Dziś obudziłam się i za oknem zobaczyłam śnieg... Jupi jupi jupi zakrzyczało moje wewnętrzne dziecko, po czym radość trochę przygasła bo dorosłe wewnętrzne dziecko przypomniało że muszę wyruszyć autem w tą nie najlepszą pogodę...
Nic to pomyślałam sobie, pomalutku będę jechać i muszę umówić się na zmianę opon...
Jak tylko wróciłam po odwiezieniu starszaka do przedszkola, zjadłam śniadanko razem z młodszym, który wstał właśnie jak wróciłam, ogarnęłam swoją hacjendę standardowo, wstawiłam pranie, pozbierałam to które wyschło i przyszykowałam sobie już w piecu.
Tak więc jestem już prawie obrobiona jak na tą godzinę
W planach na dziś jeszcze prasowanie, bitwa na śnieżki jak wrócimy z przedszkola i może jeszcze uda mi się powynosić trochę przetworów do spiżarki to w domu zrobi się luźniej w szafkach....
W tym tygodniu chciałabym jeszcze nastawić ciasto na pierniczki, które leżakować musi co najmniej 4 tygodnie i kupić farbę by pomalować ściany w pokoju chłopaków...
W następnym tygodniu chciałabym pomalować pokój chłopaków a w kolejnym może uda mi się zabrać za takie gruntowne sprzątanie przedświąteczne... Pomalutku i bez nerwów, a potem zostanie już tylko kosmetyka mieszkania.. Taki jest plan a co albo ile z niego wyjdzie to się okaże....
A póki co idę robić drugie śniadanie, dziś będzie omlet z dżemikiem truskawkowym własnej produkcji... Mam nadzieję że mój niejadek też się skusi....
Udanej środy
Piegotka
9 listopada 2016, 16:02Ja lubię wszystko sobie wcześniej zaplanować żeby potem nie na ostatnią chwilę, bo wiadomo coś wyskoczy albo dzieciaki... ☺ a atmosfery też jeszcze nie czuję hi hi. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na wpis i Ciebie ☺
angelisia69
9 listopada 2016, 13:32tez zawsze 1szy snieg tak na mnie dziala,w Wawie juz jest moze i jutro do mnie dotrze ;-) Juz widze przedswiatecznie u was ;-) ja jeszcze nawet 1palcem swiat nie czuje :P Pozdrowionka