Pogoda wyraźnie szkocka, bo ładnie co drugi dzień. Jutro ma być słonecznie, to pójdę nad morze, na bulwar. Dziś zajęłam się domowymi sprawami, prozaicznymi ale koniecznymi. Pranie, porządek w mojej szafce łazienkowej, mąż ma swoją. Przesadzenie jednego kwiatka, potem jeszcze raz, bo znalazlam lepszą doniczke. Zrobiłam 2 większe i dwa mniejsze stroiki świąteczne, ugotowałam kapustę wigilijna, przygotowałam obiad, umyłam łazienkę. Zrobiłam listę potrzebnych zakupów i spraw do załatwienia. Czas biegnie, nie mam zamiaru robić czegoś w biegu. Dziś wspominałam święta sprzed lat. Przy stole zasiadało ponad 10 osób, lista gości zmniejszała się z czasem, niektórzy wyjechali na stałe za granicę, niektórzy odeszli na zawsze. Dzieci dorosły, pozakładały swoje rodziny. Teraz spędzają święta gdzie indziej. Pamiętam pierwsze Boże Narodzenie z synem. Miał pół roku, był stan wojenny, obawa o dalsze nasze losy istniała. Wówczas komercja była nieistotna, ważna była rodzina. Było skromnie ale razem, to było istotne. Gdy Panicz dostal pierwszy rower dwukołowy, to zapatrzony w prezent wyznał, że bardzo nas kocha. Tak było gdy miał 5 lat. Były też święta z moimi rodzicami, którzy coraz bardziej odchodzili, ostatnia wigilia z mamą w 2019r.u niej, mama leżąca, bez świadomości , że jest wdowa od 3 miesięcy . W tym roku będziemy przy stole we trójkę , pusty talerz będzie czekał. Dla mnie te święta to potwierdzenie, że mam rodzinę , ze jesteśmy razem, że może w przyszłym roku będzie nas więcej. Taka "magia" wystarczy mi absolutnie.
- Pomoc
- Regulamin
- Polityka prywatności
- O nas
- Kontakt
- Newsletter
- Program Partnerski
- Reklama
- Poleć nasze usługi
-
© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.