Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

od ponad roku na emeryturze, co bardzo mi odpowiada. Jestem aktywną uczestniczką zajęć w pobliskiej fundacji, chodze na taniec hiszpański, na latino solo, na pilates, na język włoski. Aktywnośc zawodowa porzuciłam bez rozterek i bez żalu. Teraz realizuję swoje plany i potrzeby.

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 279892
Komentarzy: 6801
Założony: 26 kwietnia 2017
Ostatni wpis: 7 lutego 2025

Pamiętnik odchudzania użytkownika:
Campanulla

kobieta, 69 lat, Gdynia

168 cm, 73.70 kg więcej o mnie

Wpisy w pamiętniku

5 marca 2018 , Komentarze (6)

Wykonałam dziś 10,21km. i 15.100 kroków!  Pojechaliśmy do Sopot - Wyścigi i brzegiem morza wróciliśmy do Redłowa. Stamtąd przyjechaliśmy komunikacją miejską do domu. Wyszło jak wyżej. Obiad zjedliśmy po drodze w w małej knajpce Przystanek Orłowo, oboje wybraliśmy pastę. Miałam dziś zatem Dzień Kobiet i to w ulubionej formie.  Zakupiony masaż udało się umówić na 8 marca, będę świętować  jak się patrzy! Tydzień zapowiada się całkiem przyjemnie. ;) W nocy spałam tak sobie, bo znów  "rozmawiałam"  z rodzicami. Ach, to moje życie!   Na nowy miesiąc darowałam sobie basen, wrócę, gdy będzie cieplej.  Udało mi się kupić w drogerii , nie przez internet, pastę do zębów  Biorepair, której zadaniem jest  odnowa szkliwa na zębach. Pastę stosuje się na noc i tylko w ten sposób. Długo piłam na czczo wodę z cytryną i mam problem ze szkliwem.  Dlatego teraz piję samą ciepłą, przegotowana wodę Rezultat  ten sam, a mniej szkody w organizmie. Pasta kosztowała 20 zl, zamówienie przez internet tyle samo, ale dodatkowo za dostawę 11zł lub 14 zł. A podobno tam taniej. Chcę przygotować dla rodziców sos z ogórków kiszonych , do kotletów mielonych będzie pasował. Do tego zupa kalafiorowa i  jakiś deser. W środę mąż sam zawiezie, ja nie pojadę  , bo ostatnio "przyjechaliście za wcześnie", i  "spotkasz się z mamą w przychodni". Macie jakiś pomysł?

4 marca 2018 , Komentarze (6)

Niedziela słoneczna, wyszliśmy na spacer, ja pierwszy raz od 3 dni.Morze przy plaży zamarznięte jeszcze sporo od brzegu . Przy plusie zniknie to szybko.  Na bulwarze biegi , poza tym sporo ludzi, bo taka pogoda faktycznie wyciąga z domu. Przeszliśmy prawie 6 km, zahaczając obowiązkowo o EMPiK . Zakupów nie było z rozsądku, ale obejrzałam nowości i wiem, czego oczekiwać w bibliotece. W domu rosół z makaronem i marchewką, rolada z fileta indyczego faszerowana  boczkiem, czosnkiem i papryką, z dużą ilością ziół.  Do tego marchewka z groszkiem, a na deser kisiel  z jeżyn zrobiłam. To w ramach czyszczenia lodówki, sięgnęłam zatem także do zamrażalnika. Wyszedł taki typowo domowy, polski obiad , ale smaczny, pachnący i ładnie wyglądający. Wszystkie zmysły pracowały przy jedzeniu!:). Na spacerze spotkaliśmy znajomą, chwilkę rozmawialiśmy na temat planów wyjazdowych, bo ona także wędrowniczka. Wymieniliśmy  uwagi na temat opieki nad rodzicami i wniosek jest jeden. Wszyscy mają tak samo, a niektórzy gorzej.   Z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet, zakupiłam groupon  w postaci godzinnego masażu dowolnie wybranego. Polowałam na taki, aby blisko domu, i udało się. Mieszkanie w centrum miasta ma swoje zalety. Jutro umówię zabieg, może uda się w niedługim czasie. Przed Wielkanocą czeka mnie jeszcze wizyta u stomatologa, pedicure, fryzjer, czyli same przyjemności, wyłączając sadystę. Takie dni lubię. 

