Dziś miałyśmy w pracy mnóstwo pokus, z okazji Dnia Kobiet każda coś przyniosła. I musze przyznać, że dzielnie się trzymałam. Skusiłam się na owoce i jedynie cieniutki paseczek ciasta czekoladowego- ale z czystym sumieniem stwierdzam, że tylko dla skosztowania a nie dla zjedzenia- zawsze to mały sukces.
Dochodzę do wniosku, że muszę znaleźć dla siebie jakieś motto przewodnie, które będzie mnie wspierać. Pozytywne jest to, że powoli się uzależniam- wieczorami brakuje mi ruchu i wyruszam z kijkami, w sumie codziennie wychodzi około 50 minut szybkiego marszu. Jak spadnę do 90 kilo przerzucę się na bieganie ale na razie nie chcę za bardzo obciążać stawów. Tylko kiedy będzie te 90 kilo. Kolejne ważenie standardowo w sobotę- mam nadzieję, że będzie na minusie- musi być
paola1a
9 marca 2017, 18:34Powiem Ci że wypatruje tej 9 z przodu z ogromną niecierpliwością, choć z drugiej strony 9 z przodu to dalej tragedia:) Ale tym razem nastawiam się na pozytywne myślenie i długofalowe efekty- co nagle to po diable jak to mówią. Ile razy chciałam odchudzić się szybko to kończyło się to jo-jo, więc tym razem będę czekać cierpliwie i cieszyć się z najmniejszego ubytku wagi
ola811022
9 marca 2017, 08:22No niedługo będzie 9 z przodu :) Tak trzymaj!