Witajcie. Wczoraj wieczorem mój mąż zaczął mówić do mnie "A...Albo nie, nie powiem bo będziesz zła." No to się dopytuje, o co chodzi a ten kusiciel: "A bo wiesz, przejeżdżam często rowerem obok tego kebaba co lubisz i czy byś się obraziła gdybym Ci kupił". Gdy mój mózg usłyszał kebab, nie było już odwrotu... Już wiedziałam, co zjem następnego dnia na obiad...
Tak. Zjadłam dzisiaj kebaba na obiad i to dużego i nie czuję z tego powodu żadnych wyrzutów. Ostatnie dni czuję się tak beznadziejnie, że po prostu zasłużyłam na nagrodę za cierpienie. Tężyczka mnie dobija. Moje ciało jest głodne. Kebab jest tłusty i pożywny. Ma warzywa i mięso. To zdrowe.
Przed objadem wypiłam ocet jabłkowy żeby wyrzut insuliny ze szczęścia mnie nie powalił. Dzięki temu spałam po obiedzie tylko godzinę, a nie tradycyjnie 2.
Potem czas na trening. Od ostatniego treningu z Chinką na brzuch nadal mam zakwasy. Dzisiaj ćwiczenia na pośladki. Pół godziny. Męczące, mimo że wczoraj miałam dzień przerwy a wg planu treningu Chinki powinnam zrobić ten trening wczoraj. Potem wlazłam na orbitrek i karnie pochodziłam pół godziny. Parę razy miałam uczucie, że zaraz stracę równowagę i osunę się na podłogę. Mocy po tym treningu siłowym zupełnie nie miałam by jeszcze to cardio robić. Ale jakoś zrobiłam.
Nie wiem czy jeszcze poćwiczę coś w tym tygodniu, wszystko zależy od regeneracji. Bądź co bądź zrobiłam 6 treningów - 3 orbitrek i 3 siłowe. Po siłowych naprawdę jestem zmęczona, co mnie dziwi. Jak chodziłam na orbitreku na większych obciążeniach to nie byłam tak zmęczona jak teraz po tych wykrokach i innych takich. Ale na pewno nie będę robić treningu według planu Chinki bo nie dałabym rady. Zmodyfikuję go pod siebie. W ogóle to jest plan dla średnio- i zaawansowanych a nie dla takich amatorów jak ja...
Po kebabiku zjadłam normalnie kolację - skyr z pestkami dyni, banan z masłem orzechowym, 3 kostki gorzkiej czekolady, cheetosy. Próbuję pozyskiwać magnez z diety, bo jak widać suplementacja dwa lata nic nie dała.
Przypadkiem sprawdziłam dziś, że do lata (21 czerwca) zostało od dziś dokładnie 100 dni. To całkiem dużo jak na zmianę sylwetki, zrzucenie paru kilo i centymetrów w obwodach. Nie ma więc co się zajeżdżać. Odchudzanie wymaga czasu, a czas i tak upłynie.
Obejrzałam też dzisiaj ciekawy film na kanale "Grube historie" o dziewczynie, która jest na diecie lwa. Tzn. je samo mięso i tylko mięso. Bo po innych rzeczach boli ją głowa i cierpi na jakąś chorobę. Ja bym tak nie mogła, bo lubię jeść różnorodnie, ale planuję zwiększyć ilość mięcha w diecie bo tężyczkowcy potrzebują białka żeby magnez się wchłaniał. Z tego filmiku dowiedziałam się że najlepsza jest wołowina bo w kurczakach i świni są toksyny. Czas odżywiać ciało, a nie je zagładzać.
telimena36
14 marca 2025, 14:39Oj tam oj tam co tam jeden kanab na tyle ćwiczeń już go dawno spaliłaś. Powiem ci że masz powera w przeciwieństwie do mnie. Im dłuższe i powolne odchudzanie tym dłuższe i lepsze efekty.
Tetania
14 marca 2025, 20:19Niby tak...choć w zeszłym roku schudłam 10 kg w poł roku, czyli wolno, a potem wszystko odzyskałam w 2 miesiące i jeszcze z nawiązką 😭