląda tak:
śniadanie: chleb graham, ser camembert, miks sałat
II śniadanie: śledzik w sosie śmietanowym, bułka grahamka z pomidorem ;) ( posiłek u rodziców)
obiad: zupa owocowa mniammmm
kolacja: koktajl
Razem wyszło 1500 kalorii ;) jest dobrze.Jestem najedzona a oto chodzi ;) Woda wypita, dziś 170 dzień :) Wow ładnie idzie ;)
Od jutra mała zmiana :( Nie wiem czy podołam. Wykupiłam dietę na fabryce siły. Zobaczymy jak to wyjdzie, jestem troszkę sceptycznie nastawiona. Dopiero rozpracowuję plan diety, ciężko może być z posiłkami poza domem. Zobaczymy. Jutro M już jedzie w trasę, to mam 3 dni na ogarnięcie tego ;) hihihi
Może któraś z Was ma lub miała dietę z tej stronki i ma jakieś doświadczenia ;) Chętnie zasięgnę informacji, piszcie. Dlaczego dieta z tej stronki? Bo dieta V troszkę mi się przejadła i chciałam spróbować czegoś innego, nowego. Może to będzie jakaś mobilizacja ;) Zobaczymy jak to wyjdzie, nic na siłę. To ma być przyjemność ;)
Dziś to byłoby na tyle ;) Działamy, walczymy ;) Nie poddajemy się :D Miłego wieczoru, pozdrawiam :* :)
Jak ja się cieszę, że weekend dobiega końca ;) Wczoraj i dziś komunia ....ufff obiedzeni po kokardkę ;) Ale po kolei ;) Wczoraj było ważenie, waga mniejsza o 200 g. Ale w piątek pozwoliłam sobie na coś późnym wieczorem i tym zaprzepaściłam szansę, na większy spadek. Cóż, bywa. Woda ładnie pita, kalorie niestety nie liczone i fotki nie cykane. Ale od godziny 10 do 18 poza domem i jedzenie tylko na imprezach. Jedynie śniadanie w domu, ale lekkie. Kroki wyrabiane ;)
Aaaa właśnie odnośnie kroków, to wczoraj po komunii, dziewczyny chciały jechać do kina. Zgodziliśmy się, poszły na 22, zawieźliśmy je i poszliśmy z M na spacer. Zrobilismy dobre 5 km ;) Wieczorny spacer po starówce,romantycznie ;) Było miło. Na tym spacerze zrobiłam ponad 10 tyś kroków ;) Po północy po dziewczyny. Do domu dotarliśmy przed pierwszą, bo trzeba było jeszcze kolegę odwieźć ;) Padłam jak mucha.
Dziś także komunia i trochę jedzenia. Chociaż dziś mniej zjadłam, niż wczoraj ;) Atmosfery na obu były ok ;) Wczoraj pojechałam w sukience , którą miałam ostatni raz 5 lat temu ;) I tak chudłam do tej sukienki hihihi. Udało się, zgubić tyle kg i cm, alby na komunii chrześniaczki założyć kieckę ;)
Ogólne samopoczucie hmmm nawet ok, chociaż brzusio pełen ;) Zrobiłam herbatę miętową, może będzie lepiej. Zaraz czas zrobić rozpiskę jadłospisu, bo koniec obżarstwa ;) Jak dobrze,że to koniec imprez ;) Ewentualnie w lipcu 15 urodziny córki ;) Ale jeszcze sporo czasu do tego dnia.
