- Dołączył: 2007-09-10
- Miasto: To Tu To Tam
- Liczba postów: 8155
6 września 2010, 10:54
i ojcowie :)
Zastanawiam się, jakie Wam od dzieciństwa wpajano zasady odżywiania, dbania o siebie? Czy same pewnego dnia otworzyłyście oczy, że trzeba o siebie dbać i zmienić nawyki, czy też od małego Wasi rodzice Wam prezentowali zdrowy tryb życia? W jaki sposób teraz dbają o siebie?
zacznę od siebie: moja mama zawsze pilnowała byśmy qw dzieciństwie utrzymywały z siostrą prawidłową wagę (tak nam opowiadała niedawno). jak chudłyśmy za bardzo, robiła ciasta, gdy tyłyśmy, ciasta zamieniała na przecierki z marchewki. Rodzice zawsze byli szczupli, są w wieku ok. 55lat, uprawiają gimnastykę, jeżdżą na rowerze, dużo spacerują, w miarę zdrowo jedzą. Nie wyglądają na swój wik. Są dla mnie przykładem, też bym chciała tak wyglądać, gdy osiągnę ich lata. Chyba dlatego nie wyobrażam sobie inaczej, niż nieustanego dbania o sylwetkę, dietę i sport.
A jak to jest u Was?
- Dołączył: 2010-07-19
- Miasto:
- Liczba postów: 2721
6 września 2010, 14:16
Moja mama, zawsze dbala o to jaka wage mamy z bratem. Nigy nie gotowala tlustyh rzeczy, wysoko kalorycznych sosow, gleboko smazonych potraw, nigdy nie mowila "jedz bo bedziesz duzy i zdrowy" "jak nie zjesz obiadu nie bedzie deseru". Nie chcielismy to nie jedlismy. Sama wazy 45 kg, przy wzroscie 156, a w wieku 27 lat wazyla 39, mimo, ze nigdy sie nie odchudzala, i nie przywiazywala wiekszej uwagi do wagi. Ja odkrylam fryti i chrupki, milosc do majonezu i innych niezdrowych rzeczy sama, i przytylam...
- Dołączył: 2010-08-23
- Miasto: Wagadugu
- Liczba postów: 261
6 września 2010, 14:28
Moja mama chyba nigdy specjalnie nie dbala o moje zdrowe odzywianie.. Jest osoba dosyc spora (z czym probowala nie raz walczyc) i starala sie bardziej sprawiac mi przyjemnosc jedzeniem, kupujac co jakis czas jakies pysznosci. Jesli chodzi o obiady to 'talerz musial byc pusty'. Rozmawialam z nia na ten temat niedawno no i doszlysmy do wniosku, ze to byl bardzo duzy blad.
Jak podroslam i chcialam byc szczuplejsza to mowilam jej, by nie kupowala nic slodkiego do domu (wiedzialam po sobie, ze jesli to zrobi to wszystko wchlone). Jednak po jakims czasie i tak i tak cos sie w szafkach pojawialo. Nie mam do niej pretensji, po prostu teraz jak jestem na swoim sama naucze sie zdrowo jesc :)
Edytowany przez JinJin 6 września 2010, 14:28
- Dołączył: 2010-07-21
- Miasto: Gdańsk
- Liczba postów: 4138
6 września 2010, 14:35
moja mama to stara dietetyczka ;] od zawsze miała fioła na punkcie wagi. już po urodzeniu mnie zaczęła się odchudzać, ćwiczyć itd i zeszła do swojej wagi z przed ciąży - 45 kg. (152 cm) od zawsze mnie też uczyła zdrowego jedzenia, prosiła, żebym w końcu zaczęła o siebie dbać, gdy zaczęłam gwałtownie tyć. teraz gotuje mi dietetyczne zupki, zdrowe obiadki oczywiście jak ma czas, bo dość dużo pracuje. mój tata nie je dużo, ale mało się rusza i ma tzw mięsień piwny (ale taki mały) kiedyś jak mieszkałam z babcią (ola boga!) ta to mnie tuczyła, że szok, na szczęście byłam dzieckiem i wszystko wybiegałam. podsumuwując wszystko chciałabym wyglądać jak moja mama mając 39 lat ;]
6 września 2010, 14:56
U mnie było tak, że od dziecka byłam zachęcana do aktywnego spędzania czasu i różnych sportów. Dzięki temu później w dorosłym życiu nie było u mnie takiej kwestii, że musiałam się uczyć regularnego ruchu czy do tego zmuszać. To dla mnie przyzwyczajenie, że nawet jeśli nie uprawiam jakichś intensywniejszych form sportu, bo akurat nie mam ochoty, to i tak codziennie musi być przynajmniej 0,5-1 h spaceru czy marszu albo roweru treningowego, albo jakiegokolwiek innego ruchu.
