Ostatnio dodane zdjęcia

Ulubione

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Chcę Wam dać panowie, panie, receptę na odchudzanie. Zamiast ziółek, kropeleczek, strzelcie szybki numereczek! Przy nim ćwiczysz mięśnie brzucha, krew napływa do serducha, płuca chłoną tlen jak miechy, ile przy tym jest uciechy! A nie wspomnę, że pośladki u panienki, czy mężatki, są jak pupa niemowlęcia, albo jak policzki księcia! Biedni, nędzni, czy bogaci, w gatkach, gaciach, czy bez gaci, niechaj, jęczą, posapują, pocą się, ale pompują! Bo od kiedy świat istnieje, Masajowie, czy Pigmeje, wiedzą, że numerek z rana, to jest cymes proszę pana! Byłem rano też poczęty! Ojciec mój był wypoczęty po przespanej całej nocy jestem pięknym jej owocem!!! Więc od jutra już rodacy, w wodzie, w lesie, w domu, w pracy, nago, w różu, w czerni, bieli, każdy niech numerek strzeli!!

ragazza.di.sterline

kobieta, 24 lat, Łódź

166 cm, 73.30 kg więcej o mnie


Postanowienie noworoczne: Do urodzin zrzucić 10 kilogramów!!

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Masa ciała

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

Runda druga - dzień 1

6 marca 2012 , Komentarze (11)

Zrobiłam sobie dwa tygodnie przerwy od diety. Potrzebowałam kilku dni bez liczenia kalorii. Wyszło całkiem nieźle, bo okazało się, że nie muszę bać się efektu jojo. Nie rzuciłam się na jedzenie:) Jedyny grzeszek o frytki, ale nie w takich ilościach jak kiedyś! Może jednak jest nadzieja, że zaczynam żyć zdrowo:)
***
Dziś układam sobie plan na drugą rundę zmagań z wagą. Mam dużo siły i dobrych chęci. Zaczynam z wagą 70 kilogramów. Oznacza to, że jestem w połowie drogi! Schudłam już 12 kilogramów..Pozostało kolejnych 12 + 1 na dobre zakończenie. Jeśli motywacja nie spadnie, to do wakacji będę wyglądać cudnie:)
Plan na marzec: stracić 4 kg!
Do końca miesiąca mam karnet na siłownię. Chcę to wykorzystać maksymalnie, dlatego planuję wizyty w "świątyni potu" przynajmniej 4 razy w tygodniu. Zawsze według schematu: 15 minutowa rozgrzewka, 20 minut ćwiczeń siłowych i 50 minut aerobów zakończonych rozciąganiem. Dzięki rozciąganiu łydek po biegu zrzuciłam tam już 3 centymetry:) Tak więc warto było tracić czas. 
Za dwa tygodnie zaczynam biegać z planem Pumy. To znaczy zaczynam plan już teraz - tylko biegać będę na bieżni. Potem na urodziny kupuję sobie buty do biegania i przerzucę się na leśne ścieżki. 
Po za tym odkryłam, że w moim mieście jest coś takiego jak DARMOWY aerobik! Jak mogłabym nie skorzystać? Byłam już dwa razy. Dostałam niezły wycisk. W poniedziałki są takie typowe zajęcia z elementami tańca. A w środy.. aerobik z elementami stretchingu. Mówię Wam. W czwartek ledwo mogłam chodzić po schodach. Ale i tak tam wrócę. Zaraz po zajęciach czułam się naładowana energią.
Dodatkowo chcę codziennie ćwiczyć 8 min abs i 8 min legs. Przynajmniej jedną serię, ale jeśli czas pozwoli to więcej. Plus oczywiście zwykłe pół brzuszki. To chyba dobry pomysł na wypełnienie czasu przed snem. Chociaż nie będę miała czasu myśleć o jedzeniu.
I od jutra wracam na dietę pełną parą. Tym razem 1300 kcal. Chcę to rozłożyć na 5 posiłków. Zastanawiam się, czy może być tak: śniadanie - 350 kcal, II śniadanie - 210 kcal, obiad - 400 kcal, podwieczorek - 130 kcal, kolacja - 210 kcal. Muszę jeszcze pomyśleć o godzinach posiłków. Chcę jeść regularnie, ale każdy dzień wygląda inaczej i nie jest to takie proste. Muszę to jakoś na spokojnie ogarnąć.
***
To tyle na początek. Jutro spiszę dokładną wagę i wymiary. Zobaczymy, ile uda mi się osiągnąć w miesiąc.
Cieszę się, że do Was wróciłam:)
***
Podoba mi się pomysł z dodawaniem zdjęć dla motywacji. Też zacznę to robić:)

Dodaj komentarz

dzień 42

14 lutego 2012 , Komentarze (5)

