Mam dziś wścieczkę. Wczoraj pokłóciłam się korespondencyjnie z mężem (przez telefon). Doprowadził mnie po prostu do szału. Wygarnęłam mu, jak zaczął mi marudzić, że teraz jak otworzę kancelarię to już mnie w domu nie będzie. Ciśnienie mi podskoczyło na maksa. Nic mnie tak ostatnio nie wkurza jak takie teksty. Ludzie po prostu wiedzą lepiej, jakie są moje założenia co do ilości pracy i czasu tam spędzanego. Nikt nie rozumie moich tłumaczeń, że nie jestem pracoholiczką i nie mam zadatków na takową. Że cały ten mój biznes to nie jest moje życie, tylko moja praca. Już mi się znudziło tłumaczyć, bo wszyscy i tak wiedzą lepiej.
No i jeszcze ten mój głupi mąż, takie durnoty wygaduje do spółki. Nie cieszy się, że się udało, że może w końcu jakiś normalny pieniądz zarobię. Zamiast tego martwi się, że obiad będzie na 17 a nie jak do tej pory na 13. No to nawet anioł by wyszedł z siebie i stanął obok.
Przez to wszystko, wczoraj było obżarstwo i na wadze rano pokazało się 84,1 kg. I to też mnie wkurza.
Arnodike
28 września 2010, 12:33z czasem wszystko się ułozy. Pan i Władca chyba musi ciut więcej się udzielać w domku ;-) Pozdrowienia