Ostatnio dodane zdjęcia

Ulubione

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Szalona żona i mamuśka najcudowniejszej na świecie istotki o imieniu Juleczka. W ciąży przybyło mi 14-15 kg, straciłam je wszystkie a nawet 4 kg więcej w ciągu 3 misięcy od porodu. Sama byłam w szoku, ale przy karmieniu naturalnym je się tylko to co nie zaszkodzi dziecku więc warzywa, owoce, gotowane mięsko itd. Znajomi wychwalali, a ja pękałam z dumy! Niestety kiedy Mała zaczęła jadać inne posiłki a mleko mamy stało się tylko awaryjką przy zasypianiu lub nagłych pobudkach w nocy, zaczęłam tyć! Nie chodzi tu tylko o jedzenie tzw. "niedozwolonych rzeczy", ale podjadanie w nocy, obrzeranie się słodkościami itd... Do odchudzania skłoniły mnie moje ulubione jeansy, które przymierzyłam po zaledwie miesiącu mojej rozpusty! Ledwo się dopięłam, a muszę przyznać że kiedy córcia miała 3 miesiące były na mnie luźne!!! Pomyślałam DOŚĆ! Trzeba coś z tym zrobić!

Słowa kluczowe

wisienkaaa84

kobieta, 27 lat, Police

165 cm, 59.50 kg więcej o mnie


Postanowienie wakacyjne: Nauczę się odmawiać... I będę wyglądać bosssko!

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Cel osiągniety!!! 59,5 :D Fotki :)

10 listopada 2010 , Komentarze (9)

Taka tak... W końcu dobrnęłam do wymarzonej wagi. Rozmiar 388...a na liczniku  59,5kg!!

SUPER CO??

 

Oby tylko tak zostało!!

Dieta dietą, ale nawyki wyrobione w okresie odchudzania pozostaną już we mnie na całe zycie (mam nadzieję!)

Miewam jeszcze chwile słabości...wiadomo, ale same wiecie jak jest! Od kostki czekolady raz w miesiącu czy kilku frytek od czasu do czasu nic złego sie nie stanie!Teraz juz wiem że nigdy nie doprowadzę się do tego co było kiedyś. Wiem, że potrafię być szczupła, piekna i zdrowa! I tak już bedzie ZAWSZE!!!

W poniedziałak miałam urodziny :) 26 lat minęło...

Czuję się super atrakyjną, mądrą, dowartościowaną i szczęśliwą kobietą!

A tu kilka zdjęć

 

 

 

Dodaj komentarz

"Pani to już chyba 3 raz tą spódnicę zwęża..." No
i co się pytam?

7 września 2010 , Komentarze (5)

Dziś już wtorek. Od wczoraj znów się pilnuję bo w weekend troche zaszalałam... Zjadłam pół rollokebaba... Niebo w gębie... Choć potem przez 2 godziny okupowałam WC  Chyba już mi nie podchodzi to fastfoodowe jedzonko... Mój organizm sie buntuje :)

Byłam dziś u krawcowej... Cholera. Jakoś mnie poirytywoała pani krawcowa. Mamy dobry kontkat, znam jej syna...i w ogóle. Ma koło 50-tki, jest zadbana ale ma lekką nadwagę. Nie wiem co nia powodowało ale była dziś jakaś złośliwa.

Mkilka ulubionych ciuchów których za nic w świecie nie oddam Caritasowi czy innym potrzebującym (co robię z resztą wygrzebanych za dużych rzeczy), tak więc sukcesywnie nosze po kilka do krawca żeby je zmniejszyć...

I co?

Dziś chciałam włożyć moją ulubiona spódnicę...

Piękna, ołówkowa z falbanką z tyłu u dołu...

I co? Zwisa na biodrach...

SZOK! Myślałam że już raczej nie chudnę... A nawet gdyby ten kilogram czy dwa...to w sumie żadna różnica. Nosiłam ją wiosną...gdzie ważyłam coś koło swojej dzisiejszej wagi, a tu taki suprise...