W kwestii jedzenia, to pamiętam że moja mama gotowała różne dania - czasami bardziej tradycyjne, a czasami coś lżejszego, lubiła wypróbowywać nowe dania, zawsze dbała o to, żebym jadła dużo warzyw i owoce, i mimo że bywały dania tradycyjne, to nie były przesadnie tłuste, a ja nie miałam problemów z wagą gdzieś tak do końca liceum/początku studiów, kiedy przestałam tak często jadać domowe posiłki, zmienił mi się tryb życia, zaczęło się więcej stresu, zajadanie go słodyczami i nieregularne jedzenie - więc w sumie można powiedzieć, że sama sobie zepsułam swoją stabilną sytuację :-)
Mój ojciec miał taki okres w życiu, że miał dużą nadwagę, ale zrzucił ją raz a dobrze. Od wielu lat jest szczupły i ma świetną kondycję, jeździ na rowerze, regularnie gra w tenisa, a odżywia się z pewnością lepiej niż ja (wyprowadził się na wieś i hoduje sobie własne warzywa). Zresztą to właśnie on najbardziej od najmłodszych lat zachęcał mnie, żebym się dużo ruszała.
6 września 2010, 15:29
U mnie rodzina taty prezentuje główie otyłą sylwetke u mamy lepiej, aczkolwiek tez nie ok. To co mam zawdzięczam tylko sobie, w dzieciństwie karmili mnie az za dobrze grubsze dziecko równa się dla nich zdrowsze. I tak zawsze byłam pulpecikiem, sama otworzyłam oczy, otrząsnęłam się i od kilku lat sport zajmuje pierwsze miejsce, z odzywaniem bywało różnie czasem czasu nie było co zjesć, owoców nie było czasu kupić ale teraz daże do tego by było idealnie
- Dołączył: 2010-08-15
- Miasto: kra
- Liczba postów: 263
6 września 2010, 15:51
Gdybym chciała to z domu wyniosłabym same dobre rzeczy :P
Ale na studiach się zakosztowało innego życia, i się przytyło. W sumie napoje, piwo i majonez zrobiły swoje. No i brak ruchu, który do tej pory zawsze był.
- Dołączył: 2006-03-19
- Miasto: Żagań
- Liczba postów: 318
6 września 2010, 16:05
U mnie niestety było tak, że wprost wpychano we mnie słodycze
![]()
A ja tyłam...tyłam...i tyłam....
![]()
W gimnazjum ważyłam 80kg! I gdybym sama się nie opamiętała nikt by się tym nie przejął
![]()
Moje odchudzanie było bardzo głupie (prawie nie jadłam) przez co na rok zatrzymał mi się okres i mało nie wpadłam w anoreksję... na szczęście i tym razem sama się opamiętałam
![]()
Nie mówię, że moja rodzina się mna nie interesuje, ale akurat w tym przypadku są hm... trochę niedoinformowani i staroświeccy w swoich poglądach...
