Temat: Wasze Mamy

i ojcowie :)
Zastanawiam się, jakie Wam od dzieciństwa wpajano zasady odżywiania, dbania o siebie? Czy same pewnego dnia otworzyłyście oczy, że trzeba o siebie dbać i zmienić nawyki, czy też od małego Wasi rodzice Wam prezentowali zdrowy tryb życia? W jaki sposób teraz dbają o siebie?

zacznę od siebie: moja mama zawsze pilnowała byśmy qw dzieciństwie utrzymywały z siostrą prawidłową wagę (tak nam opowiadała niedawno). jak chudłyśmy za bardzo, robiła ciasta, gdy tyłyśmy, ciasta zamieniała na przecierki z marchewki. Rodzice zawsze byli szczupli,  są w wieku ok. 55lat, uprawiają gimnastykę, jeżdżą na rowerze, dużo spacerują, w miarę zdrowo jedzą. Nie wyglądają na swój wik. Są dla mnie przykładem, też bym chciała tak wyglądać, gdy osiągnę ich lata. Chyba dlatego nie wyobrażam sobie inaczej, niż nieustanego dbania o sylwetkę, dietę i sport.
A jak to jest u Was?
U mnie było źle.. Do 13 r.ż chłonęłam żarcie jak odkurzacz, po 13r.ż oburzałam sie na mame,że nakłada mi taką porcje jak tacie lub wiekszą, a ona foch. Nie raz tak sie obiadu nażarłam, że sie porzygałam( śniadanie malutkie, w szkole mini jabłko, bo jeść mi sie nie chiało do późnego południa nigdy,ew.oranżada) Kolacja-najczęściej zapiekanki z serem,no chyba,że "drugi obiad". A teraz mówi, że sama jadłam. A szantaż emocjonalny? Tego nie wzieła pod uwagę. A mój tata warzyw nie je, bo jak mówi "wszystko go po nich boli". Słodkiego było góra. Mama narzekała, że grubne i kupowała coraz więcej słodyczy-a potem pretensje,że to jem. A jak kiedyś sie obraziłam, nie zjadłam i spleśniało, to zgadnijcie co? Zgadza się! Foch. I tak od dziecka sie bujam z wiekszą lub mniejsza nadwagą. Ale prawdziwy dramat nie rozegrał sie przez moich rodziców. W 2007 roku dopała mnie bardzo głęboka depresja. I jak moja waga miała przedział 66-71 tak przytyłam do 80,5 kg. I to mnie ściga do dziś.
Moja mama preferuje kuchnię polską, czyli ciężko i tłusto. Jak obiad, to zupa z zasmażką czy na śmietanie, albo jedno i drugie :), drugie danie obowiązkowo ziemniaki i mięso, zazwyczaj smażone do tego jakaś surówka ewentualnie sos i mięso z niego. Dużo mącznych dań typu kluski, naleśniki. Sama nie jest otyła, ale ma  ok. 10 kg nadwagi (ratuje ją to, że dużo się rusza). W domu jest zawsze dużo słodyczy, ciastka, cukierki, paluszki, krakersy prawie się o nie potykam :D. W każdy weekend ciasto. Jeśli chodzi o moje nawyki żywieniowe, to dość wcześnie zaczęłam się tym interesować, choć niestety nie ustrzegłam się błędów przez złe odchudzanie, którego właściwe nie powinnam była rozpoczynać (byłam szczupła ), bo skopałam sobie tym metabolizm. Nie słodzę herbaty od 13 lat, a sama zaczęłam sobie gotować od kiedy zarabiam, czyli od jakiś 7 lat. Nie jadam smażonego i tłustych wędlin nigdy nie lubiłam napojów kolorowych i gazowanych typu cola/pepsi, gubią mnie natomiast te ciasteczka i pierdółki, które rodzicielka znosi ku mojemu utrapieniu do domu, oraz nocne jedzenie (czyt. stosy kanapek) ;> oraz ciągłe zapewnienie "jaka ty jesteś chuda" - nie ważne czy ważę wtedy ponad 70 czy ok. 60 kg =.='
;)
U mnie było tak jedz jedz bo marnie wygladasz :( I dzisiaj tez marniewygladam :P
ja w dzieciństwie to z tatą po kryjomu przed mamą wcinaliśmy niezdrowe rzeczy :) Robiliśmy furę uszek z mięsem, polewanych tłustą smażoną cebulą i jakąś szynką, o tego cichaczem taszczona do domu Cola z cyklu 3l za 2zł (śmialiśmy się z tatą, że żłopiemy piwo) i to dopiero była uczta! Boże, ja tak już nie jadłam chyba od 9lat, niezdrowo, ale czasem brak mi tych czasów. Oficjalnie zadnych oranżad, etc. nigdy u mnie w domu nie było.
A teraz rodzice bardzo denerwują się, kiedy jem dużo słodkiego. A to nawet nie ze względu, że utyję, ale, że się rozchoruje poważnie, będę cierpiała na cukrzycę czy raka.
Jak wiele Was, tyłam dzięki samej sobie: depresji, hormonom, które przyjmowałam, zaburzeniom odżywiania, studenckiej taniej kuchni.

Do 10. roku życia wychowywała mnie babcia. Byłam niejadkiem, więc nigdy we mnie nie wpychała jedzenia, ale odżywiałam się średnio zdrowo-białe pieczywo, mączne obiady.Przynajmniej dużo się ruszałam. Po śmierci babci wychowywaa mnie tylko mama, tata był w tym czasie za granicą. Zaczęłam wchodzić w okres dojrzewania i mój apetyt był straszny. Zaczęłam mieć ochotę na słodkie. Mama nie ograniczała mnie, sama kupowała mi słodycze. Kiedy przyjechał tata zaczął mnie ograniczać, więc z mamą we wspólnej komitywie jadłyśmy za jego plecami. Tym sposobem doszłam do swoich 72kg. Niestety, część winy zrzucam na rodziców. Na mamę za niezdrowe odżywianie, a na tatę za zaburzenia w odżywianiu...to przez niego wstydzę się teraz jeść przy ludziach, przebywach w kuchni itd...

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.