jestem mama dwojki dzieci i przez ciaze wlasnie przytylam bardzo duzo!!!!! jest mi bardzo niedobrze ze soba, ciezko mi wstawac, dokuczaja mi strasznie plecy i ostatnio nawet kolana, wiec naprawde musze sie wziac za siebie
Wlasnie zaczelam, Maly zabkuje - trzeci zabek mu wychodzi i mialam w nocy pobudke co godzine, w sumie nie ma placzu tylko rzucanie sie po calym lozku i ladowanie w bardzo dziwnych pozycjach np czolem na szczebelkach lub nogami miedzy nimi. W sumie mam nadzieje ze to wlasnie zeby bo jesli zaczal mi tak sypiac ot tak to chyba bede miala brzdaca na oddanie!!!! jakies chetne?? hihi
Waga na dzisiaj pokazala 0.6kg mniej niz tydzien temu! Dobrze ze spadek bo przez ta piorunska @ mialam bardzo rozregulowany tydzien no a jeszcze wczorajszy piknik!!! Ale tak mi sie chcialo pizzy (wieki jej nie jadlam) a ze od dzisiaj post wiec musialam wykorzystac sytuacje.
Wiec witam Was Wszystkie Kochaniutkie Vitalijki przy bardzo porannej kawusi i zaglebialm sie w Wasze pamietniki
Straszne mam zaleglosci w Vitalij!! Ale jutro juz planuje nadrobic bo V. idzie do pracy, mial dwa dni wolne to nic sie nierobilo. Z codziennych cwiczen wyszlo pare brzuszkow i przysiadow.
Od jutra chce zaczac jakis normalny trening Dzisiaj bylam z malym u okulisty w szpitalu bo cos zauwazylam ze prawe oczko mu czasami leci do srodka. Lekarka powiedziala ze zeza nie ma ale jest bardzo dalekowzroczny wiec to moze spowodowac zeza wiec wyznaczyla nastepna wizyte za 6 miesiecy - zobaczymy. Nikt w sumie nie ma u nas w rodzinie zadnych problemow ze wzrokiem wiec mam nadzieje ze bedzie ok. Wlasnie jestesmy po rodzinnym - domowym pikniku - pizza na wynos jedzona na rozlozonej kanapie!!!!
JUTRO POST
Jutro tez sroda, powinno byc kontrolne wazenie - hhmmmm Widze ze wiekszosci z Was idzie rewelacyjnie, mam nadzieje ze w koncu do Was dolacze.
Nic dodac, nic ujac. Bite trzy dni spedzone opieszale, w bolu, to na sofie, to na lozku. Nic ciekawego - wstawalam rano i juz chcialam aby byl wieczor zeby dzieci juz szly spac. To i ja moglabym sie polozyc. Dietkowo bylo bardzo nieregularnie i dosc malo a to co chyba bylo to jakos niezbyt dania na diete. Dzisiaj zjadlam kawalek pizzy, ale co poza tym....? jakas buleczke. Mam nadzieje ze juz jutro wroci wszystko do normy i bede juz mogla normalnie funkcjonowac. Jak bylam gowniara (16-20lat) sorki mlode dziewczyny, mialam nadzieje ze kiedys jak dorosne to historie z @ sie skoncza i bedzie spokoj. Oj jak ja sie mylilam. Wtedy to bylo fajnie bo nawet jak zemdlalam w szkole to wiezli mnie na pogotowie-zastrzyk-dom-lozko. A teraz: wielki bol, mnostwo tabletek przeciwbolowych, stan bliski omdlenia a tu dzieci obiadek, dzieci kapiel, dzieci malowanie, dzieci zabawianie, sranie i pierdzenie!!!!!! O w morde, kurza twarz!!!!
Ale co tam.... jutro juz bedzie nowy dzien- V. ma dwa dni wolne wiec bedzie czas na zlapanie oddechu.
Dwie krotkie wiadomosci: Ciotka przyjezdza na chrzciny !!! Kolezanki nie przyjezdzaja w odwietki bo bilety drogie, ale obiecaly ze wybiora sie na jesien
Przepraszam ze nie zagladalam za bardzo do Was, musze nadrobic zaleglosci, ale teraz jak wykleslilam ponad sto znajomosci bedzie o niebo lepiej i szybciej.
