Wlasnie schrupalam jablko, na lunch dzis mieszanka zalat z pomidorkami koktajlowymi i kromka zytniego pieczywa chrupkiego.
W biodrach czuje, ze jest mi luzniej, ale bebech nadal opuchniety. Na wage na razie jeszcze boje sie stanac, pomiarow tez jeszcze nie bede robic. Poczekam do przyszlego tygodnia. Powinno wdety ladniej wyjsc... ;-)
Wiosna wczoraj byla pelna geba, a dzis znow chmury. Uroki zycia w Luksemburgu... Ale i tak mam zamiar sie zmusic po pracy do co najmniej pol godzinnego intensywnego marszu. moze nawet z podbieganiem. A co! :)
Milego dnia vitalijki!
motylek08
14 marca 2012, 16:15pewnie każda aktywność fizyczna jest dobra ;)
Dejav
14 marca 2012, 14:25Oj, ja tez sie waze dopiero jak wyraznie czuje, ze cos tam ubylo, zeby sie niepotrzebnie nie dolowac :-) A do intensywnego marszu / truchtu zmuszaja mnie 2 psy, one zawsze maja ochote na dlugie spacery, najlepiej biegiem ;-) Pozdrawiam
paulina65
14 marca 2012, 12:24Zdrowe odżywianie na pewno zdziała cuda. Z mojej diety najbardziej lubię chrupać jabłuszka właśnie. Niesamowicie poprawiają przemianę materii. Trzymam kciuki!