Hej wszystkim !
Dzisiaj szykuje się dość długi wpis. Na waszą prośbę postanowiłam opisac cały mój proces odchudzania, może pomoze to Wam w podjęciu działań mających na celu zrzucenie wagi :)
Jak to się zaczęło ? Od 2 klasy gimnazjum przebąkiwalam,że chyba powinnam wazyć mniej,ale nigdy nic z tym nie robiłam. Lubiłam cukierki ,żelki (najbardziej kwaśne),gumy rozpuszczalne (czasami zjadałam całe 5-paczkowe opakowanie MAOAM),chipsy,paluszki ,tymbarka i inne niezbyt zdrowe rzeczy. Mama mi mówiła ,że jestem za młoda na odchudzanie i pewnie miała racje!
Poszłam do liceum ,coraz bardziej zakompleksiona. Podejmowałam próby ,ciągneło się to za mną prawie rok,ale nie schudłam nic. W wakacje między pierwszą a drugą klasą poleciałam do Anglii. Zobaczyłam jak tam wyglądają ludzie. Po londyńskich ulicach otyłe matki prowadziły swoje jeszcze bardziej otyłe dzieci,w jednej ręce hot-dog , w drugiej cola i uśmiech na twarzy! Ciocia w Anglii powtarzała mi,że jestem młodą dziewczyną i dlatego moje ciało powinno być szczupłe ,wysportowane i powinnam kusić ;-) Do Polski wróciłam w trakcie roku szkolnego i od razu wprowadziłam drobne zmiany do menu. Nie chciałam przejść na dietę tak z dnia na dzień,bo to nie ma właściwie szans powodzenia. Stopniowo ograniczyłam chleb( wcześniej jadłam tylko jasny, zamieniłam go na razowy,ale nie jadłam go często ,raz-dwa razy w tygodniu). Nie jadłam obiadów z rodziną ,gotuję sobie sama. Z rodzicami mamy jeden,malutki zaufany sklep z rybami i zawsze zaopatrywali mnie w ryby,jadłam je na obiad z warzywami (2 razy w tygodniu), dwa razy jadłam makaron z dodatkami ( ale do makaronu nigdy nie dodawałam tłuszczu ,czyli mogłam sobie pozwolić jedynie na potrawki bezmięsne.) Na częście było to spagetti z pomidorami,czosnkiem i cebulką albo makaron z serem i ogurtem posypany cynamonem i fruktozą (niski indeks). W doborze produktów sugerowałam się indeksem glikemicznym. Nie jadłam przetworzonych produktów ani tcyh z wysokim indeksem. Czasami było ciężko,bo np bób ,czy kukurydza mają bardzo wysoki indeks ,mimo że są warzywami,a ja je bardzo lubię ! Stosunkowo jadłam mało węglowodanów,czułam się dość zmęczona. Cwiczyłam 1,5 godziny dziennie 6razy w tygodniu. godzinę rowerek stacjonarny bardzo szybkim tempem ( tak,że po skonczeniu ćwiczeń koszulkę mogłam wycisnąć z wody !) potem rozciaganie ,brzuszki ,czasami I want those buns ,nawet dobra płytka DVD z ćwiczeniami. Przestałam jezdzic do szkoly autobusem ,do szkoly i ze szkoly chodze na pieszo ( godzina spaceru zawsze się przyda !). Na śniadania jadłam owoce + coś białkowo-tluszczowego np omlet czy jajka na miekko albo czysto weglowodanowo ,czyli kanapki. Zrezygnowałam z masla juz pare lat temu,bo go nie lubię. Na moje nieszczęście mocno ograniczyłam tłuszcze ,nawet te zdrowe. Poza rybami ,jajkami , oliwa nie spozywalam zadnych innych tluszczy. Rzadko kiedy jadlam mięsko inne niż kurczak. Zaczęły mi mocno wypadac wlosy czego nie moglam zupelnie zahamowac ,dopiero teraz ,po uplywie tylu miesiecy rzecz ma sie dobrze ! Mam bardzo zdrowe wlosy i paznokcie ,a wszystko zawdzieczam duzej codziennej dawce orzechow,ktorej wtedy nie spozywalam. Na efekty musialam czekac dość długo. Wtedy nie jadlam tez zoltego sera ,a teraz jem. Nie jadlam mozzarelli ,teraz jem ,ale jedynie light. Szynkę jem albo drobiową ( w Lidlu jest dobra ,co prawda droga ,bo chyba 5 plasterkow kosztuje 5 zl ,ale ma 98% piersi z kurczaka/indyka w sobie)albo szynke konserwowa ,choc zawiera dosc duzo niezdrowych konserwantow i nie powinnam. Podstawa menu sa owoce i warzywa i wtedy rowniez byly. Do każdego posiłku jem bardzo dużo warzyw jak juz pewnie zauwazyłyście. Owoce staram się jeść rano,chociaz akurat w czasie diety tego nie przestrzegalam. Jadlam o stalych porach ,systematycznie ,dosc male porcje ,tak jest tez teraz ,tylko porcje sa znacznie wieksze.