Macie jakies postanowienia na post ??? - pare lat wstecz zrobilam sobie 40 dni bez miesa a teraz: 40 dni bez alkoholu; 40 dni bez slodyczy; 40 dni cwiczen - dzien w dzien ale juz zaczynajac od jutra (w lzejsze dni tylko hula-hoop i skakanka i pare brzuszkow) W niedziele odpoczywac ale tez sobie nie pozwalac na slodycze i alkohol.
Ok ide zanurzyc sie w goracej wannie (cellulit przeszczesliwy)
Wczoraj byly robione porzadki w zdjeciach bo juz rodzinka domagala sie nowych zdjec dzieci na facebooku, wiec musialam je poporzadkowac. Bo ja zdjecia uwielbiam, caly czas mam aparat przy sobie. A dzisiaj zrobilam porzadek - totalna selekcje w znajomych tutaj na Vitalii. Zajelo mi to caly wieczor!!! Wczoraj bylo grzecznie, zadnego paczka a ze uwielbiam faworki to ich po prostu nie robilam!! Wiecie te wazenie codzienne mnie jakos motywuje, bo jesli mam spadek jest super a jesli wzrost to bardziej sie staram ale tez analizuje poprzedni dzien, co jadlam w jakich ilosciach, o jakich porach. Zastoi jeszcze nie mialam, nigdy mi waga nie pokazala dwa razy z rzedu tej samej wagi, ale chyba wszystko przede mna.
MOj pryszcz: Tak wlasnie, rosnie mi na brodzie, cholernie boli a ze to chyba moj z piaty pryszcz w zyciu to przezywam go jak nastolatka!!! Jutro pewnie sie obudze a ON bedzie wiekszy od mojej glowy!!
Moj Bulimik: Malo go dzisiaj widzialam bo obudzil sie wczesnie to V. zabral go na dol, ja z bolu brzucha zostalam w lozku a jak wstalam i bralam prysznic to V. kladl go do lozeczka na drzemke. Pozniej ja musialam jechac do wujka, a jak przyjechalam to posiedzialam z malym jakies 10 min ale byl spiacy to go polozylam do lozeczka na drzemke - to byla godzina 17:30. Teraz jest u mnie polnoc a jego ta drzemka nadal trwa!!!! Czasami tak mam, ze jak synka klade po 16 na drzemke to juz go nie mam do dnia nastepnego - (zadko ale zdarza sie) Zupki ida juz lepiej, wczoraj nawet zjadl troche deserku bananowego wiec jest maly sukces.
@ Dzisiaj pierwszy dzien @, waga okropnie poszla w gore, zawsze tak mam, psiakosc!!! Wiec nie sadze ze w srode bedzie jak planowalam, kompletnie zapomnialam ze jestem tuz przed @. Zawitala dzisiaj do mnie, troche wczesniej? z zaskoczenia w sumie i dzien mialam lekko rozlazly a dietkowo bylo, bylo ale tak jakos bez rzadnego porzadku i planu. Wiec chyba daruje sobie moje menu bo byscie mnie zakrzyczaly za taka mala ilosc ale jak jestem nafaszerowana tabletkami przeciwbolowymi to tak mam, ale zazwyczaj nastepnego dnia lapie mnie wilczy apetyt i nic w stanie nie jest mnie zatrzymac. Dobrze ze V. ma jutro wolne to pewnie cos upichci smakowitego.
Jutro musze nadrobic Wasze pamietniki - a nie.......dupa, V. ma wolne to wieczor zajety bedzie, Ok w niedziele obiecuje nadrobic zaleglosci!! MOje Lilie Valentynkowe wlasnie sie rozkwitaja i jak slicznie pachna!!! W sumie w bukiecie jest tylko jeden kwiat Lilii ale ma zapach mocny, kurcze!!!
