- Dołączył: 2013-03-18
- Miasto: Krzywa
- Liczba postów: 503
21 sierpnia 2013, 18:50
Jestem ze swoim mężczyzną od prawie roku, planujemy niebawem zaręczyny i w przyszłym roku ślub. Mam jednak pewną kwestie, na którą nie wiem jak spojrzeć.Mianowicie:
Po ślubie zamieszkamy u niego, jakieś 5km od mego miejsca zamieszkania. Pochodzę z dużej rodziny. Moja mama nie żyje, cały dom jest na mojej głowie (chodzi o pranie, gotowanie sprzątanie, zakupy. Dodam, że lubię to robić). Nie wiem, jak oni sobie poradzą beze mnie , gdy zamieszkam z mężem. Obawiam się, że dom zostanie tak zapuszczony, że oj... To znaczy nie myślcie, że to flejtuchy, o nie nie.. Pewnie zapytacie czy mam siostrę-mam,jedną. Tzw. 'dziką 13-tkę'. Więc wiecie, jak jest... Ostatnio wyprowadziła mnie z równowagi tekstem: ja nie powinnam tego robić, to ty się tym zajmujesz (gdy poprosiłam o przygotowanie warzyw na sałatkę).
Nie wiem, jak to ogarnąć.. czy przyjeżdżać raz w tygodniu, czy częściej.. Boję się, że mój partner będzie miał mi za złe, że dzielę uwagę na dwa domy. Choć, gdy mówię, że wyjadę za pracą to mówi:'nie jedź, bo dom zapuszczą' eh... Byłyście w takiej sytuacji? Widzicie rozwiązanie?
21 sierpnia 2013, 18:54
a nie lepiej na spokojnie ich zostawić samym sobie i obserwować? wiadomo, że od razu się nie nauczą wszystkiego ale z czasem powinni sobie dać radę. nawet jak na poczatku chatę zapuszczą, to potem przywykną do nowych obowiązków, odgruzują się i będzie dobrze - nie sądzę, żebyś była jedyną niezastapioną, choć oczywiście możesz bywać i pomagać - tylko w miarę swoich mozliwości
- Dołączył: 2013-06-08
- Miasto:
- Liczba postów: 1105
21 sierpnia 2013, 18:58
Stopniowo i powoli odcinaj pępowinę, nie ma ludzi niezastąpionych (nie chcę żebyś mnie źle teraz zrozumiała, oj nie) i muszą sami sobie bez Ciebie jakoś zacząć radzić. Na pewno będzie im trudno na początku ale dadzą radę. Ty zaczynasz już nowe, własne życie. Poświęć się mężowi i zbuduj fundament pod Wasz wspólny dom.
A siostra parę razy zgłodnieje to zacznie sama gotować.
Edytowany przez TheGirlWithThePearlHair 21 sierpnia 2013, 18:59
21 sierpnia 2013, 18:58
no. widzę.
jak wyjdziesz za mąż będziesz miała własną rodzinę stworzyć, a nie niańczyć rodzeństwo i ojca.
rozumiem Cię, ale sorry.
oni maja po dwie rączki.
jedną Prawą drugą lewą.
a nie dwie lewe.
i potrafią coś koło siebie zrobić, daj im szansę.
jak ty to sobie wyobrażasz, że będziesz jeździła zmywać po nich gary?
czy gotować obiadki na tydzień?
jedyne co możesz zrobić, to wyświadczyć im tę przysługę i dopóki z nimi mieszkasz, to NAUCZYĆ ICH dbania o dom i i siebie.
nic więcej
- Dołączył: 2010-05-24
- Miasto: Katowice
- Liczba postów: 3291
21 sierpnia 2013, 18:59
bo to jest tak jak wszytko robi jedna osoba a reszta przychodzi na gotowe...
13 latka to powinna być już Twoją dużą pomocą a nie takie teksty walić.
