Vitalia.pl  dieta, odchudzanie, fitness Vitalia - dieta, odchudzanie, fitness

Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Kiedyś 68 kilogramów, ale było też już 51. Trochę odpuściłam i parę kg wróciło...

Tasiarzyna

kobieta, 25 lat,

156 cm, 58.20 kg więcej o mnie


Postanowienie noworoczne: Dojść do równowagi pomiędzy ciałem a umysłem

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

[penne z brokułami i sosem z sera pleśniowego...]

22 stycznia 2012 , Komentarze (4)

... czyli zachciewajki przed-okresowe.

Zazwyczaj przed @ łapie mnie na słodkie ale tym razem mogłabym zjadać ser pleśniowy na kilogramy. Dosłownie.
 I tak kiedy sobie szukałam w necie walorów odżywczych owych serów trafiłam przypadkiem na przepis właśnie z brokułami.
O matko, co za pychota :) Zresztą kto się lubuje w serach pleśniowych powinien takiej opcji koniecznie spróbować!



Potrzebne nam są:
- rzecz jasna ser pleśniowy -  Lazur niebieski, ok.10-15 dkg
- brokuł
- śmietanka 30% (podobno w wersji light można użyć nawet mleka 3,2% )
- świeżo zmielony pieprz
- oliwa
- makaron penne.


Wykonanie jest banalnie proste - gotujemy penne i brokuła najlepiej al dente. W międzyczasie rozpuszczamy ser na oliwie, na małym ogniu, dodajemy ok. pół kubeczka śmietanki i pieprzymy dość odważnie. Układamy makaron, na nim brokuł i brokuła polewamy owym sosikiem. Cud miód :)



Całość ma trylion kalorii jak widać ale spokojnie wyjdą z tego dwie ładne porcje.
Nawet mojej mamie, która za "wynalazkami" nie przepada smakowało :)

Teraz o chudnięciu. A raczej jego - mam nadzieję - chwilowym braku. No @ już jest więc "to okresu wina" :P A tak na serio to mało się ruszałam - najpierw zapalenie zatok i antybiotyk, potem drugie zmiany i zero basenu. Teraz mam cały tydzień na rano więc postaram się minimum te dwa - trzy razy popływać. Z doświadczenia wiem, że jak nie mam ruchu to nie chudnę :]

Mam też postanowienie wypijać codziennie jedną butelkę wody (1,5l). Mam tak suchą skórę, że aż porobiły się łuszczące placki. I na pewno piję za mało - i jak już coś to tylko mocna, gorzka herbata a to sprzyja wysuszaniu skóry.


Uciekam na relaks do wanny i lulu bo o 5 pobudka.




Dodaj komentarz

[...i po świętach]

28 grudnia 2011 , Komentarze (3)

Na wadze - 60,3 kg. W sumie tego się spodziewałam...
Pewnie spadnie za dwa, trzy dni poniżej sześćdziesięciu, nie mniej jednak troszkę zabolało - ale tak widocznie miało być. Mam tylko dwie wyjściowe pary spodni i kilka par "ledwodopinjącychsię".
Czekają :) 


Moje pierwsze postanowienie noworoczne:
***dojść do równowagi z ciałem, nie tracąc przy tym równowagi w głowie ***

Zjadłam dziś ostatni kawałek Kopca Kreta - niedługo chyba sama bym się w ciasto zamieniła.

Uciekam, bo praca od 10 do 18 to najgorsze rozwiązanie - nic mi praktycznie z dnia nie zostaje. Ale jeszcze tylko do końca roku - potem dwie zmiany :) A w ogóle to jestem chora i spać nie mogę przez zatkany nos...

Teraz tylko czekanie na Nowy Rok a potem......
...... wyczekiwanie wiosny!







Dodaj komentarz

[święta, święta...]

25 grudnia 2011 , Komentarze (7)

Hej :)

Wreszcie mogę odpocząć. Dziś "leżenie bykiem" pełną parą :P
Brakuje mi w ciągu roku takich dni... Dni kiedy nikt za niczym nie goni, niczego nie musi...

