Pospałam dłużej niż zwykle; zaraz po śniadaniu pojechaliśmy na przejażdżkę rowerową (40 minut leśną drogą). Pooddychaliśmy fajnym powietrzem, trochę się zmęczyliśmy i wróciliśmy do domku. Przygotowałam smaczny obiad (pieczone ziemniaki/ pierś z kurczaka grillowana/ surówka colesław/ zsiadłe mleko); potem trochę leżingu, trochę snucia się po ogrodzie, trochę tv. Wieczorem oczywiście trening. Zatem misja pod hasłem "odchudzanie" zrealizowana.
Za tydzień w sobotę chcę zobaczyć na wadze max 69 kg, a jeśli będzie poniżej to po prostu zniosę jajko z radości.