No tak.
Tytuł wpisu zupełnie nieadekwatny do stanu rzeczy.
Na razie powrót do diety pozostaje w sferze marzeń. Jak zwykle potrzebuję solidnego kopniaka aby się zmobilizować i ruszyć do dalszego boju.
W dodatku jestem przed babodniami więc jeść mi się chce więcej.
Na Vitalii widać, że zrobił się poświąteczny ruch i aż serce raduje że Wy dziewczynki tak ochoczo porzuciłyście świąteczne smakołyki i powróciłyście na dobrą drogę zdrowego odżywiania.
Ja się staram.
Przynajmniej tego mi nikt nie zarzuci - braku starania.
Tytuł wpisu zupełnie nieadekwatny do stanu rzeczy.
Na razie powrót do diety pozostaje w sferze marzeń. Jak zwykle potrzebuję solidnego kopniaka aby się zmobilizować i ruszyć do dalszego boju.
W dodatku jestem przed babodniami więc jeść mi się chce więcej.
Na Vitalii widać, że zrobił się poświąteczny ruch i aż serce raduje że Wy dziewczynki tak ochoczo porzuciłyście świąteczne smakołyki i powróciłyście na dobrą drogę zdrowego odżywiania.
Ja się staram.
Przynajmniej tego mi nikt nie zarzuci - braku starania.
GosikO
27 marca 2008, 21:26A ja i tak Ci zazdroszczę, już masz do wymarzonej wagi mniej niż więcej, aa i tyle kilogramów za sobą, naprawdę zazdroszczę (oczywiście zdrową zazdrością:)
malgoska1571
27 marca 2008, 21:05Słuchaj to aż 4 dni-szkoda!A imprezy ciągle jakieś będą .Ty masz sie nauczyc tak zyc aby właśnie gdy są imprezy zjeść co nieco ale bez przesady ,bo nasze zycie to ciagła walka o ładna figure.W niedziele do mnie przychodza goście i co mam powtórzyć święta,a w przyszłym tygodniu imieniny taty i co?Co mi radzisz?
zosienka63
27 marca 2008, 19:59A czemu porzucasz dietkę ? Już tyle osiągnełaś , szkoda by było to stracić . Super wyglądasz na ostatnim zdjęciu , robi się z Ciebie laska . Pozdrawiam Stasia
malgoska1571
27 marca 2008, 19:31No kochana to przestń się starać i zacznij to robić!!!Czekam!!!
Kirys
27 marca 2008, 17:29Mój wniosek,że o diecie i kaloriach trzeba mśleć ciagle, bo ta podświadoma presja przyjamniej jeśli nie odchudza, to nie pozwala obzerać się. Te babaodni rzeczywiscie coś w sobie maja, ja tez najeść się nie mogę.
psmwt
27 marca 2008, 11:32I o to chodzi, żeby się starać. Jedzenie jest naszą słabą stroną więc nie oczekujmy od razu za wiele. Kiedyś starałam się automatycznie wrócić do ścisłej diety i kończyło się to tym, że w południe miałam to gdzieś i znowu jadłam bez ograniczeń. Teraz bardziej wyczuwam swoje potrzeby i dostosuwuje się do nich. Efekty są lepsze. Cierpliwości jesteś na dobrej drodze...
endo
27 marca 2008, 11:30ja tez sie staram - jak mogę, czasami idzie mi lepiej a czasami gorzej, najwazniejsze chyba żebyśmy chciały w tym trwać a nie porzuciły w kąt.
izabelka1976
27 marca 2008, 10:39tytuł wpisu jak najbardziej adekwatny do tego z czym się zmagasz. Przecież walczysz!!! Co prawda chwilowo nie z tłuszczem, ale z sobą ;o))) ale wierzę, że już niebawem powrócisz do diety i cwiczeń!!! Ja w Święta doszłam do wniosku, ze wolę być głodna i czuć się lekko niż chodzić przejedzona z kamiemiem w żołądku. Ochhh, jak dobrze, ze te swięta już mineły, a następne za tyyyyyle miesięcy :o))) Pozdrawiam serdecznie!!!!