Cieszę się, że trzymam się chociaż picia wody ;) Oraz kroków. Ten tydzień może być ciężki, bo trzeba zgubić to, co przybyło przez komunię ;) hihihi Ale nie, nie żałuję. Mam nadzieję,że Wam równie dobrze minął weekend ;) Trzymam za Was kciuki. Miłego wieczoru. Pozdrawiam ;)
II śniadanie: mus ( u rodziców) cukinia w cieście, pączek, kawa 3w1
obiad: kurczak z rożna, chleb z ziarnami
kolacja: koktajl
Razem wyszło 1718 kalorii, skusił mnie pączek u rodziców ;) A właściwie w sklepie i kupiłam. Nie, nie żałuję, zjadłam nawet ze smakiem. Pewnie teraz nie prędko zjem ;) Wolałam zjeść jednego pączka, niż rzucać się na całą szufladę słodkości. Cukinii na zdjęciu mało, zjadłam więcej ale wszystko wliczone w bilans. Bez podjadania. Waga rano też ok ;) Także jest dobrze. Trzymałam się rozpiski, poza pączkiem ;) Menu na jutro w połowie ułożone, zaraz dokończę ;)
Wczoraj młoda wróciła z wycieczki, w domu byłyśmy po 23 :( Byłam padnięta, zanim się wszystkie ogarnęłyśmy była północ :( A dziś pobudka po 6. Ledwo wstałam. Zamulona jestem,senna ale być może to wina pogody. Coś mnie wysypało, na ramionach, pojechałam do apteki i kupiłam wapno. Zobaczymy czy pomoże :( Bo wszystko swędzi :( A jakby tego było mało, to młoda w drodze powrotnej źle się czuła. Dziś też nie jest dobrze. Boję się :( aby nic się nie rozwinęło, bo w weekend mamy dwie komunie. Trzymajcie kciuki.
To byłoby na tyle, bo miał być krótki wpis ;) Walczymy, działamy, wodę pijemy ;) Trzymam za Was kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam ;) :*
Dziś małe podsumowanie dwóch dni ;) Wczoraj byłam jakaś padnięta i mało na intrenatach byłam ;) Dnie bez treningów, jedynie chodzenie. Ale jak wracam popołudniu do domu i jest taki upał, to szczerze.... nie mam siły i zasypiam ;( Muszę to jakoś ogarnąć. No ale biodro cały czas daje się we znaki, więc też nie chcę przesadzać. Prawda jest taka,że ja cały czas aktywna jestem ;) Woda ładnie pita, dziś dzień 164 wow, dumna jestem, że w tym trwam ;)
Jeśli chodzi o wczorajsze jedzonko
śniadanie: chleb graham z sałatą, wędliną i rzodkiewką
II śniadanie: twaróg chudy, jogurt skyr, truskawki, nerkowce , lód ( mama wcisnęła)
obiad: zupa ogórkowa z ziemnakiami
kolacja: koktajl truskawkowy Po późnym obiedzie nie miałam ochoty na nic, byłam pełna. Jedynie skusiłam się na koktajl. Razem wyszło 1641 kcal.
Dzisiejsze menu
śniadanie: chleb graham, camembert z ziołami, rzodkiewka, pomidorki
II śniadanie: tylko jeden mus, hummuss naturalny z preclami :) popcorn z ketchupem
obiad: zupa ogórkowa z ziemniakami, polędwiczką , cappuccino
To tyle na dziś, łącznie 1733 kcal. Pełna po kokardkę jestem. Waga dzis drgnęła i zaliczyłam spadek 0,6 kg od wczoraj a od poniedziałku 1,4 kg ;) Jest dobrze, a będzie lepiej ;) Od poniedziałku pilnuję liczenia kalorii, staram się nie sięgać po słodycze. Jedynie wczoraj loda zjadłam, ale tego nie liczę. Staram się pić wodę, trzymać rozpiski menu. Omijać słodkie, chociaż rodzice kuszą cały czas ;) Kroków staram się robić minimum 10 tyś kroków. Jeszcze musiałabym wdrożyć aktywność w sensie treningi ;) Ale jestem dobrej myśli, nie poddaje się. Walczę, działam. Pamiętajcie aby się nie poddawać. Jesteśmy silniejsze niż nam się zdaje ;)
Ciężki poranek, ciężki poniedziałek.....oby nie był taki cały tydzień ;) Na nogach od 4 godziny ;) Tak wcześnie bo młodą na wycieczkę trzeba było zawieźć. Rano szybko i sprawnie się ogarnęłyśmy i zawiozłam młodą. Wyjazd miał być o 6, ale okazało się,że brakuje jednego chłopca. To wykonałam szybki telefon i okazało się,że zaspał. Chłopak biegł, dobrze że blisko szkoły mieszka. Z 15 minutowym opóźnieniem wyjechali. Aż łezka mi się zakręciła :(
Powrót do domu, ogarnęłam śniadanie na praktyki dla drugiej panny, odwiozłam na praktyki. Potem pieszo z koleżanką na galerię. Nie było nic ciekawego, ale chociaż kroki ładnie zrobione. Po powrocie z galerii, raz dwa i na cmentarz z mamą, ogarnęłymy i do domu. Chwilę posiedziałam a potem po młodą na praktyki i już powrót do domu. Dzisiejsza pogoda dała się we znaki, strasznie, do tego stopnia że zaczęła boleć mnie głowa. Ale w porę wzięłam u mamy tabletkę. Powrót do domu spokojny, zjadłyśmy z młodą obiad, umyłam naczynia i padłam. Dosłownie. Zasnęłam, najpierw na 15 minut, potem znowu 15 minut i w końcu 20 ;) Aż usłyszałam mszę za oknem i się obudziłam ;) hahahaha.
