Ostatnio dodane zdjęcia

O mnie

Lubię podróżować, czytać książki, uprawiać sport. Uwielbiam słodycze i to jest moja zguba. Dużo ćwiczę i prawdopodobnie ten mój nadmiar kilogramów nie jest tak bardzo widoczny na pierwszy rzut oka, ale ja to wiem. Latka lecą co nie znaczy, że trzeba się poddać bez walki i na te lata wyglądać.

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 575762
Komentarzy: 13438
Założony: 9 maja 2010
Ostatni wpis: 18 marca 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Spychala1953

kobieta, 71 lat, Tarnowo Podgórne

160 cm, 70.00 kg więcej o mnie

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy w pamiętniku

21 kwietnia 2011 , Komentarze (7)

Umieszczam Wam odpowiedź Vitalii odnośnie wywalania z konta w czasie kiedy na nim przebywamy. I z tą odpowiedzią ja się zgadzam bo okazało się przy innej okazji kiedy nie mogłam się zalogować do banku, że data i godzina są niezgodne z rzeczywistością. Kiedy uaktualniłam wszystko zaczęło działać. W pracy wszystko działa ok. Ponizej nasza korespondencja na ten temat:

Dzień dobry Pani Mieczysławo,

Dziękuję za list. W odpowiedzi na:

> Witam.
>
> Dlaczego co chwilę trzeba się logować pomimo
> tego że w tym czasie jestem czynna na forum? W
> ten sposób tracimy swoje wpisy w danym momencie
> do pamiętnika albo nie można wkleić dalszych
> zdjęć kiedy wyrzuci z logowania.. Nie jest to
> tylko mój problem bo czytam we wpisach że cyt.
> zeżarło komuś cały wpis lub że ktoś został
> cyt. wywalony z konta. O co tu chodzi? Jest to
> bardzo męczące.
> Pozdrawiam Mieczysława S.

Pani Mieczysławo, w takim wypadku, proszę, aby sprawdziła Pani, czy na koncie poprawnie ustawiona jest data oraz godzina oraz opcja cookies. Jeśli problem będzie nadal występował, proszę dać znać, postaram się rozwiązać tą sytuację.

Serdecznie pozdrawiam!
W razie problemów, proszę o kontakt.

No to byłoby na tyle. Nie wiem czy Was to zadowoli, ale mnie tak. Ciekawe jak wrócę do domu czy już te dane będą się same uaktualniały.
Buziaki i do usłyszenia

19 kwietnia 2011 , Komentarze (30)

Nie mogę opanować żarcia słodkiego bo inaczej tego nie można nazwać. Wystarczy, że wyciągnę łapę po pierwszy cukierek i mam z górki. Jak zjadłam kawałek to czuję się rozgrzeszona bo takiego dnia nie mogę już zaliczyć, że słodkiego nie jadłam i wpierdzielam wszystko co jest pod ręką. Dobrze, że ludzie nie są z cukru i czekolady bo niejednemu już bym głowę odgryzła, a jak byłby z marcepanu to nie jedno by stracił. Masakra.
Zaraz idę na gimnastykę i mam nadzieję, że w tym mózgu coś mi się przekręci bo inaczej następne fotki zaprezentuję z grubą d--ą. Żeby to zrzucić to chyba przyjdzie mi oblecieć cały Poznań w te i z powrotem. Idę do kąta poużalać się nad swoją głupotą. Myślę jak toto można wybić z chorej  mózgownicy.
Przesyłam Wam buziaczki i więcej rozsądku ode mnie.

18 kwietnia 2011 , Komentarze (20)

Ta piosenka zespołu Dżem towarzyszyła mi kiedy wracałam do Poznania z naszego spotkania w Warszawie z Ulką, Lucką i Klusią. Niektóre z Was przeczytały z pewnością już o naszym spotkaniu w pamiętniku uleczka44. Musicie przyznać, że piosenka ta podkreśliła na zakończenie wagę naszego spotkania. Poniżej fragment tej piosenki

"Kiedy byłem mały, zawsze chciałem dojść
na koniec świata
kiedy byłem mały...
Pytałem gdzie i czy
w ogóle kończy się ten świat


W życiu piękne są tylko chwile

W życiu piękne są tylko chwile
Tak, tak "

Poniżej kilka fotek w moim wykonaniu.


Klusia z Ulką lekko spóźnione pędzą na spotkanie Ulki i Mieci

Moje kochane trio..