Caly dzien jakis taki rozlazly, krecilam sie caly dzien a w sumie to nic. Maly niedawno zaczal jadac pierwsze zupki i mozna cholery dostac karmiac jego. Poczatki byly okropne, mial wymioty nawet jak tylko juz mial marchewke na jezyku nie mowiac o polykaniu. Skubany bulimik !!! Teraz troche lepiej ale nie chce mi otwierac buzi, zatyka sobie jezykiem. Ale on nie wie na jaka mamuske trafil!!! hihi Zgrzytam zebami, licze do dziesieciu i na nowo i spokojnie a szlag mnie trafia w srodku!!! A tak go interesuje co my jemy, normalnie oczami je nam wszystko z talerzy. No wlasnie oczami a buzki to za nic nie chce otwierac!!! Katary juz przechodza a ze pogoda sie poprawila moze gdzies jutro na normalny spacer sie wybierzemy. bo juz od tego siedzenia w domu to fiola mozna dostac. Aj nie bede przynudzac.
moje dzisiejsze menu: sniadanko (11:00) 2 lyzki serka wiejskiego; lunch (13:30) 2 rolmopsy; obiad (17:30) - losos z cebulka i korniszonem; kolacja (19:30) - 2 kromki chrupiego chlebka pelnoziarnistego, troszke salaty, platerek wedliny; Plyny - te so zawsze
O 20:45 zjadlam kawalek sernika z lodami - buuu. A moze nie buuu, jakos za bardzo nie mam wyrzutow. jakos mi sie wszystko zmienilo, teraz jak sobie pozwalam sobie na cos spoza diety to jakos widze ze mam nad tym kontrole, nie czuje ze wpadne w ciag. Wiecie wczesniej mialam takie glupie myslenie ze jak sobie pozwalalam na cos slodkiego czy cos to juz od razu mialam taki glos w glowie: oj no to juz dzisiaj dzien stracony, no zobacz juz zjadlas czegos nie powinnas to juz sobie daruj dzisiejszy dzien, zaczniesz od jutra!!!! i w taki sposob wpadalam w ciag. A teraz wiem ze nawet jak sobie pozwole sobie na cos (aby nie za czesto oczywiscie) to to nie jest koniec swiata, pozwlalam sobie na to i koniec, wiecej nie ma. A zjadlam ten sernik, bo z wczoraj zostal a ze byl kupowany a V. jadl wczoraj, dzisiaj przed praca i no zostawilam mu tez jeszcze jeden kawalek. jesli nie zje to pojdzie do kosza, wiec szkoda mi bylo wyrzucac az tyle.
Tak, dzisiaj bylo co tygodniowe, kontrolne wazenie - oficjalne. Od poprzedniej srody jest.....
- 1.4kg Zaczynalam z waga 98.1kg a dzisiaj na wadze bylo 96.7kg
Jest super. Przeciez jak na mnie, to bylo dosc duzo ciacha w tym tygodniu, bo i szarlotka, troche urodzinowego tortu no i wczoraj Valentynkowy sernik. Bylo tez pare kieliszkow szampana. A cwiczen ZERO !!!!
Wazylam sie codziennie i robilam male zapiski i mozecie zobaczyc jakie mialam skoki w ciagu tygodnia:
Sroda-08.02.2012
Czwartek - 09.02.2012 (poprzedni dzien byl grzeczny)
Piatek-10.02.2012
Sobota-11.02.2012 (radosc i totalne zaskoczenia ale tez podejrzliwosc ze jakos za duzo spadlo)
Niedziela - 12.02.2012 (zdjecia brak, nie wiem gdzie je podzialam ale na wadze bylo 96.8 kg, wiec 0.8 poszla w gore od dnia poprzedniego, w dzien poprzedni bylo moje ciacho z lodami na lunch wiec moze dlatego taki wzrost)
Poniedzialek - 13.02.2012 (tutaj mialam problemy z toaleta, nadeta niesamowicie)
Wtorek-14.02.2012 (toaleta zalatwiona)
No a dzisiaj to juz wiadomo: 96.7kg, Valentynkowy dzien chyba nie pomogl za bardzo - hihi Zaznaczam ze waze sie zawsze trzy razy przesuwajac wage za kazdym razem w inne miejsce. Zadnych przestoji nie mialam, tylko tez dziwny duzy skok wagi w dol w sobote i pozniej w niedziele wzrost. Tego jednego nie rozumiem, ale tak wlasnie wyswietlala waga przez tydzien.