Dzisiejszy dzień bez treningu ale powiedzmy że dzisiejsze kroki to trening. Mam już na liczniku 24821 kroków. Nie dam rady treningu zrobić, bo zasypiam na stojąco. Woda ładnie wypita, a jeśli chodzi o jedzenie jest ok.
śniadanie: chleb z ziarnami, sałata masłowa, salami, rzodkiewka
II śniadanie: mus+kasza manna
obiad: kasza bulgur, kalafior bez bułki, skrzydełka z marynacie, koktajl truskawkowy
kolacja: sucharki, frankfurterki, ketchup
Łącznie wyszło 1704 kalorii, jest ok. Najadłam się, nie podjadałam w ciągu dnia. W 100% plan wykonany jeśli chodzi o jedzenie, to co zaplanowałam, tak zjadłam. Na drogę miałam mus, dzięki temu nie sięgnęłam po cokolwiek w sklepie ;) oraz u rodziców.
Plan na jutro ułożony, rozpisane posiłki. Mam nadzieję że dam radę tak jak dziś. Także pamiętajcie aby się nie poddawać. Walczymy, działamy. Trzymam kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam
Cieszę się, że ten dzień dobiega końca. Rano było w miarę spokojnie, popołudniu już nie... Aj burza podczas pakowania młodej :( Nerwy, złość... bo przecież dziecko wie najlepiej... No i co, zajrzałam raz do lodówki, zajrzałam drugi raz. Ale opamiętałam się zaraz po zjedzeniu, dlatego bez kolacji kończę dzień.
Dzień niby leniwy, ale nie do końca, bo dwie pralki wstawione, poprasowane ubrania z poprzednich prań, ogarnięte przy kotkach. I tak dzień zleciał. Ogólnie bez aktywności, poza chodzeniem bo biodro dziś daje się we znaki.
Niedziela ciężka ale i tydzień nie zapowiada się lekko. Raz że młoda jedzie na tą wycieczkę, a dwa muszę się pilnować bo przecież dwa przyjęcia mnie czekają. Nie mogę popuścić pasa, bo w kieckę się nie zmieszczę ;) Ostatni raz miałam ją na sobie 5 lat temu :( Miesiąc temu sprawdzałam i weszłam w nią, ale jak popuszczę pasa, to może się okazać...... że nie wejdę ;) Dlatego zaciskam pasa ;) Nie ma zmiłuj.
Jutro pobudka o 3.50 aby wszystko ogarnąć i zawieźć młodą do szkoły. Zbiórka o 5.45 ale wiadomo my musimy dojechać, to i wstać trzeba szybciej. Oczywiście ja wstaję o 3.50 a młodą obudzę później. Mam kilka planów na jutro, ciekawe czy się uda je zrealizować ;) Chciałabym wykorzystać ten moment, że jedna będzie na wycieczce a druga na praktykach. Także mam czas dla siebie do 14.
