Schudłąm:)
Schudłam huuuraaaa!!!!!!!!
Radość wielka, na tyle duża, że... piję sobie czerwone winko, zamiast kolacji:) Nie wiem czy to rozsądne, ale co tam, zmęczyłam się dziś fizycznie, psychicznie... potrzebuję tego.
poniedziałkowy koszmar
Brrr...okropny dzień, poszłam spać o trzeciej w nocy, potem co godzinę budziłąm się, bojąc się, że spóźnie się do pracy... W efekcie zaspałam, zdążyłam z trudem... Ze sniadania nici, do pracy nic nie wzięłam... Wróciłam o czwartej, zjadłam resztki wczorajszej kaszy i warzyw z kanapką grahama:) Teraz jestem w kropce, musze zdecydowac co dalej...co dalej... będę jeść...
No i jeszcze chyba przeziębiłam pęcherz, okropieństwo, koleżanka odcięła mi kilka tabletek Furaginum. Mam nadzieję, że pomogą. Mam taki charakter pracy, że nie mogę biegac do toalety kiedy chcę. Zobaczymy co będzie dalej.
Doprowadzilam dziś menu do absurdu, boli mnie pęcherz, latam co chwilę do toalety, nie pójdę więc chyba na ćwiczenia... Bleeeeeeeeee Mam doła.
Rozważania przy gotowaniu zupki z papryki
Zupka się gotuje, pachnie dość kusząco...
Jakoś trwam, choć dziś wyjątkowo zimno i ciężko mi czekać. Znów robie wszystko na ostatnią chwilę. Zamiast przygotowac zupę wczoraj, wrócić z pracy i ja zjeść, to ja głodna biegam po sklepach, teraz mieszam i czekam... czekam...
Kolejny raz pokazałam brak zorganizowania, konsekwencji, to dotyczy różnych płaszczyzn mojego życia:( Ciężko mi z tym, a nie potrafie na trwałe tego zmienić... człowiek to jednak istota ułomna...
No i po Sylwestrze:)
Nie powiem, że było idealnie, bo nie było. Bardziej chodzi o regularność poisłków niz o ich zawartość kaloryczną. Ciekawe co jutro pokaże waga. Dzisiaj jeszcze dochodzę do siebie, ale na step pójdę, choc jest na 21.00 i naprawdę mi się nie chce. Zimno dziś jak diabli, brrrrr....
Powoli przyzwyczajam się, zjadam śniadanie (idzie ciężko, nigdy tego nie robiłam), choć przełykanie o 6.30 sprawia mi niemało kłopotów. W pracy pije kefir i zajadam sie jabluszkiem.
Udaje sie po zielona herbatke...
Zaczęłam...
No i zaczęło się... Juz wczoraj próbowałam się przygotować do dietki, więc jadłam wedle wskazań (no może prawie wedle wskazań). Śniadanie mnie powaliło... Matko, ja nie jadam śniadań, a teraz wciągnęłam jogurt, grahamkę i banana. Jestem objedzona. Dziasiaj będzie ciężko, muszę poprzstawiać kolejność, wyjeżdżam na długo, wrócę ok. 18.00 i wtedy przygotuję obiad, nie zjem więc kolacji. Mam nadzieję, że to nie zrujnuje planu.
Na razie mam zapał. Oby jak najdłużej.
To ja:)
Witam siebie, własne słabości, lęki, swój brak wiary, konsekwencji, samozaparcia... Witam z nadzieją, wiarą, umiarkowanym optymizmem...
Jutro dostanę opis swojej diety, dokonam zakupów i zawalczę... Kolejny raz, trochę sie boję, najbardziej wstydu przed samą sobą. Ale na dzień dzisiejszy zrobię wszystko, by się udało...