Wlasnie zeszlam z wagi....katastrofa 84,6 ale teraz moge wam sie przyznac,ze w miedzyczasie bylo juz 86 wiec troszke jestem zadowolona.Centymetry az tak bardzo sie nie pozmienialy oprocz obwodu uda i lydki wiec tez jeszcze nie powod do zalamki.Wreszcie czuje sie zmotywowana....ostatnio bardzo zle sie czulam ze soba,szczegolnie jak gdzies mialam wyjsc i powoli wszystko robilo sie ciasne...wtedy wlasnie docieralo do mnie jak zaprzepaszczam to co udalo mi sie osiagnac.Doszlam do wniosku,ze najwiekszy blad lezy w tym,ze planuje zawsze za duzo i pozniej mnie to przerasta i wszystko rzucam.Teraz podzielilam wszystko na etapy i bede stopniowo dodawac kolejne zmiany.Mysle,ze tak bedzie najlepiej.
Plan na pierwszy tydzien:
1. Wycofac slodycze.
2.Wprowadzic piec posilkow.
3.Przeprosic sie z rowerem stacjonarnym.
Jak to zrealizuje w 100% to bedzie dobrze....powolutku ale do przodu tak zawsze najlepiej mi szlo.
Wlasnie wyprawilam meza na meski weekend wiec mam duzo czasu dla siebie...bede zbierac sily....Wam zycze milego weekendu!!!!
- Pomoc
- Regulamin
- Polityka prywatności
- O nas
- Kontakt
- Newsletter
- Program Partnerski
- Reklama
- Poleć nasze usługi
© Fitatu 2005-24. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Serwis stosuje zalecenia i normy Instytutu Żywności i Żywienia.
geller
22 lipca 2008, 23:34milo uslyszec, ze czujesz, ze motywacja wrocila! Trzymaj sie tego uczucia mocno i probuj! Male kroki to bardzo dobre podejscie! Lepiej osiagnac cos powoli niz wcale! a to ryzykujemy gdy chcemy bardzo i bardzo sie ograniczamy. Postanowienia na tydzien bardzo dobre - na pewno Ci sie uda! Trzymaj sie i trzymam kciuki!
bezkonserwantow
22 lipca 2008, 16:52<img src="https://vitalia.pl/img151/9719/27hj0.jpg" border="0" alt="Image Hosted by ImageShack.us"/><img src="https://vitalia.pl/img151/9719/27hj0.b15c6e5655.jpg" border="0">