Przymierzyłam kilka innych zeczy i co? Też jakoś luźniejsze...

Ucieszona pobiegłam do krawcowej.

A ta...ni stąd ni z owąd cedzi mi przez czerwone usta:

"Pani Magdo, tą spódnicę to już chyba 3 raz pani zwęża...Jeszcze trochę i pani zabraknie. Żeby to się anoreksją nie skończyło..."

Co?????????

Wredna Baba! Człowiek się cieszy bo jednak chudnie, motywuje sie więc dalej...a ona mi tu wyjeżdża z takimi tekstami...

Ludzie!

Dobra zmieniam temat bo znów się zdenerwowałam.

Dziś zjadłam coś koło 1170 kcal.Wliczając desperadosa którego pochłonęłam u siostry  No i poczułam się wzdęta jak balon...

Trzymajcie się...

Lecę spać :)

 

Dodaj komentarz

Na wadze ciągle 6 z przodu, ale jeszcze trochę :)
Fotki z wesla

2 września 2010 , Komentarze (5)

Tak więc minął już prawie tydzień od wesela naszych znajomych. Było super. Dziś obejrzałam sobie zdjęcia i przyznam szczerze bez fałszywej skromności   prezentowałam się całkiem całkiem. Czułam się tego dnia okropnie... Niewyspana, jakaś taka bez życia... Więc i wygląd mnie nie zadawalał...

Na szczęście wesele było przednie. Wybawiłam się za wszystkie czasy... Do dzis mam odciski na stopach :)

Co do dietki...

Hm... Waga stoi coś pomiędzy 60, 2  z rańca a  61 z wieczora...

Dziś zaszalałam. Urodziny taty... Od rana wzorowo... serek wiejski, potem pomidory z mozarrelą, na obiad warzywka duszone na patelni...

A na wieczór tort i kawałek sernika... No i 2 lampeczki białego wina.

Nie liczę ile to kcal. Raz nie zawsze, dwa nie często...

Od jutra wracam na właściwe tory.

A tu kilka zdjęć z wesela

Z nowożeńcami :)

Ja...szalejąca na parkiecie :P

Z moimi kompankami od kieliszka i szaleństw parkietowych :)

I znów ja z Angee szalejemy...

To by było tyle na dziś...

Idę spać. Zmęczona jestem jak cholera.

Buziaki Moi Kochani :***

Dodaj komentarz

Przyszła @ a waga nawet o 0,2 kg mniejsza :)

26 sierpnia 2010 , Komentarze (1)

Przyszła podstępna o tydzień za wczesnie. Oczywiście mowa o @!!! Musze iść do gienka bo coś nie tak musi być skoro cały cykl tak mi się rozregulował. Kiedyś (przed ciążą) miałam jak w zegarku co 27 dni, z poślizgiem do 28.

Nie wiem czy to nie za sprawą odchudzania?

PMS jak wariat szaleje w moim organizmie... Zachcianki mam jak baba w ciąży!

Nie słodycze...

Bo nie jem ich w ogóle (jak obiecałam), ale ogórki kiszone...papryka nadziewana...marynowane pieczarki... No dziwaczne same rzeczy... Za ktorymi na codzien jakoś szczególnie nie przepadam.

Dziś od rana wszystko pieknie, na śniadanko serek wiejski ze szczypiorem i ogorek zielony, lunch 3 wassy żytynie o pomidorem, a na obiad cholerna kiełbaska z cebulą...

Przyszedł kolega bym pomogła mu zredagować dobry list motywacyjny...

W torbie miał zakupy...kiełbasę zwyczajna...i narobiłam sobie ochoty...

Poszłam na zakupy i kupiłam tą zasraną kiełbaskę śląską (na szczęście z kurczaka).

Mężowi usmażyłam z cebulą, do tego ziemniaki...

Sama wrzuciłam swoją do mikrofali i udusiłam sobie cebulę...do tego 2 wassy.

Zastanawiam się ile to kcal?? Ktos wie??