Pewnie się zastanawiacie jak z alkoholem. Przez cała diete nie umoczylam nawet języka w alkoholu ,w ogóle nie jestem jego zwolenniczką. To ważne.
Ważne jest też ,by znależć motywacje. Czasami przychodzilam po szkole do domu wykonczona ,uczylam sie,robilam lekcje ,byla 21,a wiedzialam ze musze jeszcze cwiczyc 1,5 godziny ,ale nie bylo wyjscia ,wsiadalam na rowerek i pedalowalam godzine ,mimo ze nie mialam sily ,ledwo oddychalam ,ale pedalowalam tak mocno jak tylko moglam a w glowie mialam tylko moja szczupla i zgrabna sylwetke ,takze dziewczyny WARTO !
Pomyslcie dla kogo to robicie ,jesli 'bo ktos Wam kazal' to nie ma to sensu ,to Wy musicie czuć ,że potrzebujecie zmiany ,ze czujecie sie zle i chcecie to smienic na lepsze ,wszystko jest w waszych rekach ,jesli uwierzycie ,ze mozecie to Wam sie to uda ,to Wasza wola. Pamietajcie ,ze jezeli pozwolicie sobie na odstepstwo raz to potem bedzie kolejny raz i kolejny,bo pomyslicie ' no przeciez raz nie cwiczylam i waga spadla ,to czemu jak drugi raz nie pocwicze to tez ma nie spasc?' To nie jest rozwiazanie ,musicie dawac z siebie wszystko jesli chcecie widziec zadowalajace Was rezultaty. Jeśli chodzi o picie - pilam duzo ,ale glownie wode i herbate czerwona i zieloną ,nic innego. Na stabilizacji wprowadzilam swiezo wyciskane soki owocowe ,ale wolę zjeść owocka niż wypić sok z niego. Jadłam 4 posilki dziennie,bo taki mialam plan dnia ,inaczej ulozone godziny w szkole ,wczesniej chodzilam spac ,wiec przerwy miedzy posilkami trwaly okolo 3 godzin. Nauczylam się zyć wedlug planu dnia ,ktory jest juz niezmienny. Wstaje rano ,ide do kuchni. Szykuje sobie jedzenie ,najpierw zjadam owoce ,robie to przy komputerze sprawdzajac maile ,czytam wiadomosci ,sprawdzam pogodę. Potem szykuje sie do szkoly ,myje sie,ybieram ,pakuję ksiązki jesli nie zrobilam tego dzien wczesniej. Zmywam naczynia ,jeśli mam do posprzatania pokoj to to robię ,potem zjadam śniadanie. Przerwa chociaz 20 minutowa jest konieczna ,zeby owoce nie fermentowaly w zolądku po zjedzeniu śniadania. Po zjedzeniu sniadania wychodze do szkoly i pol godziny pozniej juz w niej jestem. Zajecia trwaja do 13 ,kolo13.30 jestem w domu,ale wlaciwie codziennie mam cos do zalatwienia ,wiec 14 jestem w domu, W szkole na dlugiej przerwie (10minut) jem II sniadanie. jesli wiem,ze bede pozniej niz 14 w domu to jem o 13 w szkole III śniadanie ,a jesli jestem wczesniej to jem w domu obiad, potem ide na korki ,po przyjsciu z korkow jem podwieczorek,teraz czesto sa to orzechy ,bo kolejna czynnosc to nauka ,a po orzechach latwiej mi jest sie skonscentrowac. Po nauce mam czas zeby pogadac z rodzicami ,posiedziec z herbata przed telewizorem. Kolacje jem kolo 19.30 albo pozniej,bo spac chodzę o 12-1 w nocy. Kolacja jest wazna. Nie rezygnowalam z niej nawet podczas odchudzania. Nigdy. Wiecie co ,czasami warto zjesc chociaz pol kostki twarogu i zagryzc papryką ,ale naprawde warto zeby nie glodzic przez tyle godzin organizmu ,bo nastawi sie na magazynowanie i potem nie poradzicie sobie z zepsutym metabolizmem.
Ważne est tez ,by stosowac zamienniki. Lubicie salatki z majonezem ? Zrobcie go same albo.. pomieszajcie jogurt naturalny z musztardą ,moze w smaku ie to samo ,ale ie smakuje tak zle. Czasami trzeba troszke wyluzowac i zrezygowac ze smaku dla figury. Mobilizaca przede wszystkim. Nalezy tez ograniczyc spozywanie soli. Starajcie sie gotowac wszystko na parze , zainwestowac w patelnie teflonową. Niektorzy uwazaja ,ze w kazdym posilku powinno znalezc sie bialko,weglowodany i tluszcze ,jest do zbilansowany posilek ,ale a mysle ,ze tluszzy nie powinno sie laczyc z weglowodanami. Musicie obserwowac swoj organizm ! To najwazniejsze ,bo kazda z nas jest inna i reaguje inaczej na inne produkty. Ja na przyklad czuje sie ociezale i wrecz niekomfortowo jak lacze te dwa rodzaje pokarmu. Dodatkowo trawia sie one w innym pH i w innym miejscu w organizmie. idealnie byloby spozywac kazda z grup oddzielnie ,ale to tez nie jest takie proste. Kto jest zainteresowany odsylam do poczytania na temat diety nielaczenia.