Wigilia minęła w bardzo fajnej acz dość gwarnej atmosferze - było 30 osób więc nie sposób uświadczyć ciszy :) Ale może to i lepiej mieć taką dużą rodzinę... Nie za wszystkimi przepadam ale ten jeden raz fajnie, że są właśnie wszyscy.
Dziś odpoczywam i żadna siła mnie z fotela nie ściągnie, a co :P


O wadze na razie nie chcę pisać - pewnie jest w granicy 61-60 kg. Jestem najedzona ale chyba nie-przejedzona a to dobrze. Myślę jednak już nad postanowieniami na nowy rok - i tymi wagowymi właśnie też. Uważam, że z moją psychiką jest na tyle dobrze aby na spokojnie, powoli przywrócić moje ciałko do właściwego stanu ;) I wcale nie chcę się wychudzać - jak uda mi się na spokojnie dojść do 53-52 kilogramów to zrobię wszystko żeby tą wagę utrzymać. 

Spokojnego świętowania!!


moja choinka, która miała być 5razy mniejsza :P






Dodaj komentarz

[dzień 2]

27 października 2011 , Komentarze (6)

Zbieram się do napisania już hoho, a może i dłużej. Wciąż nie osiągnęłam celu, wręcz przeciwnie - przytyłam. Już się z tym trochę oswoiłam choć ujrzenie na wadze prawie sześćdziesięciu kilogramów było dość traumatycznym przeżyciem :P

Kolejny raz (nie chcę pisać, że ostatni) spróbuję coś z tym zrobić. Plan póki co mam taki:
- spisuję wszystko co jem - nie wiem czy zawsze będzie mi się chciało tak skrupulatnie wszystko wyliczać ale może się w to "wkręcę" :P,
- robię wreszcie użytek z karnetu na basen i fitness,
- dbam o ciało - w sensie masaże i balsamy.

Wczoraj miałam dość krótki dzień ze względu na nocną pracę. Moje menu wyglądało tak:


    kcal B[g] T [g] W[g]
1. mleko 2% 176 11,7 6,9 17
  cini minis  231 2 4 44
2. 2 kajzerki 356 10 4 70
  twaróg półtłusty 106 15 4 3
  camembert  73 7 7 0
3. szarlotka 160 1 7 40,3
  2 jaja na miękko 156 14 11 1
  kajzerka 178 5 2 35
  camembert  73 7 7 0
    1509 72,7 52,9 210,3

Kalorycznie nawet ok, ale pod względem ilości węgli już nie. Wiem, że wszystko jest do zrobienia choć oczywiście łatwo nie będzie. Dość już mam biegania w jednych spodniach bo pozostałe pary leżą w szafie za małe. Nie czuję teraz presji żadnego wyjazdu, ważnego wydarzenia czy czegokolwiek innego. Chcę na spokojnie, powoli dojść ze sobą do ładu :)
Waga na dziś - 58,5 kg.






Dodaj komentarz

[bez tytułu]

1 sierpnia 2011 , Komentarze (4)

Witajcie.
Pamiętnik zarasta mi kurzem więc pora coś napisać. Nie uda mi się osiągnąć celu do urlopu. Stoję ciągle w martwym punkcie ale sama jestem sobie winna. Co spadnie to zaraz wraca.

Nie umiem chudnąć latem i już. Za dużo pokus na moją słabą silną wolę. Za dużo imprez, za dużo grillów. Za dużo alko, który wzmaga u mnie apetyt niesamowicie. Tkwię tak sobie ciągle w tym samym miejscu.

Wcale nie jest mi dobrze, bo czuję się spuchnięta, wzdęta i zmęczona. Niesamowite jak bardzo to co jemy wpływa nie tylko na naszą  figurę ale także na stan cery, skóry i przede wszystkim na samopoczucie. Jem za dużo węgli i nie mam na nic siły. Czuję się prze-węglona do granic. Mam opuchnięcia pod oczami.

Olśniło mnie właśnie - chyba uczynię ten ostatni tydzień przed urlopem tygodniem lekkiego jedzenia. Może nie tyle diety, liczenia kalorii itp co po prostu lekkostrawne, nieprzetworzone jedzenie. Czas odkurzyć parowar? Chyba tak :) Jest mi naprawdę ciężko od tych wszystkich konserwantów, cukrów, tłuszczu... Mam wielką ochotę na pierś z kurczaka na parze :) (Ciacho, to dzięki Tobie :P) z warzywami!



