Końcówka 26tygodnia mija pod znakiem zniecierpliwienia i zmiennego nastroju. Tak naprawdę mam wrażenie, że im bliżej tym dalej. Jeszcze kilkanaście długich tygodni.
Samopoczucie różne, znów powracają mdłości po niektórych pokarmach i senność, choć to może bardziej przez tą paskudną pogodę, no i te wątpliwości...
Coraz więcej myślę, o dniu porodu, o ruchach mojego dziecka czy nie jest ich za mało? czy wszystko u niego w porządku? czy ja sobie ze wszystkim poradzę? co jeszcze powinnam kupić? co powinnam wiedzieć? czy będę wiedziała, że to już?
No i kto tam mieszka? Bo przy ostatniej wizycie dowiedzieliśmy się, że jednak nie wiadomo czy będzie to córcia a szansa zarówno na chłopca jak i dziewczynkę wynosi 50%, nie za wielka podpowiedź :) Może przy następnej wizycie dzieciątko zdecyduje się pokazać "całą prawdę" :)
Brzunio rośnie jak opętany a waga póki co troszeczkę się wstrzymała. Wiem, że dopiero wejdę w III trymestr i jeszcze wszystko przede mną, ale myślę, że mam realną szansę zmieścić się w celu, który sobie założyłam.
Od ostatniego wpisu zużyłam jeszcze prawie 2 tubki kremu na rozstępy "Zjaja Mamma mia" i przy nim pewnie zostanę. Szybko się wchłania, pozostawia delikatną warstwę ochronną na skórze, nie jest jakiś bardzo tłusty i nie obciąża zbyt mocno mojej kieszeni :) Nowych rozstępów jak do tej pory nie zauważyłam.
Na koniec ja i mój maluszek :)
Miłego dnia wszystkim!