Co tu dużo mówić, z najniższych wysuszonych 63 kg na 75 kg w 5 miesięcy, I nie, nie jest to efekt jojo. Nie są to też same mięśnie - gdyby tak było, prawdopodobnie razem z nimi wyrósłby mi penis...
Historia jest prosta jak budowa cepa. Z przyczyn niezależnych od żadnej ze stron zostałam na miesiąc bez jakiegokolwiek kontaktu z trenerem. Dosłownie - puszczono mnie na SAMOPAS, gdyż akurat był to początek planowanego spasania się.
No i wyszedł ze mnie opas nie mogący zapanować nad pochłanianiem słodyczy przez cały październik, jedzący nieregularnie, obijający się na treningach... Waga dojechała do 78 kg, czyli 10 kg więcej niż zakładane było na koniec redukcji a od najniższej wagi dzieliło mnie aż 15 kilo.
Gdybym nie rzuciła się na jedzenie (co nie było absolutnie spowodowane głodem albo brakami w organizmie. Siadł mi tylko i wyłącznie mózg, silna wola się wyczerpała i nastąpił efekt domina), gdybym czuła dyscyplinę, gdybym aż tak bardzo nie lubiła jeść - pewnie nie przytyłabym aż tylu kilogramów. Tak więc powtarzam - nie nazywam tego jojem. To nie wzięło się z powietrza.
Niemniej jednak nie czuję się ze sobą jakoś źle. Dzisiaj. Głównie dlatego, że zmieniłam trenera, zmieniłam siłownię, zmieniłam plan treningowy i żywieniowy. Zmiana wyszła mi na dobre, choć w dalszym ciągu nie mogę się przekonać do sztywnego trzymania planu, nie czuję się już w gazie i wydaje mi się, że nie ma na świecie rzeczy, która zmotywowałaby mnie tak samo, jak dwa lata temu zmotywowało mnie 104 kg na wadze.
Aktualnie każdą wolną chwilę poświęcam na myślenie o tym, co działo się w mojej głowie kiedy tyłam w dzieciństwie i okresie nastoletnim, gdzie leżą tego przyczyny i co mnie trzymało sztywno w restrykcjach redukcji kiedy chudłam.
Szukam ładu i składu w tym wszystkim, ćwiczę w jakichś porąbanych kombinacjach, robię "fit" słodycze gubiąc się w tych wszystkich superfoodsach... Nawet instagrama założyłam i staram się tam coś wrzucać za radą nowego trenera... I obserwuję te wszystkie wypięte tyłki. Szukam w dupie smaku. I motywacji. Czasem czuję fazę na selfies w siłownianych lustrach i pudding chia, ale to równie szybko mija co przychodzi. Ale walczę, a trafiłam na trudnego przeciwnika - samą siebie.
iw-nowa
9 stycznia 2018, 15:20Na szczęście przy Twoim wyglądzie i proporcjach nie widać tego, ale 15 kilo - oj, to musiało zaboleć. W 5 miesięcy! Na pewno dobrze robisz, że zajęłaś się głową, bo przy Twojej inteligencji i błyskotliwości jesteś w stanie przeanalizować przyczyny i uszydełkować sobie nowy pokrowiec na nową siebie, wraz ze zmienionymi nawykami (to kluczowa sprawa, żeby nie popadać w joja i inne takie). Trzymam kciuki, bardzo mocno!
MirandaMarianna
21 listopada 2017, 18:03Nie zadręczaj się. Będzie dobrze ale nazywaj rzeczy po imieniu. Tak dopadło Cię jojo. Nikt nie mówi ze jojo to tycie z powietrza. Jojo to tycie po utracie wagi. Przyczyny są różne.
theSnorkMaiden
20 listopada 2017, 20:40Niestety tak to juz jest. Schudnac to nie az taki problem jak utrzymac wage. Dobija sie do tego celu i co dalej? Dalej sie czlowirk gubi bo stracil cel sprzed oczu...ucze sie zyc sama ze soba, mam bulimie, staram sie jak moge. Tobie tez zycze-nietyle pokonania przeciwnika a raczej zaakceptowania go i nauczenia se wspolnego zycia
Pupunia.pl
20 listopada 2017, 18:16Może pora na odpoczynek od diety? Taki paromiesięczny reset aż na nowo zbierzesz siły i odnajdziesz motywację. Trudno ci będzie kontynuować jeśli nie czujesz wewnętrznie tego co robisz
LastChance2016
20 listopada 2017, 15:15Czytam pierwszy raz i drugi i trzeci i nie wierzę.... serio piszesz?
kkasikk
20 listopada 2017, 12:32Byłam pewna , że ściemniasz..powodzenia tez przez to przechodziłam. Tylko u mnie było +30 kg..
aniloratka
20 listopada 2017, 11:15No, ale w pewnym momencie bedziesz musiala sie juz sama soba zajac. nie mozna miec bata i nadzoru nad soba cale zycie...
reghina
20 listopada 2017, 08:50Niestety widzę, że potwierdzasz teorię, że najłatwiej schudnąć gorzej utrzymać wagę. Niestety znam to z autopsji.. Jest coś takiego, że człowiek przestaje się kontrolować i ma ochotę pochłonąć wszystkie słodycze świata.. Nie brnij w to dalej tylko walcz! Jesteś niesamowita i dasz radę to już pokazałaś wcześniej :)
Nattiaa
20 listopada 2017, 07:18o kurcze czytam ten wpis i powtarzam w duchu "ona mi tu coś ściemnia, to podpucha" :D a tak serio to uważam Cie za najbardziej zdeterminowaną i dążącą do swoich celów babką na Vitalii, także pnij się na wyżyny, powodzenia!!
Naturalna! (Redaktor)
20 listopada 2017, 06:26Oj, ale się porobiło :) A może zaczelabys ćwiczyć bardziej dla przyjemności a nie super dupy???
ar1es1
20 listopada 2017, 05:16Ja też lubię jeść ale na szczęście mam taką pracę, że mimo tego od 9tego pozbylam się nadprogramowych 2kg (które nabrałam na l4 po wypadku w pracy ). Niestety osoby jak my muszą codziennie walczyć z chęcią objadania się. Nie jest lekko, dlatego trzymam kciuki za Ciebie :-*
katy-waity
20 listopada 2017, 02:12wszyscy, ktorzy zgubili mase kilogramow powtarzaja ze schudnac jest bardzo trudno, ale utrzymac wage to jest dopiero wyzwanie..
wPatka
20 listopada 2017, 01:33Dobrze, że znalazłaś przeciwnika teraz się z nim dogadaj i razem się wspierajcie i życzę Ci żebyś osiągnęła taki spokój i poczucie, że ćwiczenia i dieta sprawiają Ci radość. Jeżeli na zdjęciu to Ty to ślicznie wyszłaś niezale
wPatka
20 listopada 2017, 01:34Coś mi przerwało komentarz ;) Powodzenia ;)
VITALIJKA1986
19 listopada 2017, 23:20znam to dowalilam do 80,5kg teraz mam 11 mniej ale nadal niesmak pozostal.................ciezko jest
Landryna3210
19 listopada 2017, 22:50Masz rację, że sami jesteśmy swoimi najtrudniejszymi przeciwnikami... Patrząc na Twoje osiągnięcia myślę, że bardzo szybko odzyskasz formę o, która z pewnością bardzo ciężko walczyłaś. Gratuluję i życzę powodzenia ;)