A więc tak, zacznę od tego że znów zaniedbałam wpisy, Dodam że na pewno się poprawie w marcu będzie już u mnie dużo lżej i postaram się wtedy pisać regularnie..
Chce zakończyć temat WO dla tego napisze tylko że z pełną świadomością zakończyłam jednak na 10 dniu. Dotrwałam do końca tego eksperymentu i powiem że jestem pozytywnie zaskoczona, kiedyś na pewno napiszę o tym więcej na razie zamykam temat.
Waga no właśnie waga... Zaklęta jak kamień i nie wiem czy się cieszyć czy smucić..
Kiepskie dni waga stoi, dobre dni waga stoi, tragiczne dni waga stoi, cudowne przećwiczone dni waga stoi, dni obżarstwa waga stoi...
Nic nie jest w stanie poruszyć tej mojej wagi która oscytuluje na granicy 75-76 kg Jadłam jak prosie wchodzę na wagę a tam 75,5 kg mam super dni też jest tyle...
Po prostu nie tyje i nie chudnę.. Natomiast wróciłam na dobre tory odżywiam się zdrowo zaczęłam ćwiczyć, waga jak zaklęta..
Czekam cały czas czekam...
Wiecie kiedy miałam na wadze 6 z przodu?? Nie pamiętam to jest moja odpowiedź. Nie wiem, Wiem że kiedyś tyle miałam byłam szczupła, ale było to tak dawno że nie pamiętam jaki był to okres.. i tak się zastanawiam czy kiedyś złapię ponownie tę 6 z przodu? Przecież już tak długo próbuje, za nim poszłam na studia udało mi się raz osiągnąć wagę 66 kg ale było to chwilowe, cieszyłam się tą wagą kilka tygodni.. A tak zawsze zawsze na szklanej od czasów liceum a może i gimnazjum siódemeczka bądź w gorszym przypadku ósemeczka.
Jak ważyć znowu te sześćdziesiąt kilka kilo? Sama powinnam umieć odpowiedzieć sobie na te pytanie, ale nie potrafię, bo tak jak powiedziałam odchudzanie to walka w głowie, oczywiście wiedza się przydaje ale sukces i utrzymanie wagi zależne jest tylko od naszej głowy.
Nie chcę żeby ten wpis został odebrany za pesymistyczny bo nie to miałam na myśli,
W końcu się nigdzie nie spieszę, wróciłam na dobre tory i to mnie cieszy, wierzę że waga w końcu się ugnie. Tylko naszła mnie taka anegdotka dotycząca właśnie tej 6.
Jak ją osiągnę to wpis i całą walkę o tą liczbę rozpiszę chyba na 10 stron w pamiętniku ;) Dodam tylko że wiem że cyfry nie są najważniejsze, zgadzam się z tym, mimo tego ta 6 to jest taka bariera do której zawsze się zbliżam i jak już mam ją w zasięgu ręki to znów się oddalam takich sytuacji miałam niezliczoną ilość razy dlatego chcę przełamać to moje fatum.
Buziaki dziewczyny i chudniemy ;)
am1980
25 lutego 2015, 14:13Ja mam to samo, także cię doskonale rozumiem... dieta 100%, zero słodyczy i innych nie wskazanych produktów, 5-6 razy w tygodniu ćwiczenia, nawet przez miesiąc chodziłam na siłownie, wierząc że zmiana ćwiczeń pomoże i też nic, byłam już tak sfrustrowana, że zganiałam winę za brak efektów na tarczycę, ale tu też pudło zrobiłam badania i okazało się, że tarczyca ok.... powiem ci, że jestem już tak zmęczona, że mam czasami ochotę odpuścić, ale jak sobie pomyśle, że w czerwcu jadę na urlop to stwierdzam, że jeszcze mam czas żeby coś ze sobą zrobić.... dlatego walczymy dalej;;;)))
Odchudzajaca_sie_dietetyczka
25 lutego 2015, 17:18dokładnie, do czerwca jeszcze trochę zostało,musimy działać a latem chodzić dumne że osiągnęłyśmy cel no i cieszyć się figurą ;)
Veggi
20 lutego 2015, 14:55Dasz radę, skup się na celu :) A waga, cóż,może woda???
Caffettiera
20 lutego 2015, 00:24No może właśnie dlatego, że jest miks dobrych złych i tragicznych dni, to się waga trzyma :D U mnie też podobnie. Były dni kiedy leżałam na kanapie i jadłam za dużo, potem kilka aktywnych i tak na zmianę. I wyszłam na zero :) Ale wmawiam sobie, że to stabilizacja zrzuconych 3 kg hihi :P U Ciebie też się stabilizuje a potem znowu się ruszy, zobaczysz ;)
Odchudzajaca_sie_dietetyczka
20 lutego 2015, 00:38U mnie raczej te dni wyglądają tak że 7-10 dni wzorowych gdzie waga stoi w miejscu i 3 dni tych "złych" , Może masz racje, ale ja nie jestem przyzwyczajona do takiej stablizacji u mnie waga zawsze spadała już po 3 dniach, nigdy nie stała w jednym punkcie przez te 10 dni i na odwrót po 3 dniach obżarstwa też momentalnie rosła a teraz stoi w miejscu bez względu na wszystko. Jak na razie mam za sobą udany tydzień, może tym razem to za mało czasu aby oczekiwać chociaż minimalny spadek, czekam i zobaczymy jak to będzie wyglądać w marcu ;)
Caffettiera
20 lutego 2015, 12:32ahhh no rozumiem, to frustrujące :< Oby się niedługo ruszyła!:)
Muflon29
19 lutego 2015, 19:32Też czekam na tą wymarzoną 6 z przodu, ehhh.. jeśli cofnę się pamięcią, to ostatni raz widziałam ją dobre 1,5 roku temu... o 5 z przodu już nie wspominam bo było to lata temu ;) chyba najlepiej robić swoje i nie myśleć o niej tyle, a sama w końcu wróci ;) Pozdrawiam
paula15011
19 lutego 2015, 19:03Kiedyś Ci się uda :) Trzymam kciuki!
Grubaska.Aneta
19 lutego 2015, 17:54Hm dobre pytanie jak zejść z tej wagi skoro ona taka uparta niesamowicie :/