Mam elektroniczny dzienniczek dietetyczny w którym zapisuję sobie każdy zjedzony kęs. W sumie zjadam od 1000 do 1300 kcal dziennie. Więc chyba nie jest tragicznie. Niestety mniej sie ostatnio ruszam. Mąż złapał następną robotę, pracuje po kilkanascie godzin dziennie. Nie mma z kim zsotawiać małej żeby iść poćwiczyć... Mama po operacji na rękę, siora wiecznie zajeta... Tak więc latam na spacerki, sprzątam, gotuję...itd...

Ale od września planuję wielki COME BACK.

Mam nadzieję że się uda.

Aaaa...

Zapomniałam dodać że chce iść na studia... Znalazłam świetną uczelnie. 3 letnie studia licencjackie w kierunku KOSMETOLOGIA. Jeśli się uda...nabrałabym wiedzy na temat który mnie interesuje, a potem mogłabym otworzyć swoje studio urody i pielęgnacji... No i liznęłabym Dietetyki, która jest przedmiotem obiwiązkowym na każdym z kierunków. A to przyda się barrrrdzo!

Ahhh...

Marzy mi się to od dawna...

Ale narazie nie zapeszajmy. Najpierw musze złożyć papiery. Do końca września mam czas.

Trzymajcie kciuki.

WAGA z dziś 60,8 kg 

 

Dodaj komentarz

Normalnie SzOk!!! Mniej niż się spodziewałam...

13 sierpnia 2010 , Komentarze (3)

HUraaaa!!!

Jest sie czym cieszyć.

Od jakiegoś czasu ściśle przestrzegam diety...

Skrupulatnie licze każdy zjedzony kęs...

Zero słodyczy, piwka i posiłków po 20:00...

Efekty... Mój Boże...

Natychmiastowe!!!

Dziś na ważeniu totalne zaskoczenie! Miałam nadzieję że do panieńskiego (20.08) uda mi się wrócić do wagi sprzed 2 m-cy czyli 61,5 kg. Dziś mamy 13.08. a ja waże niecałe 61 kg!!!

Czuję się fantastycznie, choć mam ostatnio cięzkie dni...

Nidosypiam bo dziecko ząbkuje, budząc się przy tym w nocy nawet kilka razy. Mam wory pod oczamii, ciegle jestem śpiąca i nie mam tyle energii co zawsze, nie mniej jednak sukcesy w odchudzaniu tak mnie dopingują że jestem mega szczęśliwa.

Co do reszty...

Opowiem jutro...

Dziś mam zamiar spędzic miły wieczór z mężem...

Winko, romantyczny film...

Na szczęście bez kolacyjki , bo Mężulek toleruje w końcu moje odchudzanie.

"Jeśli to sprawia że jasteś szczęśliwsza...prosze bardzo...tylko nie zrób z siebie kościotrupa." - usłyszałam po kilku dniach małych napięć miedzy nami...

Nie jest więc źle...

Musi być tylko lepiej...

Wierzę w to...

A Julkowe ząbki kiedyś w końcu wyjda wszystkie i skończy się ból, nieprzespane noce i worki pod oczami :)

Z tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszy wpis...

Idę pod prysznic...musze się trochę obudzić!.

Trzymajcie się moim Kochani!!

Dodam jeszcze foto...

a co mi tam

Z moją Julcią :*

A teraz zmykam...

Mąż czeka

 

Dodaj komentarz

Leci w dół... Yeah!

7 sierpnia 2010 , Komentarze (3)

Wystarczyło znów zmienić sposób patrzenia na jedzenie i waga leciiii....

Strasznie się cieszę! Waga po sniadaniu, lunchu i obiedzie pokazała 62,5 kg

Wracam do gry! ZERO PIWA, ZERO SŁODYCZY I MÓJ PLAN :)

Musi się udać. Może w końcu dotrę do celu... Do tej upragnionej 5 z przodu tych 59 kilo... Tak mi się marzy...