Takim pokusom oparły się Ulka, Lucka, Klusia, i Miecia, he, he. Dzielne dziewczynki

Uleczka uwieczniająca spotkanie dla potomnych..

Lucka też nie próżnowała..

I nasza trójka z prezentami od kochanej Klusi..

Było to niesamowite spotkanie. Dojechałyśmy do Warszawy z różnych miejsc Polski. Lucka przyleciała do Polski z Norwegii. Ulka opóźniła o jeden dzień swój wyjazd na zaplanowany wypoczynek, żeby móc się z nami spotkać. Ja z Klusią jechałyśmy 3 godziny na miejsce spotkania. Spotkałam w Warszawie  trzy kochane ciepłe kobietki o wielkim sercu. Dziękuję.

I wiecie co jest najlepsze na nie jedzenie? Przebywanie w tak miłym towarzystwie. Wcale nie miałyśmy czasu myśleć o jedzeniu tak byłyśmy zajęte sobą. No cóż, póki co pozostały mi wspaniałe wspomnienia .

W życiu piękne są tylko chwile i dla takich chwil warto żyć.
Buziaki


14 kwietnia 2011 , Komentarze (12)

Kochane chudzielce i zmierzające w tym kierunku.
Nie zapędźcie się za daleko bo nie będzie na czym oka zawiesić, a o przytuleniu się do Was to już nie wspomnę.
Nie oferujcie Waszym kochanym facetom samych piszczeli
bo się poobcierają, he, he.



Tylko nie mówcie, że im zazdrościcie bo nie uwierzę.
To tyle refleksji na temat umiaru w każdej dziedzinie: czyli w jedzeniu, pracy, kochaniu, he, he

żartowałam oczywiście macie wolny wybór.
No to go, go, go dzielnotki do roboty nie opierdzielamy się.


12 kwietnia 2011 , Komentarze (29)

Dzisiaj dzień czekolady, nie wierzycie?
Ale musicie uwierzyć, że ja czekoladowy i słodyczowy nałóg nie zjadłam ani jednej kosteczki.....hi, hi z tego talerzyka i nie tylko z tego.


Wiedziały koleżanki komu dać talerzyk, he, he

Okazuje się, że uzależnionych od czekolady nie brakuje..

I to spragnione spojrzenie czekoladoholiczki, hi, hi..

Patrzcie i podziwiajcie jak się przykleiłam do tego talerzyka.
Na tym koniec zdjęć ku przestrodze odchudzających, he, he.
Omijajcie z daleka zawartość tego talerzyka.
No nie, czasem odrobinę można byle nie za często i nie jedną tabliczkę na jeden raz i imprezujcie z rozwagą coby potem nie ryczeć.


Trzymajcie się chudo i zdrowo.
Buziaki

8 kwietnia 2011 , Komentarze (27)

Dzisiaj nie będzie stania na głowie.
Dzisiaj będzie na  wesoło o naszym często smutnym i baardzo rozpaczliwym odchudzaniu. Grunt to się nie przejmować.
Bawcie się dobrze.




















To tyle o odchudzaniu . Biegnę do kuchni bo właśnie upiekłam świeży chlebek, he, he. Chyba mnie pogięło. Pachnie w kuchni jak cholercia.
Trzymajcie się dzielnie ja też spróbuję się trzymać tylko ciekawe czego, he,he.  Chyba swojego dobrego samopoczucia.
BUZIACZKI

4 kwietnia 2011 , Komentarze (75)

Obiecałam Wam małą niespodziankę więc dotrzymuję słowa.
Pamiętacie jak pisałam kiedyś, że rano oprócz rytuałów tybetańskich stoję na głowie? Przeszkodziło mi w tym złamanie barku 1 września 2010r. Po małej rehabilitacji i mozolnych ćwiczeniach przywróciłam sprawność ręki i ....ZNOWU STOJĘ NA GŁOWIE.
Pierwszy raz dokonałam tego w wieku 40-tu paru. Motywacją dla mnie stała się książka "Spóźnieni kochankowie - Williama Whartona. Jedna z bohaterek posiadała ta umiejętność. Powiedziałam sobie, że skoro ona potrafi to ja też. Kupiłam sobie podręcznik do jogi i tak zaczęła się moja przygoda ze staniem na głowie i trwa nadal.
Chcę Wam pokazać, że nie ważne ile mamy lat, ale co dla siebie robimy. Może będę zawsze sprawna, a może skończę
o kiju, ale będę wdzięczna niebu za te lata sprawności które  mi były dane, a póki co staram się ich nie zmarnować a poniżej obiecane fotki:

Bardzo lubię to ćwiczenie bo pięknie rozciąga kręgosłup..

