Temat: Uzależnienie od... ćwiczeń

Zaznaczam, że zdaję sobie sprawę z tego, iż moje pytanie jest dość nietypowe, bo rzadko się o tym słyszy, ale ja faktycznie mam taki problem. Założyłam ten temat, bo zastanawiam się czy któraś z Was również boryka się z takim uzależnieniem... [to tyle w ramach wstępu, a teraz przejdę do meritum...]

Otóż - mam obsesję na punkcie [konkretnych] ćwiczeń fizycznych, nie wyobrażam sobie doby bez kilku godzin poświęconych ćwiczeniom fizycznym. Nie zaniedbuję studiów, to akurat jest dla mnie priorytet - zresztą potrafię jednocześnie ćwiczyć i się uczyć, to nie jest problem... gorzej z moimi interakcjami społecznymi, tzn. mój chłopak [słusznie] twierdzi, że przez to co robię nie mam czasu dla Niego... faktycznie jest bardzo okrojony,  a dodatkowo - ja przy każdej nadarzającej się okazji proponuję ruch [rower, bieganie, długie spacery] - to mnie odpręża i nigdy nie mam dość.
Czy spotkałyście się z czymś podobnym?
chciałabym tak...
o kurcze, o czymś takim nie słyszałam. Wiem, że Tobie pewnie przeszkadza takie uzależnienie, ale ja chciałabym być zmobilizowana do ćwiczeń.
Podepnę się do tematu ;) Też ostatnio sporo ćwiczę. Zrobiłam kilkudniową przerwę (goście) i też zjadało mnie straszne poczucie winy że nic nie robiłam, zwłaszcza że w związku z wizytą jadłam bardziej kalorycznie niż normalnie :/ Zastanawiam się co zrobię w wakacje, gdzie czekają mnie trzy wyjazdy, w tym dwa na dwa tygodnie :/ Macie jakiś pomysł? Jadę na m.in. na obóz i za granicę gdzie będziemy mieszkać u rodzin i głupio mi tak przy obcych ludziach przebierać się w dres i fikać im w domu fitnessy :/ Bo mi właśnie o fitness chodzi, całe sekwencje znam na pamięć i mogę do muzyki skakać przez godzinę, ale, jak mówiłam, głupio mi tak przy ludziach. Jedyne co mi przyszło do głowy, to wstawać wcześnie rano i biegać po okolicy, ale nie wiadomo czy będzie czas... Jak sobie radziłyście w podobnych sytuacjach?
sniezka02 tak, to moje nogi... tzn. NA SZCZĘŚCIE [sic!] już tak nie wyglądają! Byłam wychudzona [jestem dość wysoka], ale to się wiązało z inną historią... pfff, pfff, było, minęło :] Teraz nie ograniczam słodyczy [jak już parokrotnie zaznaczałam], nie ćwiczę po to żeby schudnąć, to mój nałóg. Ćwiczę dla endorfin. Nie zamierzam wklejać tutaj zdjęć, bo nie w tym celu założyłam ten wątek :] Nie chcę żeby ktokolwiek mnie oceniał [dlatego nie dołączyłam do grona osób pytających... 'ile ważę?' :] z całym szacunkiem dla tychże osób... :)] Chciałam tylko wiedzieć czy ktoś też się z tym zmaga...
Ja mam podobny "problem" (bo za problem tego nie uważam i nie uważa nikt z mojego otoczenia - jeszcze). Jeśli mam zaplanowane na dany dzień ćwiczenia (ćwiczę z harmonogramami różne programy teeningowe), to choćby się waliło i paliło - muszę je wykonać. Nie cierpią jednak na tym ani moje obowiązki, ani relacje z ludźmi. Chłopak w ogóle nie narzeka, nawet jeśli muszę ćwiczyć przy nim, a i czas dla znajomych znajduję - chociaż zazwyczaj spędzamy go aktywnie.
Jednak nie potrafię wyjść wieczorem gdziekolwiek, jeśli wiem, że wcześniej nie wyrobię się z ćwiczeniami. A mając do wyboru ćwiczenia albo makijaż/fryzurę na owe "wyjście", zawsze wybiorę to pierwsze. Dlatego zawsze wcześniej planuję dzień (rytm wyznaczają mi posiłki - kolejne uzależnienie) i strasznie się wkurzam, kiedy ktoś próbuje wcisnąć mi coś ponad to, co sobie zaplanowałam...
uzaleznienie od adrenaliny jest wyniszczajace dla organizmu mysle ze z endorfinami tez moze byc cos podobnego ..
Pasek wagi

paulaaa17 napisał(a):

chciałabym tak...


nie chciałabyś. przegięcie w żadną stronę nie jest dobre i kiedy nic innego Cię nie obchodzi tylko to czy i ile ćwiczyłaś to to jest nienormalne
unodostress masz całkowitą rację...

papaliona napisał(a):

witam ja też mam taki problem o ile można to nazwać problemem ,ćwiczę 6 razy w tygodniu,jeśli zdaży mi sie jakiś dzień pominąć jestem po prostu zła.Wszystkie ćwiczenia zapisuję włącznie z czasem i ilością powtórzeń, ale jest to moja pasja i jestem z tego dumna ;-}Tak trzymaj

 

Mam podobnie z tym zapisywaniem.Jeśli jednego dnia zostanie puste okienko przynajmniej z jednym ćwiczeniem w dniu następnym robię je podwójnie , bo okienko być puste nie może......Obecnie ćwiczę  7 dni w tyg, i juz martwię się co będzie we wrześniu jak dziecko pójdzie do szkoły, doba stanowczo będzie za krótka :(

Myślicie, że warto pójść z tym [relatywnie] problemem do specjalisty? [psycholog] Ktoś był?

© Fitatu 2005-25. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.