Chcialam jeszcze napisac ,ze przynajmniej mnie spotkalo wiele nieprzyjemnych sytuacji z powodu odchudzania. Oczywiscie ,ze mijanie na ulicy usmiechnietych od ucha do ucha panow jest fajne ,super ,ze niektorzy mnie zaczepiaa i zagaduja tak po prostu ,pochwaly odnosnie zgubionych kilogramow ,ale jest tez druga strona medalu. Kiedys bylam osoba bardzo towarzyska ,w sumie nadal jestem ,ale wtedy wyjscia co piatek ,imprezy = alkohol i nie zawsze w dobrych ilosciach. Na diecie,gdy mowilam moim znajomym ,ze nie pije wysmiewali mnie ,ale to akceptowali ,do czasu. Przestalam byc zapraszana na imprezy ,no bo jak tak moze byc ,ze kazdy napity swietnie baluje ,a ja chodze i sprzatam ale zamulam gdzies w kącie patrząc na ich glupie i nietrzezwe pomysly. W sumie przestalam sama odczuwac ochote na wyjscia i nawet jesli mnie zapraszali to nie przychodzilam. Wolalam zostac w domu ,posiedziec z rodzina albo po prostu pocwiczyć. Teraz czuje sie troche samotna ,ale to tylko zweryfikowalo liste moich znajomych ,bo sa tacy ,z ktorymi nie mam kontaktu codziennie ,ale wiem,ze są i będą zawsze ,a oni wiedzą ,że jestem ja. I chyba to właśnie dla takich się żyje :)
Kończę ,bo troche duzo napisałam i pewnie i tak nie dotrwa do konca. Rzeczywiscie moj pamietnik nie zawiera informacji na temat mojego odchudzania ,a jedynie sama stabilizację.
Dzisiejsze menu :
śniadanie :
grapefruit ,puszka białej fasoli.
IIśniadanie 50gmieszanki orzechów,pól papryki ,1/3 zielonego duzego ogorka
obiad: kurczak (200g) z duza iloscia warzyw (warzywa chinskie,seler naciowy,cebula,brokul) 2 garscie pistacji
podwieczorek : 100g twarogu,pistacje ,papryka
kolacja :
dorsz wedzony ,twarog ,3 marchewki ,papryka,ogorek ,pistacje ,orzechy macedonia
Po zjedzeniu kolacji wzielam miske z orzechami i jadlam ,jadlam,jadlam... az zobaczylam dno.
Dzisiaj nawet niezly dzien. Bylam na chemii,potem z mama troche w galerii i z rodzicami na zakupach. I cały zleciał. Kupilam sobie pekajacy lakier,ktory w sumie jest juz dosc popularny. Mialam pomalowane paznokcie na jasny turkus ,na to pomalowalam sobie czarnym pękajacym i wyglada niezmiensko ! jakbym wiedziala ,ze ten lakier daje taki efekt to kupilabym go duzo wcześniej.
Troche sie zdenerowalam na biologii ,bo we wtorek dostalam 5 z genetyki klasycznej. Zwykla 5,za aktywnosc ,bo jestem do przodu z materialem i umialam rozwiazac wszystkie zadania to sie zglaszalam ,a ze klasa zamulala to nic nie kumali. Na dzisiaj nauczylam sie na powtorzenie z genetyki molekularnej i zzglaszalam sie ,a pni postawila oceny osobom ktore mowily malo ,a mi i mojej kolezance ( a ona tez umiala wszystko) nic nie postawila,bo powiedziala ,ze juz we wtorek dostalysmy po 5 ,ale przeciez to jest zupelnie o czyms innym wiedza ,stwierdzilam ,ze w sumie bez sensu tyle sie uczylam ,no ale trudno ,i tak bym musiala to umiec do matury ;))
Brat powiedzial ,ze nie pojdzie ze mna na studniowke ,a to on byl moim wysciem awaryjnym ,tamten chlopak podobno wyszedl z domu i jeszcze nie przyszedl i nie ma go 2 dni ,a telefonow nie odbiera. Chlopaki mowili ,ze czasami tak robi ( dziwne strasznie). Dzisiaj zadzwonilam do mojego ex-partnera i powiedzialam tylko ' Czesc, chcialam Ci tylko powiedziec to ,czego się pewnie domyślasz żeby było jasne ,nie idziemy razem na moją studniówkę ,no to pa' usłyszałam tylko 'okej' i się rozłączyłam. Najchetniej bym w ogole zostala w domu ,gdyby nie fakt ,że cala impreza kosztowala mnie jakies 1000zl. Nie chce być jedyna z klasy bez osoby towarzyszacej. Wlasciwie u mnie w szkole kazdy przychodzi z kimś. Dobra,koniec tematu o studniowce,bo juz mi sie zbiera na placz ,nawet jak o tym mysle. Uciekam ,bo chcialam jeszcze poczytać trochę.
Trzymajcie się !