Tymczasem wracam do pracy. Jeszcze tylko 9 dni i ....





P.S. Waga 56,7.

Dodaj komentarz

[9/91] Można? Można!

20 maja 2011 , Komentarze (8)

Dziś rano doznałam szoku... Szklany potworek pokazał mi...... 55 kilogramów :)) Równiutkie 55 kg. Normalnie szał macicy na ulicy czy co tam jeszcze :) Wystarczy nie podjadać szyneczki z goudą, ciasteczek, pączków i innych czipsów. Wystarczy regularnie (!!) uprawiać sporty (basen,rower i... ujeżdżanie kosiarki 3 dni z rzędu :P ) i efekty są. A najlepsze jest to, że moja mniejsza waga przekłada się na mniejsze wymiary. I tak oto po 10 dniach mam w udzie 55cm (nawet niecałe!) a w talii 64 :) Minus 1 w udzie i minus 2 w talii. Można? Można!


Wyeliminowałam póki co wędliny (sól, konserwanty i takie tam ble ble ble). Pożeram za to jaja, sery, serki, jogurty ( polecam Bakomę for men, z pestkami dyni i słonecznika), tony warzyw, hektolitry mineralnej i zielonej herbaty, żytni ze śliwką, suszone owoce, musli z mlekiem 2% ( nie zamierzam się porywać na bezwartościowe 0%)... i wiele innych rzeczy. Jem po prostu zdrowo, kalorii nie liczę bo to nie dla mnie.

Tym się właśnie zajadam:


Sałata, rzodkiewki, pomidor, ogórek, szczypiorek, ser biały półtłusty, świeża bazylia, jogurt naturalny i sos koperkowy Knorra. Pycha.


Kupujecie czasem ciuchy w ciuchlandach/szmateksach czy jak  tam się na to jeszcze mówi? Mnie czasem ochota najdzie i ostatnio udało mi sie upolować to (za grosze!):

- spodenki  Aeropostale (na rower, do biegania itp):


- szorty tej samej firmy:



 - i spodenki Old Navy:




Pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy

Uciekam na rower, zastępuje nim basen w tym tygodniu. Rozwaliłam sobie palucha na krajalnicy (wiem, zdolna jestem) i póki co musi sie zagoić. 


P.S. Dziękuję za wszystkie komentarze do poprzedniego wpisu :) Motywujecie mnie.






Dodaj komentarz

[1/91] 13 tygodni na zgubienie 6 kg.

12 maja 2011 , Komentarze (16)

Mam 91 dni na schudnięcie przynajmniej 6 kilogramów. Urlop czeka, moje chude spodenki czekają, moje letnie sukieneczki też. I bikini, które mam dopiero w planach :)


Ważę sobie teraz 56 kilogramów. Już dłuugo sobie tyle ważę. Za długo. Niby 91 dni to wystarczający czas na pozbycie się zaledwie 6 kg, ja jednak czuję, że to dla mnie ostatni dzwonek. A że rzeczy, które zostawiam na ostatnią chwilę zazwyczaj najlepiej mi wychodzą więc mam taką małą nadzieję, że jednak uda mi się schudnąć tym razem...


Mam zatem 13 tygodni aby z tego:  



... przeistoczyć się znowu w to:



... aby w tym miejscu:





.... czuć się tak:




Różnica pomiędzy dwoma pierwszymi zdjęciami to tylko 5 kilogramów a wygląd zupełnie inny. Wiem, że to i tak nie jest ideał ale ja mam taką a nie inną budowę, a - za przeproszeniem - z gówna bata nie ukręcisz ;)


Plan jest taki:
1) BASEN - byłam już 4 razy robiąc średnio po 40kilka długości. Dwa-trzy razy w tygodniu. Karnet doładowany więc motywacja jest.

