Witajcie!
Byłam już z córcią na spacerze, zrobiłyśmy zwyczajowe 2km. Całe szczęście, że wyszłyśmy w najlepszym momencie dnia - było ciepło, słonecznie i pięknie.
Przed chwilą byłam na balkonie i widzę, że już pogoda się zmienia. Zerwał się duży wiatr, temperatura spadła, a słońce jest za jakąś mgiełką. Aż ciężko uwierzyć, że w niedzielę ma padać śnieg i ma być przymrozek. Żal mi roślin, które mam na balkonie - właśnie dziś zauważyłam, że rośliny wieloletnie puściły już pączki, a gdzieniegdzie są już nawet małe kwiatki.
Oby wytrzymały.
Córcia już chyba trochę lepiej, chociaż katar dalej ją męczy. Ale kaszel ucichł, gardło już trochę mniej zaczerwienione.
A ja dziś walczę najbardziej z zatokami.
Może uda mi się wieczorem wyjść na spacer - 2 dni nie byłam i normalnie mnie już nosi. Kiedyś to byłoby nie do uwierzenia 😁
Jutro się zważę i zmierzę - upływają mi 2 miesiące walki! Kiedy to minęło :)
W lustrze oglądałam dziś siebie od boku. Naprawdę widzę już zmianę!
Jedzenie:
Śniadanie: 2 kromki, szczypiorek, serek śmietankowy, 6 małych pomidorków, 2 jajka.
II śniadanie: 6 placuszków bananowych z serka waniliowego.
Obiad (w planie): pierogi ruskie z cebulką.
Kolacja (w planie): skyr pitny, odżywka białkowa, wiśnie.