Witajcie
Kolejny pozytywny dzień za mną. Poranek okazał się miły, ponieważ hmmm powiedzmy że w miarę się wyspałam. Dodatkowo waga pokazała
Szok.... aaaa tak na marginesie, we wczorajszym wpisie podałam, że wczoraj waga pokazała 66.3.... nie ona pokazała wczoraj 66.2 kg a w poniedziałek było 66.3 kg Uważam że całkiem ładnie , jak na trwający okres ;) Ne wiem jaki wynik będzie w piątek-sobotę ;) poczekamy, zobaczymy.
Woda dziś ładnie pita, to już 311 dzień :) Posiłkowo dzień wygląda tak:
śniadanie: bułka wieloziarnista z twarogiem chudym i dżemem truskawkowym domowym ( kilka osób miało u siebie i mnie skusiły)
II śniadanie: w drodze baton kokosowy, jogurt Activia
obiad: ogórek i tortilla z szynką i serem zapiekana w tosterze ;)
kolacja: sałatka jarzynowa, grzanki pomidorowe, salami mini snack , śliwki i cappuccino ;)
Łącznie wyszło
Uważam dzień za udany. Pod względem samopoczucia, jedzenia ;) I tego że dałam radę, kolejny dzień, to już 9 dzień kiedy liczę kalorie. Trzymam się ułożonego jadłospisu, nie podjadam. Nie rzucam się na słodycze, a nawet jeśli coś zjem, wliczam w bilans.
Oby tak dalej, oby passa trwała. Nie poddam się. Będę działała dalej, walczyła. Fajnie byłoby jeszcze dorzucić treningi, ale chyba jeszcze potrzebuje czasu aby z tym ruszyć. Czasami dni mam tak zalatane, że na wieczór gdy wracam do domu, nie mam siły, ochoty na trening. Zresztą dziś bez specjalnego treningu spaliłam aż 1497 kalorii ;) Także, na brak ruchu , aktywności jak widzicie nie narzekam ;)
Trzymam za Was mocno kciuki. Walczcie, działajcie, nie poddawajcie się :) W grupie raźniej :) Powodzenia. Miłego wieczoru. Pozdrawiam ;) :*