Dziś troszkę zaszalałam z kaloriami, ale to nic. Nie przekroczyłam 1300 kcal więc tragedii nie ma. Najważneijsze że jem zdrowo, mało i często. Tak jak założyłam.

I nawet oparłam się pokusie skosztowania przepysznego ciasta u Żonki chrzestego naszej Julci

 

No dobra, zjadłam łyżeczkę bo było jej przykro-

 "Stałam przecież tyle, specjalnie dla Was upiekłam, spróbuj chociaż kawałeczek"

Chwyciłam więc łyżeczkę i dziabnęłam najmniejszy kęs jaki mogłam nabrac na łyżeczkę.

Resztę zjadła Julcia na spółę z córcią chrzestnego.

Ale to było popołudniu...

Teraz siedzę sama z kubkiem zielonej herbatki (Mężulek pojechał do pracy, niestety pilne zlecenie, terminy gonią więc trzeba...) Oby tylko te nocne zmiany przełożyły sie na grubość naszego portfela...

Aaaaa.... Zapomniałam dodać, że odkryłam świetną stronkę na forum Vitalii.

IleWaży.pl - świetna jest. Polecam. Każdy porodukt mierzony na dłoni, w szkalnce czy łyżeczce ma podaną kaloryczność, ilość tłuszczy, węgli, białek... Super sprawa. Nie trzeba liczyć, kombinować. Naprawdę bardzo polecam.

A teraz zmykam się prysznicować.

Jutro lecę z Mężulkiem na kolację i do kina... Pierwszy raz od narodzin Julci, wieczór TYLKO WE DWOJE!!! Zamówię pewnie sałatkę albo coś w tym guście. Przeciez nie wezmę tylko wody... Heh... Na szczęście Mężulek wie wszystko i nie bedzie kręcił nosem, że wymyślam sobie kosmiczne problemy (bo przecież od ziemniaków z boczkiem wcale nie utyję)...

Na szczęście tak było kiedyś...Dziś... No cóż... Zmienił sie pod tym względem trzeba mu przyznać.

Dobra bo znów się rozpisałam.

Trzymajcie się Kochani :***

Dodaj komentarz

Dietowania ciąg dlaszy... Foteczki z urodzin córci
:)

6 sierpnia 2010 , Komentarze (5)

No i stało się... Wczoraj sister miała urodziny... Wszystko fajnie, pięknie... Kupiłam jej zestawik adidasa (perfumy, żel pod prysznic i dezodorant - niby nic takiego a zadowolona była jak nie wiem)  

Przez cały dzień starannie dobierałam jedzonko, licząc każdą wepchaną w siebie kalorię ale na noc niestety zaszalałam. 

Zjadłam coś koło 1200 kcal.

Niestety późnym wieczorem (jak już córcia poszła spać) siostra wyciągnęła mnie na urodzinowe piwko, a raczej 2 piwka, więc razem 490 kcal na plusie...

Cholera! Strasznie mi ciężko odmówić sobie piwka. W takie duszne dni najbardziej mnie orzeźwia, a w miłym towarzystwie wchodzi we mnie jak woda.

Na szczęście dziś od rana malutko, zdrowo i dietycznie. I nawet waga pokazała 62,9 czyli ponad kg mniej. w 5 dni

Dziś wchłonęłam 1155 kcal więc jest barrrrdzo dobrze. 

Jutro sobota.

Umówiliśmy się na kawkę z chrzestnym naszej Julci. Mam tylko nadzieję, że jego Żonka nie upiecze pysznego ciasta (jak zawsze na pokuszenie)...

Mam nadzieję, że będę w stanie odmówić...

Trzymajcie kciuki :)

A teraz biorę się za pisanie książki... Mam wenę  więc trzeba to wykorzystać.

Buziaki dla wszytskich dietujących Vitalijek i Vitalijczyków (czy jak to się mówi)  

A tu kilka fotek z roczka córci:

Julcia z Tatą :)

Roczniaczek Mój najdroższy

Ja z córunią :)

Dmuchamy...