A tutaj jestem w pionie do góry nogami, he, he..

Świeża krew dotlenia mój mózg :-))


Na tym koniec zdjęć.
Myślę, że teraz uwierzyłyście, że pomimo posiadanych 57 lat potrafię stać na głowie i jestem z siebie dumna, a co. Tak jestem dumna z tej posiadanej umiejętności i zawdzięczam to sama sobie i swoim nieustającym staraniom.
Kochane kobietki to od nas samych zależy na ile będziemy sprawne.
Nie musicie stać na głowie ale ćwicząc też możecie być niezłe laseczki, ale nie te od podpierania, he, he.
Więc  go, go, go nie marnujcie czasu bo czas ucieka i nie czeka.
Ja coś niecoś o tym wiem.
Ps. Na rodzinnej imprezce było super, ale o tym może w innym wpisie.
Buziaczki

28 marca 2011 , Komentarze (27)

Troszkę się za Wami stęskniłam więc postanowiłam skrobnąć parę słów. Mam w zanadrzu małą niespodziankę, ale o tym w następnym wpisie razem z fotkami. Mam się dobrze. Chodzę jak pisałam na zorganizowane zajęcia.
Pot po nich spływa po tyłku. Nadal ćwiczę na siłowni pod gołym niebem.
W wolne dni nie raz po 2 lub 3 razy. W niedzielę zaliczamy pływalnię.
Z występu irlandzkiej grupy jestem baardzo zadowolona.
1 kwietnia jedziemy do Szczecina na 50 kuzyna. Imprezka odbędzie się w lokalu.
Będą tance, hulanka, swawola jak na 50 latków przystało, he, he.
Jak szaleć to szaleć póki sił i chęci starczy. Co do wagi jestem póki co zadowolona i szykuję się do następnego natarcia.

Poniżej wierszyk Szymborskiej, który stał się inspiracją tego wpisu.


JAK SIĘ CZUJĘ - WIESŁAWA SZYMBORSKA

Kiedy ktoś zapyta, jak się dziś czuję
Grzecznie mu odpowiem, że dobrze, dziękuję.
To, że mam artretyzm, to jeszcze nie wszystko,
Astma, serce mi dokucza i mówię z zadyszką.
Puls słaby, krew moja w cholesterol bogata...
Lecz dobrze się czuję, jak na moje lata.

Bez laseczki teraz chodzić już nie mogę,
Choć zawsze wybieram najłatwiejszą drogę.
W nocy przez bezsenność bardzo się morduję,
Ale przyjdzie ranek...znów się dobrze czuję.
Mam zawroty głowy, pamięć "figle" płata,
Lecz dobrze się czuję, jak na swoje lata.

Z wierszyka mojego ten sens się wywodzi.
Że kiedy starość i niemoc przychodzi,
To lepiej zgodzić się ze strzykaniem kości
I nie opowiadać o swojej starości.
Zaciskając zęby z tym losem się pogódź
I wszystkich wkoło chorobami nie nudź!

Powiadają: "Starość okresem jest złotym".
Kiedy spać się kładę, zawsze myślę o tym...
"Uszy" mam w pudełku, "zęby" w wodzie studzę.
"Oczy" na stoliku, zanim się obudzę...
Jeszcze przed zaśnięciem ta myśl mnie nurtuje:
"Czy to wszystkie części, które się wyjmuje?"

za czasów młodości (mówię bez przesady)
Łatwe były biegi, skłony i przysiady.
W średnim wieku jeszcze tyle sił zostało,               
Żeby bez zmęczenia przetańczyć noc całą...
A teraz na starość czasy się zmieniły,
Spacerkiem do sklepu, z powrotem bez siły.

Dobra rada dla tych, którzy się starzeją:                   
Niech zacisną zęby i z życia się śmieją.
Kiedy wstaną rano, "części" pozbierają,
Niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają.
Jeśli ich nazwiska tam nie figurują,
To znaczy, że ZDROWI I DOBRZE SIĘ CZUJĄ.

Trzymajcie się i do usłyszenia     

20 marca 2011 , Komentarze (33)

Myślę, że warto sobie poczytać i pewne sprawy przemyśleć coby jedzenie i dieta nie stały się w naszym życiu jedynym celem.

Nadmierne jedzenie to ucieczka od problemów i brak akceptacji swojej osoby.

Pokochaj siebie i bądź asertywna, a poniżej wskazówki których nie jestem autorką.

