No to doprowadziłam się do stanu, który mnie samą zadziwia. Mniej ważyłam nawet, kiedy poznałam mojego TŻ. Od początku tygodnia dieta - dużo warzyw, jogurty, sałatki, kurczak. Spacery i bieganie, na razie jedna runda wkoło osiedla, bo nie daję rady więcej. Rozważam jeszcze zakup rolek, będzie mi łatwiej jeździć, niż biegać. MUSZĘ ważyć 10 kg mniej do moich urodzin. Nie będę odkrywcza, kiedy spytam - jak mogłam nie widzieć, że tak się upasłam?
Dodaj komentarz
Od prawie 2 tygodni piję dużo soków warzywnych i owocowych, zleciały mi tym samym 3 kg :) Nie ma się co cieszyć, jeszcze długa droga przede mną. Dzisiaj na dworze taka plucha, że człowiek zakopałby się pod kołdrą i nie wychodził. Kawa trzyma przy życiu :)
Dodaj komentarz
Dzisiaj jest czwarty dzień mojego odchudzania, odkąd zobaczyłam tą skandaliczną liczbę na wadze. Jest nieźle, wczoraj był mały kryzys głodowy, ale zapiłam herbatą zieloną i jakoś to poszło. Podobno najgorszy jest 3 i 4 dzień odchudzania (tak gdzieś kiedyś przeczytałam) i u mnie to się chyba sprawdza. Dzisiaj zaczynam czuć przypływ energii, to na pewno przez te warzywa, które piję litrami wręcz (sok warzywny fortuna i tymbark pomidorowy). Niestety brzuch wciąga się bardzo powoli, ale wiem, że na to zasłużyłam swoim obżarstwem. Normalnie mam ochotę sama siebie udusić za swoją głupotę. Jak trochę zrzucę, to pewnie zachce mi się ćwiczyć na moim sprzęcie, który raz jedyny użyty zalega od miesięcy w szafie. Zauważyłam, że im człowiek większy i grubszy, to gorzej się czuje ze sobą i nie chce się nawet ładnie ubrać czy postarać o wygląd. Ostatnie zdjęcia sprzed paru dni dobitnie mi to uświadomiły. Jeśli teraz nie wezmę się za dupę, to mogę urosnąć do monstrualnych rozmiarów, a wiosna blisko :)
Dodaj komentarz
Wczoraj zważyłam się na dobrej wadze elektronicznej. Myślałam, że się poryczę. Teraz mam megamotywację, żeby schudnąć. Nie wiem, jak mogłam nie widzieć, że tak się zapasłam (typowe). 72 kg!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;(((((((((((((((((((
Dodaj komentarz
Wykrakałam sobie wczoraj tą bezczynność - w efekcie dostałam pracy na 5 godzin. Dzień przynajmniej zleciał szybciej, bo nie ma nic gorszego, niż nicnierobienie. W biurze zimno, niby ogrzewanie włączone, a siedzę z termoforem i chustą pod szyją. Do tego jestem sama, bo koleżanka ma urlop. Jeszcze kilka godzin i weekend yeah!!!
Dieta idzie pomału, ale idzie. Do wakacji będę superlaską :D

Dodaj komentarz
Jeszcze tylko jutro i weekend :D Zrobiłam trochę zakupów i zawiozę to wszystko jutro albo w sobotę. W pracy nudy, sezon ogórkowy lekko, siedzimy w necie i czytamy bzdury dla zabicia czasu. Prezes na diecie, mamy z niego niezły ubaw :) Przynosi banany i wafle ryżowe. Chyba zaczniemy robić zakłady, ile wytrzyma. Może polecić mu vitalię he he ;)
Dodaj komentarz
Chyba ciśnienie leci, 2 kawa juz uwskuteczniana i nic. W pracy nudy, odliczam godziny do końca, potem na zakupy, do domku i włączam film, pełen relaks :) Nie wiadomo, kiedy będą pensje, mam nadzieję, że jutro, bo "bida i nyndza". Odchudzanie póki co jest rzeczą odległą, przed okresem nie ma na to szans.
Dodaj komentarz
Sylwester był nudny i beznadziejny, siedziałam w domu z moim połowem i nawet szampana nam się nie chciało pić. Do tego przysypiałam jeszcze przed północą. To ostatni taki żenujący koniec roku, inaczej się rozstaniemy. Teraz będę obserwować, czy zmieni w końcu dla mnie swoje postępowanie, bo jeśli nie, to do widzenia. Mam dość. Albo rybka, albo pipka. Szkoda tylko tych lat, ale człowiek zakochany, to głupi. Czasem myślę, że to nawet już zakochanie chyba nie jest, nie wiem, może to przez ten żal, który do niego mam za wiele spraw z przeszłości. Powiedziałam, że koniec kompromisów tylko z mojej strony. On też ma się poświęcać. Nie będzie mi już żal się rozstać. Z perspektywy czasu widzę, że nie warto poświęcać się i rezygnować z czegokolwiek dla faceta. Trzeba być sobą i walczyć o siebie. Mam nadzieję, że to się jakoś poukłada, a jak nie, to trudno. Rzygać mi się już chce czasami z powodu ciągle tych samych powodów do kłótni. Jeszcze trochę poczekam, ale już niedługo.
Od dzisiaj ostra dieta. Muszę schudnąć 4 kg w tym miesiącu :) Realne jak najbardziej.
Dodaj komentarz
Nowy Rok, oczywiście to samo od lat postanowienie. Muszę zrzucić tym razem tylko 8 kilo, żeby ważyć moje upragnione 57! Mam figurę identyczną, jak na zdjęciu poniżej - normalnie jakbym siebie sfotografowała. Chyba też jestem wazonem z typu figury, a więc jest dla mnie nadzieja, sądząc z fotki "po" :D
Dodaj komentarz