Dzisiaj dzień u mnie dość byle jaki. Spędziłam na zakupach 5 godzin, w poszukiwaniach produktów spożywczych, co ciekawe zwykle te produkty są w każdym sklepie jednak tak dobrze dziś nie mogło być, wszystko wykupione jak przed jakąś apokalipsą, a nie kupuje w sklepach osiedlowych tylko w marketach (nie stać mnie na kupowanie w małych sklepach tej samej mąki o 2 zł drożej niż markecie w imię niezrozumiałej idei wspomagania takich sklepów). Przez to uległam namowom mojej ciotki, aby wstąpić do niej na kawę i zjadłam tam 4 pierniczki. Więc do słoika ląduje 40 gr :(. Nie dam rady dzisiaj odbyć treningu, gdyż jestem wycieńczona i zaraz wskoczę do łóżka i do jutra nie wstaje. Z nordic walking też nici, gdyż jest bardzo zimno (-10 C), a ja nie dawno miałam grypę i nie mam zamiaru pozwolić jej wrócić.
Mam 3 dobre wiadomości:
znalazłam 60 gr
dostałam w prezencie fajny plecak
kupiłam sobie worek treningowy w stonce za 19.99 :)
Pozdrawiam
:)
malinkapoziomka
7 stycznia 2013, 21:36oj, masz rację. lepiej żebyś się nie zaziębiła, więc trochę powymachuj w domu nogami, niż rozłożyć się na dobre przez choróbsko. Trzymaj się cieplutko. pozdrawiam!