Tytuł wpisu w pamiętniku odchudzania:
61. dzień


Witajcie!

Byłam już z córcią na spacerze, zrobiłyśmy zwyczajowe 2km. Całe szczęście, że wyszłyśmy w najlepszym momencie dnia - było ciepło, słonecznie i pięknie.

Przed chwilą byłam na balkonie i widzę, że już pogoda się zmienia. Zerwał się duży wiatr, temperatura spadła, a słońce jest za jakąś mgiełką. Aż ciężko uwierzyć, że w niedzielę ma padać śnieg i ma być przymrozek. Żal mi roślin, które mam na balkonie - właśnie dziś zauważyłam, że rośliny wieloletnie puściły już pączki, a gdzieniegdzie są już nawet małe kwiatki.

Oby wytrzymały.

Córcia już chyba trochę lepiej, chociaż katar dalej ją męczy. Ale kaszel ucichł, gardło już trochę mniej zaczerwienione.

A ja dziś walczę najbardziej z zatokami.

Może uda mi się wieczorem wyjść na spacer - 2 dni nie byłam i normalnie mnie już nosi. Kiedyś to byłoby nie do uwierzenia 😁

Jutro się zważę i zmierzę - upływają mi 2 miesiące walki! Kiedy to minęło :)

W lustrze oglądałam dziś siebie od boku. Naprawdę widzę już zmianę!

Jedzenie:

Śniadanie: 2 kromki, szczypiorek, serek śmietankowy, 6 małych pomidorków, 2 jajka.

II śniadanie: 6 placuszków bananowych z serka waniliowego.

Obiad (w planie): pierogi ruskie z cebulką.

Kolacja (w planie): skyr pitny, odżywka białkowa, wiśnie.

    © Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
    Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.