Ale czy to ważne

1. Odrzuć nonsensowne liczby.

W to wliczamy wiek, wagę i wzrost. Niech się o to martwią lekarze. Za to im płacimy.

2. Miej tylko radosnych przyjaciół.

Marudy wpędzą cię w depresję.

3. Nie przestawaj się uczyć.

Dowiedz się więcej o komputerach, zajmij się ogródkiem, robótkami ręcznymi, czymkolwiek... Nigdy nie pozwól umysłowi na nudę i bezczynność. Leniwy umysł to pracownia diabła.

A diabłu na imię Alzheimer.

4. Ciesz się z najdrobniejszych rzeczy.

5. Śmiej się często, długo i głośno.

Śmiej się do utraty tchu.

6. Łzy się zdarzają.

Popłacz i idź dalej. Jedyną osobą, która jest z nami przez całe życie jesteśmy my sami.

ŻYJ póki żyjesz.

7. Otaczaj się tym, co kochasz,

Czy to rodzina, zwierzątka, przedmioty, zainteresowania, muzyka, rośliny nie ma znaczenia co to jest. Twój dom jest twoim schronieniem.

8. Ciesz się zdrowiem.

Jeśli jesteś zdrowy, dbaj o siebie. Jeśli coś ci dolega, zajmij się tym. Jeśli nie możesz sam sobie pomóc, szukaj pomocy u specjalistów.

9. Nie żyj z poczuciem winy.

Nie pielęgnuj tego poczucia w sobie.

10. Mów ludziom, których kochasz, że ich kochasz. Przy każdej okazji.

I ZAWSZE PAMIĘTAJ:
Życia nie mierzy się ilością oddechów, tylko ilością chwil, które nam zapierają dech w piersiach.

Życzę Wam miłych słonecznych i pełnych miłości dni.Buziaki

                                         


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

18 marca 2011 , Komentarze (29)

Jak wiecie rehabilitacja barku po złamaniu prawie zakończona ( do pełnej sprawności jeszcze troszkę brakuje) więc był czas żeby pomyśleć o powrocie na zajęcia gimnastyczne na które uczęszczałam. Zaczęło się nieciekawie ponieważ koleżanka prowadząca zajęcia na moje pytanie czy dni i godziny zajęć gimnastycznych są bez zmian odpisała: Witaj! Niestety, zmieniło się wiele. Od stycznia nie prowadzę zajęć z powodu znikomego zainteresowania .A na dodatek nękają mnie kontuzje i boli jak nie kolano, to plecki. Życzę wszystkiego dobrego Ewa. Czyli zaczęło się pod górkę. Mówię do ślubnego, że muszę poszukać sobie jakoweś innej grupy. Na drugi dzień ślubny poszedł z pieskiem po bułeczki i przyniósł karteczkę, która wisiała przy sklepie z numerem telefonu na nabór chętnych na gimnastykę,  I tu uważajcie. Zajęcia są w szkole społecznej którą widzę z okna mojej kuchni. Dooobre tak blisko na zajęcia jeszcze nie miałam.Poszłam tam z koleżanką i pani przyjęła tylko nas dwie bo miała pełen komplet. Jestem szczęściara. Czyli gimnastykę w grupie zorganizowanej uważam za rozpoczętą. Chodzę tam 2 x w tygodniu i wychodzę mokra jak spod prysznica. ( joga, stretching itp.)

Poza tym uroczyście stwierdzam, że to nie waga ze mną pogrywa tylko ja z wagą i robię ją w jajo. Teraz to już chyba wielkanocne. Koniec tego bo jajo zamieni się w bombkę na choinkę albo jeszcze cuś innego a ja nadal będę zwalała na wagę. Biorę się do roboty. Gimnastyka grupowa  rozpoczęta wariowania czas nastał.

Co z tego wyjdzie Mieci nie pytajcie bo sama nie wie, he, he.

Dziewczęta idzie wiosna Poloneza czas zacząć.

Kupiłam dzisiaj bileciki przez Internet na widowisko taneczne Lord Of The Dance.        Uwielbiam taniec irlandzki. Jak zobaczę tych tańczących facetów ( kobitkami się nie interesuję, hi, hi) jak podskoczy mi adrenalina, to zaraz  waga spadnie. No co, pomarzyć nie można?.Każdy sposób dobry byle zaprowadził do celu. No to lecę realizować swoje marzenia bo jeszcze je mam tzn., że żyję.

No to pa, pa


© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.