Woda wypita, waga od wczoraj ta sama, także nie ma tragedii. Jutro może być wzrost, więc walczę. Walczę sama ze sobą i swoimi słabościami. Trzeba panować na emocjami i ich zajadaniem :( A już myślałam,że mam to za sobą.. Okazuje się że nad tym cały czas trzeba pracować :( Dobre w tym to, że nie rzuciłam się na słodkie ;) Zawsze coś na plus ;( Przy tym napadzie :(
No nic, dałam ciała, ale która z nas nie dała ;) W porę się ogarnęłam i przystopowałam więc plus dla mnie, a lekko nie było.... bo nerwy były nadal :(
Nie ma narzekania, smęcenia ;) działamy, walczymy. Trzymam za Was kciuki. Niech nowy tydzień będzie pozytywny. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :) :*
Sobota przeleciała przez palce...szok. Przeraża mnie ten czas, który leci jak szalony. Od rana aktywnie, najpierw młoda na praktyki, potem z drugą na zakupy przed wycieczką. Po zakupach na chwilę do rodziców. Później po młodą na praktyki, na zakupy do domu ;) W drodze powrotnej KFC ale ja zjadłam tylko dwa kawałki polędwiczki i kilka frytek ;) M się śmiał,że mogę jeść, bo on nikomu nie powie hahahahah ;)
Wróciliśmy do domu i szybciutko nakarmiłam kotka....Aaaa bo ja Wam nie pisałam, powiększyła nam się rodzina ;) Mamy oprócz kota Stefana, dwa małe kociaki. Lunę i Anubisa ;) Luna przez dwa dni nie piła sama, więc karmiłam ją przez strzykawkę. Niedawno sama się napiła, więc radość ogromna :) Kociaki słodkie, nie można od nich oderwać wzroku. Hihihi Teraz robienie posiłków zajmuje więcej czasu, bo jak zacznę się z nimi bawić hhihi to końca nie widać ;)
No ale co tam dziś było dalej ;) Pranie, no i trening ;) hahah Tak :) Wczoraj nie dałam rady, ale dziś już nie popuściłam ;) Dziś wpadł z 2 trening Kołakowskiej 30 minut i hula hop 30 minut. Oj było ciężko podczas ćwiczeń z Moniką :) Nogi mi się trzęsły hihihi. Radość ogromna po treningu. Do tych dwóch treningów dorzucę kroki, bo już teraz o godzinie 19.50 mam na liczniku 18974 kroki :D
Posiłkowo ok, ale fotek brak
śniadanie: chleb z ziarnami, salami chilli, rzodkiewka
obiad: dwie polędwiczki i kilka frytek z kfc
przekąska: koktajl truskawkowy
kolacja: śledź w śmietanie i chleb z ziarnami i cappuccino
Łącznie wyszło 1500 z kawałkiem. Woda ładnie wypita, dziś dzień 160 :) Aaaa bym zapomniała dziś było ważenie ;) Waga ta sama tj 64 kg. To nic, nie jestem zła, ani smutna. Woda powoli schodzi po @. Będzie dobrze. Jeśli chodzi o cm to na wysokości pępka minus 1 cm, brzuch pod pępkiem minus 1 cm. Zawsze to jakiś spadek ;) Brzusio lekko się spłaszczył ;) To też dobrze ;)
Teraz usiadłam i liczę na mały odpoczynek, aby nabrać sił na jutro. Jutro czeka mnie prasowanie i pakowanie młodej na wycieczkę ;) Ciekawe jak Ona przeżyje, bo my się nie rozstawałyśmy na tak długo. Ale nie ma co się zamartwiać ;)
Pamiętajcie aby się nie poddawać, walczymy, działamy. Powodzenia. Trzymam kciuki. Miłego wieczoru. Pozdrawiam :) :*
Dzisiejszy wpis będzie krótki, nic ciekawego nie działo się. W sumie cały dzień poza domem, a to załatwianie spraw, a to coś odebrać a to coś komuś zawieźć. I tak zleciało,a to w domu ogarnięcie, tego, tamtego. I mamy godzinę 19 a ja dopiero usiadłam z dupką. Dziś bez treningu, biodro dało sie we znaki. Szczerze dzisiejsza latanina i upał dał się we znaki, dlatego nie będę rwała sobie włosów z głowy ;) nadrobię.
Za to posiłkowo dzień nawet udany
śniadanie: chleb z ziarnami, twaróg wędzony, ogórek
obiad: ziemniaki pieczone, jajko sadzone, ketchup
przekąska: lód
kolacja: sałatka czyli miks sałat, burak, twaróg wędzony, papryka, pomidor, grzanki, majonez i cappuccino ;)
Jesli chodzi o połączenie buraka z sałatą, to chyba jednak bardziej z kaszą wolę ;) heheh ale też było dobre i syte, przede wszystkim a oto chodzi.
