Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Jestem osobą ciekawą świata, która gnieciona kompleksami na punkcie swojej wagi przez pół życia siedziała w cieniu zamiast ten świat odkrywać. Na szczęście w strefie cienia już mnie nie ma...

Archiwum

sempera

kobieta, 29 lat, Łódź

168 cm, 65.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Drugi wieczór od dawna bez podjadania przed
snem...

7 czerwca 2011 , Skomentuj

Wczoraj podjęłam decyzję - koniec z podjadaniem przed snem. Zrozumiałam, że to m.in. wieczorne jedzenie mnie pogrąża. Ponieważ chodzę spać ok 24, to jedzenie powinno skończyć się najpóźniej o 20 czyli 4 godziny przed snem. Dziś jest drugi dzień, kiedy konsekwentnie idę spać głodna. I póki co bardzo mi z tym dobrze :) Może za jakiś czas uda mi się znów do tego przyzwyczaić, choć jest to karkołomne zadanie, ponieważ to właśnie wieczorami, po przyjściu z pracy jestem najbardziej głodna... a własna pełna lodówka jest tak blisko...Eh, zobaczymy, może się uda. Jestem dobrej myśli... :)
Dodaj komentarz

Introduce - czyli jak było

7 czerwca 2011 , Skomentuj

Zaczynałam od niejadka i chuderlaka, który cały czas chorował. Na przełomie przedszkola i podstawówki cudowna pani doktor uleczyła mnie, sprawiając przy okazji powrót apetytu. Rodzice w euforii, że ich dziecko po 6 latach w końcu zaczęło jeść, elegancko mnie upaśli, rozpychając żołądek, rozbudzając dalszy apetyt, kultywując złe nawyki żywieniowe, ograniczając ruch i niechcący powodując kompleksy, które skutecznie utrudniły mi dorastanie i zostały ze mną już na zawsze... W wieku 18 lat dobiłam do 90 kg przy wzroście 168. O dziwo nie wyglądałam na otyłą, tylko na dziewczynę dość "przaśną", z dużą nadwagą, ale nadal zachowującą jako takie proporcje. Kiedy w końcu poczułam się akceptowana w swoim gronie, be względu na wygląd, gdzie w okolicach przygotowań do matury postanowiłam pierwszy raz w życiu na poważnie się odchudzić. Ruchu miałam 0, bo cały czas się uczyłam, ale znalazłam dietę 1000 kalorii i zaczęłam powoli ją stosować. Uczyłam się wszystkiego od podstaw, wertowałam książki, tabele kaloryczne, studiowałam etykiety produktów i skrupulatnie liczyłam kalorie. Starałam się jeść to, co pozwalało mi nie przekraczać dziennej porcji kalorii, a w tym jadłam bardzo dużo jabłek - choć słodkie (zastępowały mi słodycze) miały bardzo dużo błonnika, z czego wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy.Wskutek tej diety schudłam w pół roku 30 kilo. Niestety trochę za szybko. Ucierpiały na tym nieco moje bujne niegdyś włosy i rumiana cera, ale z rozmiaru 46 zeszłam do 38, w porywach do 36. Na studia poszłam już jako nowa osoba i odzyskałam, utraconą dawno pewność siebie. Niestety studencki tryb życia wszystko zniszczył. Nie był to efekt jojo, bo moje "jojo" trwałoby równe 5 lat. To był po prostu efekt złego żywienia, dużej ilości piwa, braku ruchu i wyobraźni. Po obronie magisterki pojechałam na ostatnie wymarzone wakacje. Po powrocie obejrzałam zdjęcia...i załamałam się. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, co ze sobą zrobiła. Ślepa byłam chyba przy kupowaniu coraz to większych ubrań, bo trudno raczej nie zauważyć, że na metce jest napisane 46... Wróciłam do wagi sprzed 5 lat... I postanowiłam zacząć od nowa. Niestety teraz szło mi dużo wolniej. Przez kolejne pół roku zrzuciłam 20 kilo, też na diecie 1000 kalorii, która jednak nie chciała już działać tak skutecznie jak kiedyś. No ale 20 kilo to też coś. Niestety po tym wszystkim zostały mi fatalne rozstępy i celulit. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że w trakcie diety trzeba ćwiczyć, żeby skóra się wciągnęła i pielęgnować ją, żeby się nie rozlazła oraz pić dużo wody, co by pozostała jędrna... No ale przynajmniej sylwetka była zadowalająca. To niestety zbiegło się z podjęciem nowej pracy, która totalnie przykleiła mnie do krzesła, zaoferowała firmowe obiadki i konferencyjne ciasteczka.... Przez rok walczyłam, ale i tak przytyłam, ok 5 - 7 kilo. Na pół roku przed ślubem, jak większość panien młodych obiecałam sobie, że do ślubu osiągnę 60 kilo. Katowałam się pół roku, tą samą dietą 1000 kalorii, ale mój organizm już wiedział co jest grane, bo to było trzecie poważne podejście... Postawił mi mega opór (pomimo ogromniej ilości fizycznych ćwiczeń!) przez co tym razem w tym samym czasie co kiedyś, schudłam już tylko 10 kilo. Do tego wycieńczyło mnie to okrutnie i zaraz po ślubie dowiedziałam się naprawdę co to jojo... Wystarczył miesiąc, by pomimo w miarę zrównoważonego odżywiania się wrócić do wagi sprzed diety.... Na rok odpuściłam sobie poważne diety, a starałam się jedynie nie obżerać. Po roku, wiedziona przekonaniem, że mój organizm czwarty raz nie da się nabrać na dietę 1000 kcal, postanowiłam sprawdzić dietę Dukana.... No i doznałam olśnienia. Nagle okazało się, że można być na diecie, a nie być głodnym! Zaczęłam pić dużo wody, odstawiłam wszystkie zabronione węglowodany, wypiłam hektolitry jogurtów, pochłonęłam kopy jajek i tony gotowanego lub grillowanego kurczaka. Po 5 dniach białkowych rzucałam się na warzywa, których nigdy wcześniej jakoś specjalnie nie lubiłam. Po jakimś czasie ten jadłospis zaczął mnie nudzić, więc sięgnęłam po przepisy do internetu, gdzie znalazłam kopalnię wiedzy na temat smacznych i dietetycznych przepisów dukanowych. 
W grudniu osiągnęłam zaplanowaną wagę, ale ponieważ osoby odchudzające się nie widzą siebie oczami, tylko własną zniekształconą wyobraźnią, ubzdurałam sobie, że to nadal za mało. Chciałam zrzucić jeszcze 3 kilo. Udało mi się zejść do 59 kg, ale tu już mój organizm się zbuntował  - waga stanęła, a ja kontynuowałam dietę jeszcze przez dwa miesiące - 2 fazę, zamiast już wtedy przejść do 3... W marcu uznałam, że nic już nie wskóram i rozpoczęłam 3 fazę....ale tylko z nazwy, bo tak naprawdę zaczęłam (nie)normalnie jeść. Nagle pozwoliłam sobie jednym momencie na wszystko, czego sobie do tej pory odmawiałam... No i dorobiłam się 6 kilo na plusie w jeden miesiąc... Gdyby nie ta głupia zatwardziałość byłabym właśnie w środku trzeciej, dużo lżejszej fazy i nie miałabym problemu. Dlatego teraz walczę na spokojnie i wprowadzam nowe środki i metody, tym bardziej, że zaczęło się lato i pojawiła się opcja na rower! :) Bo jakoś ćwiczenia w domu mi nie wychodzą, a do siłowni jakoś nie po drodze... Zobaczymy co z tego wyniknie, bo mój organizm ma już ewidentnie dosyć... Przyznać jednak trzeba, że Dukan mi nie zaszkodził. Badania krwi, które zrobiłam w grudniu wyszły rewelacyjnie - czego nie można powiedzieć o diecie 1000 kcal. Jedyne co ucierpiało to silna wola i motywacja, no i oczywiście metabolizm, który zwolnił tak mocno, że mam wrażenie jakbym go już w ogóle nie miała.... :P No ale zobaczymy co przyniesie przyszłość... :) 
Dodaj komentarz