Tytuł wpisu w pamiętniku odchudzania:
wpisik.
8 stycznia 2013
Powolutku sobie cwicze, humor dobry, wiecej sil witalnych. Normalnie siebie nie poznaje, czekam z niecierpliwoscia jk tylko Tosia zaśnie albo ktoś sie nią zajmie, a ja wtedy hop! ubieram swoje dresy, buty sportowe, włosy w kite i dawaj! Odpalam kompa i smigam z Ewką! Zaczelam cwiczenia wczesniej od turbo (pierwszy dzien cwiczen) ale stwierdzilam ze to nie ma sensu gdy po 20minutach bylam ledwo zywa, nawet nie wykonuje dokladnie cwiczen, dlatego wole robic skalpel ktory robie dokladnie a i tak na koniec pojawiaja sie kropelki potu i satysfakcja, ewentualnie dodaje cwiczenia z gwiazdami albo balanca albo szok z Beatą i wtedy sumienie czyste, nastrój zupełnie inny, aż chce cwiczyc więcej i więcej! I jestem z siebie taka dumna ze się kolejny raz udało 45minut od początku do końca dokładnie zrobić i po krzyku! :) Ach jak mi dziś dobrze i lekko! :) a i tak duzo mam znów do stracenia bo wróciłam do wagi z początku paska przez święta itd. więc znów chce o siebie waczyć, tym bardziej, że mam jedyne i najważniejsze dla mnie postanowienie noworoczne :) Ahoj!
kachagrubacha.wroclaw
14 stycznia 2013, 03:54Ja robilam skalpel i teraz probuje przeskoczyc na kilera, bo turbo to dla mnie ciut za duzo. Jeszcze nie daje rady zrobi calych 45 minut ale ide powoli... prawda jest taka, ze pierwszy raz jak probowalam killera to trzymalam sie scian i plakalam jak dziecko, teraz doszlam juz do 30 minut. Pozdrawiam i zycze wytrzymalosci :)
Siranel
8 stycznia 2013, 22:49trzymaj się postanowień i chudnij :)
kaja1617
8 stycznia 2013, 22:23O jesteśmy w takiej samej sytuacji :) I fajnie! Możemy się razem wspierać :) Też jestem z Ciebie dumna że dajesz radę! :) I że ćwiczysz oczywiście :) Ah i to nastawienie, jakbym widziała siebie :) Trzymam kciuki! Buziaki :* PS. Dzięki za zaproszenie :)