Dzień bez treningu ale woda ładnie wypita ;) bez słodyczy, poza tym lodem ;) Nawet nie ciągnie mnie do czekolad, batonów ;) Szczerze, to na nic nie mam ochoty ;) Dosłownie. Trzymam się także liczenia kalorii i robienia zdjęć, staram się pilnować ułożonego wcześniej jadłospisu ;) Jutro ważenie, ale nie liczę na cud, bo dopiero co @ się skończyła.
Także Kochane działamy, walczymy. Damy radę :* W grupie siła. Trzymam za Was kciuki. Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam ;)
Znowu kilka dni mnie nie było, ale czasami tak bywa, że sprawy prywatne są ważniejsze ;) i na V brak czasu. Dziś postanowiłam usiąść i napisać kilka słów. Zacznijmy od wtorku, obie najpierw odwiezione do szkół, potem ja na rehabilitację i do rodziców ;) Popołudniu trening czyli orbitrek 15 minut i hula hop 20 minut. Jak na powrót i początek, jest ok ;) Wczorajszy dzień nawet spokojny, hmmm chociaż jak teraz na to patrzę, to chyba niekoniecznie hihihi. Spokojny pod względem samopoczucia, humoru....ale ogólnie dzień zalatany. Rano obie do szkół, potem ja do rodziców. Poszłam z mamą na rynek, po powrocie zrobiłam sobie mały trening ;) Tzn na tym rowerku do rehabilitacji sobie pomachałam nogami :)
Po powrocie do domu zrobiłam dalszy trening ;) Czyli nowe wyzwanie z Moniką Kołakowską 30 minut i hula hop 30 minut.
Po treningu myślałam, że sobie odpocznę...ale nie... bo musiałam załatwić kilka spraw, a była już godzina 18....Zanim wróciłam do domu była 21 :( Byłam wściekła, ale cóż.
Dzisiejszy dzień także spokojny,ale przyjemny i nie leniwy ;) Chociaż taki na początku planowałam ;) Zrobiłam trening czyli orbitrek 40 minut i hula hop 30 minut
Szczerze to po wczorajszym dniu hmmm dziś nie miałam siły wejść na orbitreka ;) A dlaczego? A dlatego, że wczoraj zrobiłam 24270 kroków.... wyszło ponad 17km. I dziś nogi bolały ;) uda bolały hihihi
Posiłkowo dzisiejszy dzień wygląda tak:
śniadanie: chleb z ziarnami, rzodkiewka, ogórek, berlinka i ketchup
II śniadanie: koktajl truskawkowy, precle
obiad: kasza bulgur, sałata ze śmietaną i filet z piersi kurczaka z serem z piekarnika ( następnym razem mniej sera dam, bo ten się rozlał)
Przekąska do filmu: lód, czipsy z pieca
Dziś mija 158 dzień od kiedy piję codziennie wodę ;) Wow, ale ten czas leci ;) Ogólnie dzień bez słodyczy, bo tych lodów nie wliczam. Jesli chodzi o słodycze, to bardziej mam na myśli czekolady, batony, ciastka.
Aaaaa własnie odnośnie przepisu na ciastka, które Wam ostatnio pokazywałam. Jesli ktoś nie ma insta podam przepis
twaróg chudy 250gram
pół łyżeczki proszku do pieczenia
cukier 2 płaskie łyżki
jajko
budyń 40 gram
25g kaszy manny
dowolne owoce
Wszystkie składniki dobrze wymieszać, wyrobić. Ja następnym razem potraktuję to mikserem ;) Aby masa była bardziej gładka , chociaż taka też mi pasuje. Wykładamy na blaszkę, wyłożoną papierem. Na każdy placuszek układamy owoc. 200 stopni około 40 minut, ale musicie pilnować ;) Bo ja u siebie trzymałam 30 minut a u rodziców 35 ;) także wszystko zależy od piekarnika.
To byłoby chyba tyle w takim skrócie ;) Waga delikatnie drgnęła, ale jeszcze nieśmiało ;) Heheheh Zobaczymy co będzie w sobotę ;) Póki co trzymam się liczenia kalorii, picia wody, dni bez słodyczy, układam jadłospis dzień do przodu, wdrożyłam od 1 czerwca aktywność. Idzie ku dobremu ;) pamiętajmy aby się nie poddawać ;) działamy, walczymy. Trzymam za Was kciuki. Miłego wieczoru. Pozdrawiam