Ok cel na nastepny tydzien to: 95.2 kg, nadal trzymam sie zasady 1.5kg w ciagu tygodnia.
Wczoraj podczas pogaduszek z ciotka tak sie chwalilam ze odkad kupilismy samochod dwa lata temu to nic w nim powaznego nienawalilo. Mam pare rzeczy do naprawy ale to chyba nazywa sie eksploatacja, ale zeby cos tam nam w silniku burczalo albo gdzies na trasie stanal to nic, grzeczniutki bardzo. A szczerze mowiac cale szczescie bo my oboje z V. totalna noga z obslugi samochodow a V w ogole nie jezdzi, nie ma prawka co mnie cieszy bo on by nawet na hulejnodze to bylby niebezpieczny dla otoczenia. A ja lubie jezdzic, wiec nie narzekam. No wlasnie wczoraj tak sie chwalilam cioci, Wam chyba tez kiedys wspominalam o naszym szczesciu do samochodu a dzisiaj w nocy mialam sen ze jechalismy gdzies i dostalismy w dupe. Ja zahamowalam a za mna ktos nie wyrobil i nas stuknal - to byl sen. A dzisiaj na jawie jechalismy na pierwsze urodzinki znajomych coreczki i wczesniej zajechalismy do centrum handlowego po prezent. W sumie cala rodzinka zostala w samochodzie bo lalo, wozka dla malego nie wzielismy a i w sumie po co Olivce widok sklepu z zabawkami. Ja szybko wyskoczylam, kupilam pare pierdolek, wsiadam do samochodu, wkladam karte i naciskam START a tu cisza!!! Naciskam ponownie - cisza!!!! A piekna czerwoniutka kontrolka akumulatora puszcza oczko do mnie!!! Fatum, no nic innego tylko pieprz... fatum O zes ty kuzwa!!!!!! Przyjemnosc nas troche kosztowala bo musialam kupic nowy akumulator, a gosc i tak byl zdziwiony ze tak dlugo na nim jezdzilam bo byl bardzo stary i slabej jakosci. Chyba wlasnie zaczely sie wydatki samochodowe. Juz wiecej niczego chwalic w zyciu nie bede, ani rzeczy martwych ani moich wagowych osiagniec bo widze ze pozniej jakies kataklizmy nadchodza!!!
Urodzinki byly ok, bardzo malo osob bo bylismy my, jedna parka (bez dzieci) i rodzice z jubilatka. Bardzo skoromne przyjecie, no ale kto co lubi. U mojej Olivki na roczku bylo okolo 50 osob!!!!, w sumie na drugim roczku chyba niewiele mniej. Na trzecich urodzinach na szczescie juz przystopowalismy. Z lewej moje szkraby na imprezie, po prawej Olivia z Jubilatka
A to ja z V. zaliczamy tance !!! ( oczywiscie zdjec z calej imprezy okolo 60 a ja na nich tylko 3 razy!!. ja odwieczny fotograf ale dzieki bogu moja corka chyba idzie w slady mamy i dzieki niej mam trzy zdjecia z imprezy jak tancze z V.)
Dostalam dzis emaila od ksiedza ze chrzest 21 kwietnia ale w marcu mamy isc na dwa spotkania w sprawie chrztu !!!! Super - data potwierdzona, mozna kupowac bilety. Uffff, troche mi juz ulzylo. Treaz musze tylko przesunac przyjazd kolezanek na inny termin, ciekawe na kiedy moge je wsadzic???
Dietkowo dzisiaj to bylo tak jakos, nie nazarlam sie o nie, ale na pewno zjadlam wiecej i pare potraw nie za bardzo dietkowych, ale musze chyba stwierdzic ze zachowalam sie ok. Menu juz nie bede rozpisywac, moge tylko napisac ze byl kieliszek szampana, shot albaniskiej wodki, tyci kawalek tortu (bez kremy), kilka orzeszkow!!!! - sa moja zguba, jakies nadziewane serem papryczki chilli-te rzeczy chyba zbyt dietkowe nie sa.