3 marca 2018 , Komentarze (6)

Jak za dawnych czasów, sobota to czas porządków. Zrobiłam pranie, pozbyłam się kurzu, mąż poszedł po zakupy. Porządek w lodówce skutkuje dziś zapiekanką z dyni, ziemniaków, cukinii, kapusty i polędwiczek indyczych. Zrobiłam porcję taką na 2 razy, będzie także na poniedziałek. A na jutro gotuje się rosół, będzie baza do dalszych inspiracji.  Śnieg prószy za oknem, jest  -1 , temperatura akurat na spacer. Ale , no właśnie, nadal nie czuję się zbyt, do tego doszły dolegliwości żołądkowe. Jakaś cholera mnie złapała , czuję się jakby moja bakteria helikobakter pyroli się odezwała. Może dzięki temu moja waga ładnie zaczęłam spadać? Wolę jednak inny sposób na  spadki. ;(

2 marca 2018 , Komentarze (2)

Nadal jestem w pieleszach. Nie chciałabym powtórki z tego bólu. A on zelżał na tyle, że boli tylko przy dotyku.  Spałam w nocy jak najedzony i przewinięty noworodek. To chyba także rezultat stresów z sytuacją z rodzicami. Na szczęście mam dobrego, troskliwego i zdolnego męża. Nie tylko poda do łóżka, zrobi okład czy masaż, ale i ugotuje, posprząta, zrobi zakupy. Mąż stracił ojca  gdy miał 7 lat, teściowa nigdy nie wyszła ponownie za mąż, a miała jeszcze dwoje dzieci, starsze rodzeństwo męża.  To pewnie dlatego mąż potrafi zadbać o siebie i o bliskich. Samodzielności musiał nauczyć się szybko. Zresztą, w XXI wieku brak umiejętności przygotowania posiłku, sprzątnięcia po sobie , itp. , to po prostu wstyd. Gdyby mój ojciec posiadał  chociaż trochę takich umiejętności ( woli ?), z pewnością  rodzicom byłoby łatwiej od lat. A tak, mama robiła wszystko sama. ;(.Na szczęście nasz potomek  ma dwie prawe ręce.  To prawda, że łóżko wyciąga, bo moja waga spadła ładnie  i nie tam zostanie, gdzie spadła. Dziś nie poszłam na pilates, bo jakiekolwiek ćwiczenia w moim stanie są niewskazane. Na obiad dziś pstrąg pieczony oraz mix sałat. Taki zestaw przygotowuję często, ale jest smaczny i szybki. Na śniadanie zrobiłam omlet francuski z papryką i serem śmierdziuszkiem. A jutro napewno będę  jak nowa:D.

1 marca 2018 , Komentarze (4)

Ambicja jest przereklamowana, bo po wczorajszym basenie mam coś z mięśniami pleców.  Zaczęło boleć wieczorem, cała noc za mną bezsenna ( nie przesadzam). Pozwoliłam mężowi spać, niech chociaż on odpocznie, ale ok. 7 poprosiłam o okład zimny, potem ciepły, następnie masowanie  lampą , udało się zasnąć na 2 godziny. Nadal boli , niestety, wzięłam Ketonal ( świństwo), może chociaż trochę zelżeje. Mąż pojechał sam do rodziców, na szczęście wczoraj przed południem udało się coś ugotować. Dziś jestem  w domu, w łóżku, staram się skupić na wykonywanych czynnościach prostych.  A zatem planowanie nie ma sensu, bo życie ma swoje zamiary wobec nas. Ta zimna woda w basenie i zimne powietrze w pomieszczeniach zrobiły swoje. (dziewczyna)

28 lutego 2018 , Komentarze (4)

Moje wszelkie frustracje rodzinne wyrzucam w trakcie ćwiczeń fizycznych. Dziś basen i aquaerobic ! Mało nas, bo mróz  tęgi , ale lepiej sie ćwiczyło. Na basenie też zimno, wychładza się przez szklany dach. W wodzie ćwiczenia nie są straszne, a dziś trenerka dała parę.  Lubię tak wysiłkowo poszaleć. Mam chwilkę przerwy, zjadłam II śniadanie, nastawiłam zupę, dziś pejzanka na żeberkach, a za chwilkę wyruszam na latino solo.  Czy mi się chce? No cóż, przyznam, że nie zawsze, ale oczami wyobraźni widzę siebie szczuplejszą, wylaszczoną, i to dodaje mi motywacji. A zatem , ruszam do boju kobiety!