 

Dodaj komentarz

Znów z nią walczę bo już ma nade mną 2,5
kilogramową przewagę!

4 sierpnia 2010 , Komentarze (3)

Tak jak zapowiedziałam tak i zrobiłam! No może nie do końca bo Dukan okazał sie nie trafiony! Nie potrafię żyć bez warzyw czy owoców!

Tak więc wróciłam do starego planu!

Menu diety jak porzednio - bogate we wszystko co dobre, zdrowe i wartościowe.

Zero ziemniaków i białego chleba (tylko chrupka Wassa, a raz na tydzień robię sobie wyżerę z grahamką) Zajrzałam sobie do zeszyciku z menu diety smaczniedopasowanej którą wykupiłam na początku tutaj na Vitalii. Tak więc gotuję bez tłuszczu, zajadam tonami jogurt naturalny z różnymi dodatkami, warzywka w najróżniejszych formach i owoce (póki sezon trwa)

I tak dziś zjadałam:

I-wsze śniadanie: 108 kcal

II-ie śniadanie: 110 kca

lunch: 89 kcal

obiad: 340 kcal

kolacja: 112 kcal

ponadto: kawa ze słodzikiem i mlekiem -56 kcal, wafel ryżowy z polewą-55 kcal, wino -288 kcal

 

W sumie coś koło 1158 kcal

 

I jak narazie waga stoi...bo nie liczę 0,5 kg które zeszło po porannej toalecie.

Mam nadzieję, że moja kochana licząca kilogramy przyjaciółka w końcu się rozbuja i do wesela znajomych spowrotem ujrzę 61,5 a potem już tylko mniej.

Tak więc zostało mi 3 tygodnie do tego ślubu. Wcześniej oczywiście jeszcze wieczór panieński  Już nie mogę się doczekać... Będzie nasz znajomy striptizer, same znajome mordki i Duuużo Dobrej Zabawy (mam nadzieję)

Tylko w co ja się ubiorę??

Trzeba przeszukać szafę w poszukiwaniu czegoś...czarnego konkretnie bo tak założyła świadkowa. My na czarno, a przyszła panna młoda jakoś szczególnie odstawiona.

Jest jeszcze trochę czasu więc pewnie coś wymyślę.

Tymczasem ściskam Was wszystkich i uciekam :)

 

Dodaj komentarz

Moja córcia ma już roczek!!! :) A ja rozbestwiłam
się na dobre... :( Może DUKAN pomoże?

27 lipca 2010 , Komentarze (2)

Kurcze... Moja najsłodsza na świcie córcia skończyła właśnie roczek...

Kiedy to zleciało? Sama nie wiem!

Doskonale pamiętam dzień porodu... Mój Boże... 23:55 i w końcu po 3 dniach spędzonych w szpitalu, okalanych bólami, skurczami i okropną wysypką która nie dawała mi żyć, Julcia przyszła na świat!

To były męki... Ale uwierzcie mi było warto to przeżyć!

A potem pierwsze dni w domu, poznawanie siebie ale i okrutne kolki, bujanie na rączkach przez kilka godzin, bolesne ząbkowanie, męczące katary, duszący kaszel i znów radosne uśmiechy, pierwsze słowa, potem kroczki, a teraz guzy, siniaki i znów ten słodki śmiech przy łaskotaniu... KOSMOS!

Niby tylko rok, a tyle się wydarzyło...

Jeszcze 2 lata temu nie sądziłam, że dziecko tak bardzo odmieni moje życie...

A co się odmieniło??

Hmm...

Na pewno dorosłam... Zmądrzałam... Zmieniły się moje priorytety... Stałam się bardziej odpowiedzialna, bardziej wrażliwa (choć to pojęcie dość szerokie, bo wrażliwa byłam zawsze, ale dopiero teraz jestem tego tak bardzo świadoma) Dziś zupełnie inne rzeczy sprawiają mi radość... Dziś inne rzeczy są dla mnie ważne...

