Witajcie Kochani ;) Wpis na szybko, bo nie mam siły ani motywacji na pisanie. Myślałam,że pożegnałam choróbsko ale nie. Dalej męczy mnie kaszel, a co za tym idzie aktywność tyle co liczenie kroków, skłony przy wiązaniu butów i prace w domu. Dieta hmmm jem mało :( bo nie mam na nic ochoty. Do tego dziś doszedł znowu ból głowy i jakieś kłucie w lewym boku... Kłucie sobie poszło a ból głowy dalej jest. Do świąt coraz bliżej a u mnie nawet brak nastroju :( nie cieszą mnie święta, ale tak już mam od czasu rozwodu czyli ponad 7 lat :( gdzieś ta zadra siedzi :( robię dobrą minę do złej gry.... uśmiecham się w święta tylko dla dzieci ;) Ogólne samopoczucie jako takie. Tak sobie pomyślałam,że skoro teraz ta dieta kuleje to po świętach będzie lepiej? Nie oznacza to,że zamierzam się objadać itp...ale oznacza to,że bardziej skupie się po świętach. Teraz nie mam głowy, za dużo się dzieje...Ja to jednak muszę mieć wszystko rozpisane, wtedy wiem,że żyję.... Tak żyję według planu :( ajjjjjjjj do czego to doszło... aaaaaaa bym zapomniała.... ostatnia wizyta u psychologa zakończona dobrze. dostałam zadanie domowe, nad którym cały czas pracuję ( bo w styczniu muszę mieć gotowe ) Czego dotyczy ? Otóż mam wypisać co powoduje u mnie napady złości, dlaczego krzyczę i w jakich momentach. W jakich chwilach pojawiają się stany depresyjne. Czego się boję, co powoduje u mnie niską samoocenę :( ojjj jest tego troszkę. Chwilami pisząc to, płaczę....powracają sytuację o których chciałam zapomnieć, ale siłą rzeczy muszę na chwile do nich powrócić bo to one spowodowały te stany.... W styczniu będziemy to omawiać i analizować. Pisząc to zdałam sobie sprawę,że boję się życia :( samotności, porzucenia :( To tyle póki co ;)
Pozdrawiam cieplutko :) Dobrej nocki Wam życzę :) :)