27 lutego 2018 , Komentarze (7)

Ależ dziś zimno! A dodatkowo wiatr z północy tak mrozi, że zapiera dech.  Gdy przypominam sobie opisy zimy na Syberii, gdzie trafiali Polacy w ramach przyjaźni z ZSRR, to  naprawdę trudno wyobrazić sobie  życie w takich warunkach. Rano owsianka i zielona herbata oraz 1/2 mandarynki. Dzwonił ojciec, znów ze skargą na tę moją biedną mamę, która boi się lekarzy, nie chce już do nich chodzić, nie chce być dręzona. Ojciec nie przyjmuje do wiadomości faktu, że ja naprawdę nie mam kwalifikacji do opieki nad osobą z posuniętą demencją , a wykrzykiwanie do mnie różnych nieciekawych tekstów  niewiele zmieni.  Czy mam się szarpać z tą staruszką? Przymuszać ją do niechcianych czynności, słuchać jej płaczu?  Pomoc osoby wykwalifikowanej absolutnie konieczna, ale nie według mojego ojca.  Niektóre z Was piszą o cierpliwości, o przywarach ludzi starych, ja to wszystko wiem, ale nie da się pomagać , gdy ta pomoc ma być dziś przez 2 godziny, jutro pół godziny, pojutrze coś tam wymyśli i w terminach ojca, a najlepiej, abyś prowadziła nam dom za swoje finanse i według moich poleceń. Nie mieszkamy razem, mam swoją rodzinę,męża, swoje obowiązki i życie . Ktoś zdaje sobie sprawę jak mi jest ciężko z tą sytuacją?  Rodzice nie chcą widzieć mnie codziennie, odwiedzamy ich na zmianę z bratem, zawozimy posiłki, jak da się, to sprzątam, zajmuję się higieną mamy tą grubszą. I za każdym razem słyszę, że inspekcję robię ( gdy wyrzucam przeterminowane jedzenie), szperam po szafkach (  gdy układam talerze dla ich wygody), panosze się jak u siebie ( gdy odkurzam w pokojach). Czy naprawdę łatwiej jest ranić bliskich, a wobec obcych jesteśmy mili? Nigdy nie wykonam telefonu do syna ze skargą na męża, raczej poproszę go o pomoc jeżeli taka będzie konieczna. Ale obmawianie wobec dzieci osoby, z która przeżyło się 65 lat jest najzwyczajniej ohydą. ;(

Dziś film pt. "The place" - włoska pozycja, pokazująca przywary ludzi, zdolnych do najohydniejszych czynów  dla własnego interesu, ale i dla najbliższych.  Jak łatwo być Bogiem wobec innych, rozporządzać ich najskrytszymi potrzebami.  Film wart zobaczenia, film do zadumy, nie jest to [polski bzdet typu Kobiety mafii. Ale co kto lubi.  Gorycz płynie z mojego wpisu, ale tak prawdę mówią ma m do tego prawo. I tyle.

26 lutego 2018 , Komentarze (4)

Jestem już po basenie, Uff, ćwiczyłam dziś bardzo aktywnie, czuję mięśnie nóg. Woda była cieplejsza niż zwykle, pewnie z powodu mrozu. To miłe ze strony  pracowników. Mąż pojechał do rodziców, aby zawieść ich do przychodni, zabrał przy okazji posiłki. Staram się gotować urozmaicone potrawy, aby zjadali z apetytem. Stawiam zawsze na zupy, uważam bowiem, że są one bardzo ważne w diecie , każdej diecie. Wczoraj rozmawiałam ze szwagierką  na temat wakacji. Oni  mają zamiar pojechać m. in. do Wenecji, od razu wróciły wspomnienia  z września. Jak się okazało, szwagierka była przekonana, że odnawianiem mebli zajmuje się mój mąż, a tylko pomysły są moje. A tu niespodzianka, bo te rączki robią same! I na dodatek lubią to!:) Ten tydzień będzie znów aktywny, jutro kino , w środę powtórka sprzed tygodnia, czyli basen, latino dance, angielski. Na czwartek zaplanowałam zakupy, bo to ostatni moment przez niehandlowymi niedzielami, w piątek pilates. A wczoraj w trakcie rozmowy usłyszałam, że na emeryturze ludzie się starzeją. Bzdura!  Np.mój ojciec urodził się w garniturze, mama w sukience z krempliny. Tak zostało na zawsze, ich podejście do życia się nie zmieniło. A zatem to Ty człowieku decydujesz o swoim życiu, o samopoczuciu, o potrzebach. Chorobę można także sobie wmówić, a ciało podda się szybko. Człowiek ma aktywność w genach, zasłanianie się  brzydka [pogodą, wiekiem lub koniecznością ugotowania obiadu, to wymówka, na dodatek niezbyt subtelna.  A teraz z innej beczki - moim hitem in minus jest ostatnia reklama z udziałem  Małgorzaty Kożuchowskiej. Rozbawia mnie do bólu jej zachowanie, szczególnie bieg z pieskiem ! Takie to infantylne!:D