- Dołączył: 2010-08-10
- Miasto: Hokkaido
- Liczba postów: 6384
6 września 2010, 17:22
U mnie... w sumie źle było. Mieszkałam u babci, tak w okresie przed-przedszkolnym i przedszkolnym, bo krótko chodziłam do przedszkola ze względu na to, że ciągle mnie ktoś czymś zarażał i byłam chora większość roku xD A babcia... ciągle było coś dobrego do jedzenia, słodkiego, ciasta. Jakoś gruba nie byłam specjalnie, chociaż o nadwagę już się zahaczałam. A w domu...ojciec strasznie chudy jest. Sam sobie nic nie zrobi do jedzenia, chyba że czasem kanapkę, a tak to może nie jeść cały dzień, aż mama po pracy obiad zrobi. A jak już je, to dużo, a nie tyje, eh, niesprawiedliwość. A ja od jakiś 3 czy 4 lat sama sobie gotuję, bo zaczęłam się odchudzać, a gotowanie mojej mamy to nie bardzo mi pasuje na dietę... A mama...gruba nie jest, ale ma taką 'otyłość brzuszną' - chude nogi, ale brzuszek to w sumie ma.
Czyli...w sumie sama się karmię :D Czasem mi tylko szkoda, że nigdy obiadów nie jedliśmy razem. Mama je przed tv na fotelu, ojciec przed tv, ale przy stole, a ja jem przy stole w kuchni.
- Dołączył: 2009-02-26
- Miasto: Antarktyda
- Liczba postów: 2666
6 września 2010, 18:14
Zanim poszłam do szkoły mieszkaliśmy z dziadkami, babcia gotowała tłusto i niezbyt zdrowo, zupy ze śmietaną i zasmażką, ziemniaki z sosem, smażone mięso, przesłodzone kompoty, często kluski i smażone placki ziemniaczane, naleśniki, racuchy. Jako dziecko wiele rzeczy nie lubiłam, ale jak coś mi smakowało potrafiłam naprawdę dużo zjeść, pamiętam, że bardzo lubiłam gotowane mięso z kury i knedle(do tej pory pamiętam, jak kiedyś w wieku chyba 5 lat zjadłam 24 knedle ze śliwkami polane prażoną śmietaną z cukrem
![]()
). Nie miałam nadwagi, bo zawsze miałam dużo ruchu na świeżym powietrzu, no i jak nie było w domu tego, co lubię wolałam nie zjeść nic, a rodzice i dziadkowie nie zawsze mieli czas mnie dopilnować. Ale mój tata, który przed ślubem był bardzo chudy, na obiadkach babci przytył do prawie 100kg, więc chyba ze względu na niego, kiedy się wyprowadziliśmy od dziadków mama zaczęła zdrowo gotować, jedliśmy tylko razowy chleb, na obiad, oprócz weekendów jedno danie, więcej surówek, zup, ryb, ciasto tylko na niedzielę. Tata szybko schudł i do tej pory jest szczupły, a ja przez całe dzieciństwo miałam prawidłową wagę, jako nastolatka już w dolnych granicach normy. Kiedy poszłam do gimnazjum, mama miałą taką pracę, że wracała późno do domu i nie miała czasu gotować, więc przez jakiś rok jedliśmy prawie codzień pierogi lub pyzy z mrożonek, czasem jakąś zupę, miałam tego dość i sama nauczyłam się gotować i często robiłam obiady po powrocie ze szkoły. I tak już zostało, polubiłam gotowanie, staram się przyrządzać zdrowe i urozmaicone potrawy i sprawia mi to przyjemność, ale często robię 2 wersje obiadów, bo nie jem smażonego, ziemniaków, białego makaronu i ryżu ani surówek z majonezem, a moje ulubione potrawy i sposób przyprawiania nie zawsze odpowiadają reszcie domowników.
- Dołączył: 2010-05-24
- Miasto: Katowice
- Liczba postów: 3291
6 września 2010, 18:37
a u mnie w domu to TATA jest promotorem zdrowia. W wieku 45 waży tyle co w 25lat temu... Codziennie ćwiczy (ma boską klatę he he) i odżywia się mega zdrowo. Nie pije, nie pali- jest dla mnie świętym przekładem zdrowego trybu życia!