2) BALSAMY NA CELLU - na zdjęciu może go tak bardzo nie widać, ale jest. A na drugim, po-basenowym zdjęciu nie ma go wcale :D

3)DIETA - to dla mnie chyba najtrudniejszy punkt. Mam bardzo duży problem z regularnym jedzeniem. Nie pracuje standardowo od 8 do 16 więc nie mogę jeść o tych samych godzinach. Spróbuję jednak zachowywać 3-4 godzinne odstępy.  Obcięłam złe węgle (czytaj słodycze, jasne buły, lody itp) i wpierdzielam wreszcie dużo warzyw. Mam nawet plantację kiełków na parapecie :) I rzeżuchę :) Liczenie kalorii jest niestety nie dla mnie, a pewnie to przyniosłoby najlepsze rezultaty...

4)ROWER/BIEGANIE - ale czasami. Nieregularnie. Z bardzo prostego powodu - brak czasu. Ale ciepło jest, więc jak czas pozwoli będę jeździć.


Jeszcze moje wymiary:
udo - 56 cm (a liczę na co najwyżej 51)
biodra - 95 cm
talia - 66 cm
biust - 85 cm
łydka - 37 cm
biceps - 26 cm



Nie ma rzeczy niemożliwych. Całe życie słyszę, że jestem uparta, upieram się więc, że schudnę i już!

Dodaj komentarz

[3/54]

9 lutego 2011 , Komentarze (1)

Póki co:
 1. mleko 2%, 3 łyżki owocowego musli
2. 4 x wasa, 4 plasterki żywieckiej, sałata, pomidor
3. jogobella mała pieczone jabłko
4. jajecznica z dwóch jaj na dwóch plasterkach szynki, suchy naleśnik

Dodaj komentarz

[2/54] No.

8 lutego 2011 , Komentarze (1)

Dziś cały kilogram mniej. TEN kilogram po-napadowy.

Wygrywam z przed-okresowym apetytem 2-0. Póki co, bo co będzie jutro? Tego nie wiem. Ale postaram się być dzielna.

Zrobiłam  naleśniki dla rodzinki. Cały stos pysznych naleśników. Zjadłam... dwa. Więc jednak mogę jeść a nie żreć! I nawet mam czasem to coś, co się silną wolą nazywa.

Jutro już tak spektakularnych spadków nie będzie. Dlatego nawet 100 g mnie zadowoli.
Skupiam się teraz bardziej na tym aby opanować napady obżarstwa - czyli częściej, mniej ale niekoniecznie wszystko w wersji 'light". Na dietetyczne dania przyjdzie jeszcze czas.


1. mleko 2%, 3 łyżki musli owocowego made for tesco, łyżka jabłek prażonych z cukrem
2. dwa naleśniki z 4 łyżeczkami jabłek jak wyżej
3. 3 wasy, chuda szynka,
4. sałatka warzywna z jogurtem naturalnym


Dodaj komentarz

[1/54]

7 lutego 2011 , Skomentuj

Dwa ostatnie dni wymazałabym najchętniej z pamięci. Jedno wielkie żarcie, jedna wielka uczta. Taka prawda. Mój żołądek jest rozciągnięty do granic wytrzymałości a ja wciąż jem. Chyba zamiast mózgu mam już czipsy i ciasto...

Wstyd mi przed samą sobą i przed Wami.

Przeczytałam przed chwilą historię pewnej Vitalijki - speranza3 i czułam się jakbym czytała o sobie z ostatniego okresu... Dało mi to trochę do myślenia ale i nową motywację.

Po dwóch dniach dogadzania sobie czym popadnie mam kilogram więcej. Cały pieprzony kilogram! Wciąż się cofam... Źle bardzo będzie ze mną jeśli jutro nie zobaczę mniej niż 58...


1. mleko 2%, 3 łyżki owocowego musli made for tesco
2. filet z mintaja na parze, duży ziemniak na parze, pieczarki na parze, pomidor
3. trzy malutkie kawałki ciasta (ok. 250 kcal?)
4. serek homo pieczone jabłko
5. mała porcja  kuraka po meksykańsku

wieczornie: kęs kiełbasy swojskiej, kawałek pomarańcza


Do 1 kwietnia  będzie  53 kg !

Dodaj komentarz