25 lutego 2018 , Komentarze (5)

Dla oziminy to doskonała kołderka, dla zwierząt i dla ludzi utrapienie. Nawet dziś w nocy okno otwarte, chociaż na godzinkę, tak koło 4, bo oboje już dusiliśmy się. Rano było -12 stopni. Dawno nie widziałam takiego mrozu. Koło południa spadło do -5 , poszliśmy zatem na spacer. Śnieg prószył, my wybraliśmy inną trasę, bo nad morzem wieje zimny wiatr. Woda w Bałtyku zamarzła . Po drodze zauważyliśmy plakat z zapowiedzią koncertu Magdy Piskorczyk. To dziewczyna śpiewająca bluesa, a koncert będzie w Blues Clubie. Bilety niedrogie, po 30zł, już zakupiłam internetowo. Po powrocie zabrałam się za II danie dla rodziców, zrobiłam kieszonkę w piersi kurczaka, włożyłam tam pikantny ser długo dojrzewający, włoski, obwiązałam sznurkiem. Doprawiłam solą i pieprzem, podsmażyłam z obu stron . Na tą sama patelnię dałam boczek wędzony pokrojony i cebulę. Potem wszystko do piekarnika , rodzice lubią takie klimaty.Jeszcze jakaś jarzyna i jutro mój luby zawiezie. A u nas dziś zupa tajska z makaronem ryżowym , oraz pulpety z polędwiczki indyczej w sosie pomidorowym, wcześniej usmażone. Do tego ogórek kiszony. Śnieg cały czas pada, nawet w niedzielę chodniki były odśnieżane. Pamiętam zimę stulecia pod koniec lat 70, gdy wracaliśmy z Sylwestra ostatnim pociągiem, zatłoczonym po sufit. Na ulicach były tunele w śniegu, a ludzie okazywali sobie solidarność i uprzejmość w trudnych chwilach. Aha, kupiłam na popołudnie malutki torcik z wytrawnej czekolady belgijskiej . Zjem kawałek do kawy gorzkiej, bez mleka , parzonej we włoskiej kawiarce. Taki niedzielny kaprys.

24 lutego 2018 , Komentarze (4)

Zapowiadana, anonsowana , słowna. Wróciła zima, niestety. Owszem jest biało, ładnie, bo czysto, ale nie kocham jej i już. Aktualna temperatura to -5 stopni, wiatr zimny północno- wschodni potęguje uczucie zimna. Jeszcze nie wychodziłam, mąż tylko myknął sie po pieczywo.  Najpierw domowe obowiązki typu pranie, porządkowanie , układanie. Poza tym koło południa maja być prześwity słoneczne.  Oglądam HGTV  o minidomach. Bardzo to lubię, zawsze jakiś pomysł  znajdę do zastosowania na naszej działce. Mężowi nic nie mówię, on się denerwuje, że już planuje mu pracę na sezon. Za jakiś czas sam uzna to za konieczność, a narazie czekam. Wczoraj podjęliśmy decyzję o kolejnym wyjeździe. Planowaliśmy w tym roku Suwalszczyznę,  w okresie wczesnego września. Początek czerwca to Dolny Śląsk i Praga z nasza Fundacją, potem działka, a wrzesień miał być własna włóczęga po Polsce północno- wschodniej. Ale, ale, nasza Fundacja ogłosiła drugi termin na Suwalszczyznę i Wilno,  w okresie końca sierpnia i początku września. Obliczyliśmy koszty samodzielnej wyprawy, wyszło drożej i krócej. Tak więc pojedziemy tam na 7 dni , z zapewnionymi posiłkami, noclegami, biletami wstępu, przewodnikiem , itd.  Koszt mniejszy , a mąż będzie uczestnikiem w pełni , a nie kierowcą, pobyt dluższy.  Chyba warto, prawda? Już się cieszę:D.

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.