Kocham, uwielbiam, zawsze i wszędzie!!! I o książkach mogę nawijać bez przerwy.
Od zawsze lubiłam książeczki, ale moja "złota era czytelnictwa" zaczęła się kiedy poszłam do podstawówki. Zanim przed 10 urodzinami zakończyłam nauczanie zintegrowane miałam za sobą wszystkie dostępne wtedy powieści Małgorzaty Musierowicz, "Pana Samochodzika" Zbigniewa Nienackiego, i jeszcze inne powieści, ale teraz ciężko mi wpasować tytuły chronologicznie. Na pewno zawierało się w tym moje ukochane "Ucho od śledzia" Hanny Ożogowskiej i moja pierwsza, samodzielnie przeczytana powieść, czyli "Porwanie Baltazara Gąbki" Stanisława Pagaczewskiego (jest to do dzisiaj moja ulubiona książka; stała na półce od kiedy sięgnę pamięcią i strasznie byłam z siebie dumna kiedy byłam w stanie ją przeczytać). Po za tym standard jak "Oto jest Kasia", "Dzieci z Bullerbyn" i oczywiście lektury, które już wtedy były śmiertelnie nudne ("Anaruk, chłopiec z Grenlandii" o jedzeniu mydła to był koszmar). Dalej już było tylko lepiej, odkryłam mojego umiłowanego "Harry'ego Pottera" i niezastąpione powieści Tolkiena, powieści Joanny Chmielewskiej , seria Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim i inne powieści Ożogowskiej, Bahdaja, Niziurskiego lub Makuszyńskiego .
Z lektur gimnazjalnych najbardziej przypadła mi do gustu "Zemsta" Fredry.
Potem zaczęłam Deavera ("Znikający człowiek"), Pattersona ("Druga szansa") i Barbarę Delinsky. Przypadł mi też do gustu "Dziwny incydent z psem nocną porą" Marka Haddona i "Dziewiętnaście minut" Jodi Picoult. I oczywiście powieści Jane Austen. I Helen Fielding i Małgorzata Grohola i siostry Bronte...
Niestety nie zdarzyło mi się przeczytać dobrej powieści o wampirach, które lubię. Pierwowzory seriali "True Blood" i "The Vampire Diaries" to Mount Everest sztuki grafomaństwa a "Zmierzch" jest nudny jak flaki z olejem, bo albo Edward ciągle narzeka, albo Bella. I ileż można słuchać, o tym jaki Edzio jest piękny?!
Niestety nie wiele polskiej klasyki i lektur przypadło mi do gustu (odrzuca mnie zwłaszcza Sienkiewicz). Wyjątkiem są : "Pan Wołodyjowski" i "Nad Niemnem" Elizy Orzeszkowej.
Teraz niestety czytam mniej, bo i dostęp mam dość utrudniony. Wszystkie moje książki zostawiłam 1000 km za sobą i ciągle trwam w mocnym postanowieniu sprowadzenia ich do siebie. Na podorędziu mam tylko coś Chmielewskiej, Austen i Rowling po angielsku. Miejscowa biblioteka ma mały wybór polskich książek. Cały czas planuję uzupełnić biblioteczkę w książki po ang. ale coś mi zawsze przeszkadza.
Kocham absolutnie wszystkie powieści, które przeczytałam. I chociaż mam już skończone 20 lat, to z przyjemnością wracam do powieści dla młodzieży. Kocham "Pana Samochodzika", "Anię z Zielonego Wzgórza" czy "Szóstą klepkę". Te książki wiedzą jak poprawić mi humor i nie da się z nich wyrosnąć:)
Nigdy nie ciągnęło mnie za to do powieści o narkomanach, nieletnich prostytutkach, etc. Czym tu się zachwycać w tej tematyce? Zwłaszcza, że ci, którzy tak się pasjonują przeżyciami nastoletniej narkomanki sami wciągają dziwne proszki, bo jak od czasu do czasu to nie uzależnia. Takie są przynajmniej moje doświadczenia z czytelniczkami podobnych książek.
Po za tym kocham papierową książkę. Żadne tam ebooki, kindle, etc. Muszę czuć papier, zapach farby drukarskiej; nie bać się położyć książki na piasku i czytać niezależnie od kąta padania promieni słonecznych.
Ale niestety czytelnicy są w mniejszości. Mój tata czytywał w młodości (Nienacki, Szklarski), a mama lubi Paulo Coelho i poezję Twardowskiego, ale po za tym nie ma na to czasu. Mój młodszy brat przeczytał samodzielnie tylko "Magiczne drzewo" (jest to fakt autentyczny niestety).
Aż mnie naszła ochota żeby coś przeczytać!!!