Z wczoraj tylko zdjęcie śniadanka.
Poza tym obiad z cateringu na turnieju - taki normalny kotlet z kurczaka, ziemniaki i surówka. Na kolację zwykły chleb (dawno nie jadłam takiego) z pasztetem i szalotką. Przed drogą powrotną czekoladka (kulka lindor) i dużo kawy, żeby nie odpłynąć za kierownicą. Joga zaliczona. Kroki nie zrobione, bo większość dnia grałam i jechałam. Nie chodziłam nawet po sali, bo cały turniej grałam w jednym miejscu 😁. Gra średnia, wynik taki, że wstydu nie było, atmosfera niesamowita. Dawno mi się tak przyjemnie nie grało. A miałam odpuścić sobie ten turniej i tylko kibicować dziewczynkom. Dziewczynki też zadowolone, bo tym razem 24 miejsce na 32 pary. Mam cichą nadzieję, że następne będzie w dziesiątce, bo widzę, że wreszcie coś zaczyna zaskakiwać:))))). Już nawet opowiadają mi o konkretnych rozdaniach po turnieju. Co prawda nie pamiętają dużo, tylko z grubsza co się działo, ale coś już próbują rozkminiać. Umówiłyśmy się na poważne treningi od teraz.
Plan wciśnięcia się w sukienkę napiszę jutro. Dziś dzień pod hasłem wiosennych porządków i domykania wszystkich spraw, które tylko umiem i mogę. A wieczór z winylami i bezalkoholowym winem:D. Przyjdzie znajomy, przyniesie mi płyty i sprawdzi nacisk igły, a potem piwo, wino (0% - to ja) i nocne Polaków rozmowy. Na wszelki wypadek ograniczę przekąski do minimum. Lecę myć okna, jak mam zdążyć do wieczora ze wszystkim:D. Miłej niedzieli.