Minął miesiąc.
Przyznaję, prosto nie było, ale nie było też tragedii :) W sumie na takie "wyrzeczenia" mogę sobie pozwolić :)
Podsumowując miesiąc:
- zrzuciłem 14,5 kg tłuszczu
- zacząłem żyć ciut "aktywniej". Od kilku dni... chodzę... minimum 5 kilometrów dziennie, zdarza się i 10 kilometrów. W sumie 5kilometrów to totalne dzienne minimum, bo tyle mam w obie strony do firmy :) Samochód zostawiłem w cieplutkim podziemnym przydomowym garażu i używam go tylko w sytuacjach ekstremalnych.
Z minusów:
- udało mi się przez weekend przybrać 1kg. Nie wynikało to z załamania diety, bo ją trzymałem, ale najwidoczniej za dużo zeżarłem, zdarza się. Później przez 3 kolejne dni pracowałem nad przywróceniem wagi sprzed weekendu...
- muszę "coś robić". Jak siedzę w domu i się nudzę, to momentalnie dopada mnie głód i żrę więcej - patrz punkt wyżej. Dlatego też wprowadziłem do całej diety "chodzenie". W razie nudy wychodzę i łażę bez celu ;) Słuchawki na uszy i czas jakoś szybciej płynie...
No dobra, zobaczymy jakie efekty będą w kolejnym miesiącu. Zdaję sobie sprawę, że nie będą tak spektakularne, ale mam nadzieję, że zauważalne. Od 5 do 15 marca jestem na urlopie, zatem zważę się dopiero koło 16 marca, więc minie miesiąc i 6 dni. Więc mam nadzieję, że uda mi się przez ten czas zrzucić z 8kg. Byłoby cudownie. Wówczas moja waga wynosiłaby około 105kg i byłbym mocno szczęśliwym człowiekiem z cholerną motywacją, by iść dalej!
koralina1987
11 lutego 2011, 17:01u mnie miesiąc mija jutro:) ale mam o wiele mniej spalonych kilogramów niż Ty...no cóż, ale i tak nie ma co narzekać, lepiej - niż + :) gratuluję i mam nadzieję, że kontynuujesz nadal swoje zmagania:)