I to tak, musze jutro zabrac sie za poszukiwanie jakiegos warsztatu bo juz troche strach jezdzic. Aaaaaaa..... jutro Valentynki, kurcze przez moment zapomnialam, w planach mamy dzien spedzony z dziecmi i fajna kolacyjka z szampanem. Chce mi sie jakiegos swiezego bukietu kwiatow na stol, to moze naciagne V. na niego. ( bo tak to sobie sama zawsze kupuje).
AAAAaaaaaaaa u mnie juz po polnocy wiec u wiekszosci z Was to juz po pierwszej!!!! Wiec Kochane Vitalijki:
Caly dzien mam problemy z Vitalia.. Wczoraj trez nie bylo za rozowo... Probuje dodac jakis komentarz to mam automatycznie piorusnki error... Ale widze ze duzo osob ostatnio ma takie same przygody. Wiec dzisiaj bedzie krotko i tresciwie, bo jestem zla przez to wszystko.
Dzisiaj znowu dzien prawie caly w domku, maly ma straszny katar, leci mu z nochala to tylko z Olivka wybralysmy sie do kosciolka, Ksiadz ma mi dac odpowiedz kiedy moge zrobic chrzciny 21 lub 22 kwietnia w tym tygodniu (taka mam nadzieje). Przesunelam termin chrzcin bo we wczesniejszym tygodniu bilety lotnicze byly bardzo drogie. V. poszedl na popoludnie do pracy i rzadzilismy we trojke. Pogadalam z ciotka na skypie, ta co ma tu przyleciec na chrzciny no i wyszlo ze wybiera sie jednak do nas. W sumie prawde powiedziawszy mialam cicha nadzieje ze moze nie zdecyduje sie na wycieczke. Jej corka - moja siostra cioteczna ma byc chrzestna no i ta ciotke zapraszam tak w sumie z uprzejmosci. Kuzynka ma 23 lata, byla dwa razy w londynie na wakacyjnych pracach wiec ta mamuska jej az tak niepotrzebna. Wiem rodzinka i takie tam ale ciotka ma bardzo ciezki charakter, dokladnie jak jej braciszek (moj ojciec!!). Oboje nerwowi niesamowicie, zawzieci, barrrrdzo ciezko sie z nimi rozmawia a ona jeszcze przez cale lata nieszczesliwa w malzenstwie to chce aby kazdy mial tak zle jak ona ma.!!!!!!!!!!!!! Normalnie nawet teraz jak to pisze to mam stresa i cisnienie mi w gore leci. Nie wiem w sumie na jak dlugo wszyscy przyleca ale chyba bedzie to 6 dni!!!!!!!!!!!!! Cale szczescie Magda (kuzynka) zna Londyn, to moze gdzies zabierze swoja mame na zwiedzanie i ja nie bede musiala po raz enty zaliczac zwiedzania (w sumie mam male dzieci, prawda?). Dobrze ze w sumie moj ojciec sobie odpuszcza wycieczke bo prawdopodobnie mialabym tu istne pole walki!!!!!! Siostrzyczka i braciszek - kochajace rodzenstwo - kupa smiechu.
Moje dzisiejsze menu: sniadanko (9:30) - jogurt z otrebami; lunch (13:45) - jako na twardo, 2 plastry wedliny, plaster lososia wedzonego obiad (17:00) mala porcja potrawki z kurczaka z suszonymi grzybami i cebulka i pare penne pelnoziarniste; ~~~mandarynka, jablko; kolacja (19:30) - dwie kromki chleba pelnoziarnistego z wedlina i lososiem ~~~4-5 suszonych owocow Plyny - identyczne jak wczoraj - dzisiaj troche mniej wody bylo
A mialo byc krotko, ja chyba tak nie potrafie!!! Wiecie zaczelam opisywac moje relacje z ojcem ale skasowalam wszystko, jakos takos, chyba jeszcze nie teraz. no nie wiem w sumie. Ah pa pa