Ucz ich teraz-przecież napisałaś że ślub w przyszłym roku. Przyuczaj i powtarzaj że jak się wyprowadzisz to będą sobie musieli sami radzić
- Dołączył: 2012-12-28
- Miasto: Kraków
- Liczba postów: 791
21 sierpnia 2013, 19:00
odciąć pępowinę..... i tyle! wychodząc za mąż zakładasz swoją rodzinę, a jak zapuszczą dom to będą żyć w zapuszczonym... w końcu się ktoś za sprzątanie weźmie... gorzkie słowa, ale to prawda... ja po ślubie zajmowałam się jeszcze długo po wyprowadzce domem u mojej mamy... na dwa fronty sie nie da - każdy uważa, że jest najważniejszy, jemu uwaga sie należy.... każdy ciągnie w swoją stronę... nie da sie! odwiedzić ich można, pomóc czasem, ale nie przyzwyczajaj ich do tego, że zawsze bedziesz na zawołanie. co będzie, kiedy urodzisz własne dzieci?
- Dołączył: 2013-03-18
- Miasto: Krzywa
- Liczba postów: 503
21 sierpnia 2013, 19:08
Oj ja to wszystko rozumiem, jednak obaw się nie wyzbędę. Za każde słowo i opinię - dziękuję. Muszę jeszcze dodać, że przez okres studiów w domu bywałam jedynie w weekendy, czasem od już piątku, czasem i do wtorku. Najgorzej było z utrzymaniem porządku i urozmaiceniem obiadów, bo praktycznie co tydzień powtarzało się menu (ale to nie problem, żyją).
Czyli wychodzi na to, żeby dać im możliwość życia po swojemu? Ja siostrze tłumaczę, że przez całe życie nie będę na jej usługach, ale niestety, nic sobie z tego nie robi...
- Dołączył: 2011-12-19
- Miasto: Lublin
- Liczba postów: 5949
21 sierpnia 2013, 19:10
Zrób rodzince wykład na tego, że zaczynasz ich przygotowywać do dorosłości i jeśli chcą pobierać lekcje to jesteś przez najbliższy rok do ich dyspozycji. Chcą się uczyć dobrze, nie chcą ich decyzja. Za jakiś miesiąc (bez względu na to czy się uczą czy nie) zapowiedz, że robią niedzielny obiad samodzielnie, a ty z narzeczonym przychodzicie na gotowe. Możecie kupić lody na deser. Jeśli nic nie ugotują to trudno, wyjmij jajka z lodówki i usmaż dal waszej dwójki jajecznicę na kiełbasce, żeby pachniało. Oni niech jedzą to co niby ugotowali. Potem usiądźcie sobie w ogródku i we dwójkę zjedzcie deser po obiedzie.
Jeśli jednak coś ugotują, to żeby było jak podeszwa zużytego trampka macie jeść ze smakiem i chwalić.
A jeśli będziesz w ciąży, a potem miała malutkie dziecko to dalej masz jeździć i gotować leniom?
- Dołączył: 2011-12-19
- Miasto: Lublin
- Liczba postów: 5949
21 sierpnia 2013, 19:12
szansanacud napisał(a):
Oj ja to wszystko rozumiem, jednak obaw się nie wyzbędę. Za każde słowo i opinię - dziękuję. Muszę jeszcze dodać, że przez okres studiów w domu bywałam jedynie w weekendy, czasem od już piątku, czasem i do wtorku. Najgorzej było z utrzymaniem porządku i urozmaiceniem obiadów, bo praktycznie co tydzień powtarzało się menu (ale to nie problem, żyją). Czyli wychodzi na to, żeby dać im możliwość życia po swojemu? Ja siostrze tłumaczę, że przez całe życie nie będę na jej usługach, ale niestety, nic sobie z tego nie robi...
Przestań robić w domu cokolwiek. Powiedz, że wszyscy tu mieszkacie i macie obowiązki i przywileje. I teraz Ty masz takie same przywileje jak oni, czyli nie pierzesz, nie sprzątasz, nie gotujesz itd. Ostatecznie wytrzymasz tydzień albo dwa. A jak będzie w domu syf to po drodze zaproś do domu kolegę siostry. Powinno podziałać.