Na liczniku 67,1kg co mnie bardzo cieszy po chwilowym zastoju, gdzie przez 3 dni bez powodu stop i wzrost na 68. Po drodze dzień dyspensy z 3 piwami i toną chipsów w tle, alee doszłam do wniosku, że przynajmniej na razie chipsy mnie już w ogóle nie kręcą, piwko też bo na drugi dzień czułam się fatalnie.
Od wczoraj podchodzę już poważnie do oczyszczania, włączyłam do jadłospisu yucce i zobaczymy, na razie stan skóry powolutku powolutku wychodzi na prostą, nadal mam wysypy, ale drobne i szybciutko znikają także oczyszczamy oczyszczamy ;)
Jeszcze 1kg i będę w połowie :D Poza tym mam wsparcie kumpla ! Przybijamy sobie piątkę przy każdym spadku i dopingujemy się nawzajem<3 Bo ważne by znaleźć kogoś z kim w danym temacie płyniesz na tych samych falach!
A najważniejsze, że jest mi coraz lepiej ze sobą znów !:))