Choć jestem w tym samym ciele, moja dusza stała się dojrzalsza, mądrzejsza i szczęśliwsza...

 

Kurcze...

Jedno małe dziecko... I jedna niewielka kobieta...  

mała Wielka miłość...

To piękne!!!

Ależ się rozkleiłam!

Dobra, zmieniam temat!

Jest LATO... Niby super! Pogoda piekna, choć ostatnio trochę popadało, ale ze mną źle zaczyna się dziać! I nie chodzi tu o psychikę, bo z nią ostatnio nienajgorzej...

Chodzi o to że starsznie się rozbestwiłam! Jest tak ciepło, ciągle gdzieś latam... A to koleżanka, a to znajoma, a to teściowie, rodzice, siostra... I co wszędzie? Zimne piwo! Wszyscy piją dla ochłody... Więc ja też!!! Cholera! I już widać efekty! Brzuch jak balon, uda jakieś mniej kształtne, moje jeansy w 38 rozmiarze jakieś takie opięte!!! Trzeba się znów za siebie wziąść bo jak tak dalej pójdzie to do końca lata wrócę do 72 kg!!! Już na liczniku 64,1!!! Tłumaczę to okresem... Głupia! A wiem, że osotatnio poprostu przestałam się kontrolować! Co z tego że nie jem pieczywa innego niż wassa? Co z tego, że nie jem ziemniaków? CO Z TEGO???

Zimne piwo stało się moim uzależnieniem! A z nim ochota na słone orzeszki, lody, skrzydełka, grilla, kotlety, smażone jajka i no normalnie wszystko co złe, niedobre i maga kaloryczne!!!

Rozczytuję się zatem za namową mojej E. na temat diety DUKANA...

Chciałabym od 1.08. zacząć...

Zbieram już przepisy na I uderzeniową fazę proteinową...

Zastanawiam się tylko czy to dobra dieta? Czy starczy mi silnej woli by na niej wytrwać? I ile w ogóle można ją stosować?

Może któraś z Was ma większą wiedzę na ten temat??

Dodaj komentarz

Plażowo... mało dietetycznie ale bosssko! Fotki

4 lipca 2010 , Komentarze (8)

Cały ostatni tydzień piękny. Dieta jak malowana, aż tu nagle piątek wieczór i @ przyszła o 4 dni za wcześnie. A z nią i lody i morze mrożonej, słodkiej kawy i cholernie złe samopoczucie. Na szczęście dziś wszystko minęło! A to za sprawą wycieczki nad jezioro.

Wprawdzie nie było aż tak bardzo zdrowo bo i plaster karkóweczki z grilla zjadłam i białą bułkę z żółtym serem. Ale nic to. Waga i tak jest ok.

Za to wrażenia z niedzielnego plażowania rewelacyjne.

Córcia wniebowzięta, uśmiech nie schodził jej z buźki. Wciąż biegała do wody, pływała razem z Mężulkiem w dmuchanym kółeczku dla maleńkich dzieci, chlapała dziadków i w ogóle była rozkosznie podekscytowana cała sytuacją. Wszak to jej pierwszy w życiu wypad nad jezioro.

Było cudownie. Mężulek usmiechnięty, odstresowany po całym tygodniu ciężkiej pracy, ja opalona, szczęśliwa bo wcisnęłam się w nowy kostium kapielowy (rozm. 38!!! Ła Łiii  oczywiście dół, bo góra przez biust cholerne 42), dziadkowie wśród wnuczek jacyś tacy pełni energii...

NO dla mnie BomBa!

Uwielbiam wakacje...

Lato... Słońce... Plaża...

Aż chce się żyć!!!!!!!!!!

A tu parę fotek z wypadu nad jezioro Miedwie

Córcia z Mężem, szalejąca w wodzie i ze mną :)

Ja i mój sombrerro ;]

A tu z Siostrzyczką i Mamuśką  :)

No i to by było na tyle.

Pozdrawiam Was Kochani :***

 

Dodaj komentarz