Padam na twarz. Postanowiłam nie zaniedbywać ćwiczeń w domu. Właśnie zrobiłam 300 brzuszków. To strasznie dużo jak na mnie. Dobrze, że dziś już nic nie muszę robić. Zaraz lecę pod prysznic. Potem wracam, żeby poczytać, co u Was słychać:)
Zakładam, że w większości będą to wpisy walentynkowe. I bardzo dobrze:) Miłość zasługuje na to, żeby mieć swoje święto. Gdyby tylko ludzie częściej traktowali się tak jak dziś. Mówię oczywiście o tych pozytywnych zachowaniach. Czemu kobieta nie może dostawać kwiatów bez okazji? Dlaczego mężczyźni nie zasługują od czasu do czasu na śniadanie do łóżka? Może to wszystko wina świata, który ciągle gdzieś goni. A może to nasza wina? Gdy już mamy kogo kochać, to często się rozleniwiamy. Skoro już złapaliśmy 'króliczka', to przecież nie musimy go dokarmiać.. I tak wszystko się rozpada. Może nie powinnam się wypowiadać.. Może mam za krótki staż, żeby wiedzieć jak to jest później.. Może te 3 lata to za mało.. Ale kurczę.. Wkurzają mnie osoby, które dziś marudzą, że to głupie święto tylko dlatego, że nie mają kogo rozpieszczać. Przecież nie jest tak bez powodu. Są wyjątki, ale na ogół to wybór każdego z nas. Jeśli dziewczyna szuka księcia w białym aucie i w dodatku takiego, który zawsze wszystko rozumie, to nic dziwnego, że jest sama. Jeśli chłopak chcę seksownej dziewczyny, która zawsze ma ochotę na seks, to szybko ją rzuci z braku tematów do rozmów. Nie ma ideałów, ale przecież my też do nich nie należymy. Czemu oczekujemy cudów, skoro sami nic z siebie nie dajemy? Eh... Znów marudzę. Zawsze lubiłam to święto. Marudzę tak, bo chciałabym, żeby wszyscy mieli kogoś do kochania. 

***

W ten wtorkowy wieczór chcę Wam życzyć mnóstwa miłości. I pamiętajcie, że miłość zaczyna się od nas:) Jeśli nie kochasz siebie, to jak ktoś może pokochać Ciebie? A więc dziewczyny: kochamy nasze niedoskonałe ciałka i pokręcone charaktery!! Dzięki nim jesteśmy jedyne i wyjątkowe! Kochajmy Panów - wszak to oni urozmaicają nasze życie:)
Dodaj komentarz

dzień 41

13 lutego 2012 , Komentarze (3)

Jak ten czas szybko leci. Już 6 tygodni na Vitalii. Przyzwyczaiłam się. Jeszcze gdybym znalazła czas na częstsze wpisy. No.. ale nie można mieć wszystkiego.
Dziękuję Wam za miłe słowa:) Jednak jeszcze długa droga przede mną. Nie poddam się:)
W weekend wyszliśmy ze znajomymi, żeby potańczyć i pogadać. 
Poznałam, jakie są skutki utraty wagi.
1. Mój Mężczyzna, gdy zobaczył mnie przed wyjściem do klubu, to aż usiadł z wrażenia:) Gapił się i ciągle uśmiechał. Wtedy poczułam, że chyba warto się męczyć, bo w końcu widać efekty. Potem w klubie chodził dumny jak paw, że jestem z Nim. To było zabawne:) I bardzo przyjemne:D
2. Pozostawiona sama sobie na parkiecie nie mogłam narzekać na samotność:P Nie wiem, ile w tym zasługi mniejszej wagi, a ile mojego lepszego nastawienia. Przecież jeśli same siebie lubimy, to inni to widzą i doceniają. W końcu przestał mnie zostawiać samą:)
3. Mam słabszą głowę. Kiedyś nie było możliwości, żeby wirowało mi w głowie. Teraz ten alkohol ma mniej miejsca, gdzie może się chować. Pewnie jakiś tam związek miało też to, że cały tydzień ćwiczyłam na siłowni i zwyczajnie byłam zmęczona. Niestety koło 2 stwierdziłam, że musimy wracać, bo zasnę na kanapie. Głupio mi, ale nie przewidziałam tego. I w sumie to odpokutowałam. Pierwszy raz w życiu miałam kaca. Następnym razem muszę wziąć poprawkę na nową wagę.

Po za tym na razie bez zmian. Oprócz sobotniego wieczoru, kiedy to zjadłam tortillę i wypiłam trochę więcej, to trzymam dietę. Z ćwiczeniami też jest ok. Chociaż przyznaję, że w domu coraz bardziej mi się nie chce. Ale mój brzuch tego potrzebuje, więc nie mogę odpuścić.

***
I jeszcze pytanie. Szukam i szukam, ale jakoś nic mnie nie urzekło. Moje Walentynki przypadają dopiero w sobotę. Robię kolację:) Macie jakieś sprawdzone przepisy na coś dobrego. Myślałam o piersiach z kurczaka nadziewanych czymś. Ale wszędzie są tylko pieczarki albo szpinak. Pieczarki za często się pojawiają, a szpinaku nie lubię. Wszelkie pomysły mile widziane:D
Buziaki
Dodaj komentarz

dzień 37

9 lutego 2012 , Komentarze (9)

Dzień dobry! Dobry wieczór! Hej! Hello!:)
Piękny dzień.. Słoneczny i mroźny. Właśnie takie lubię najbardziej w zimie. Uwielbiam zakładać okulary na nos, wkładać słuchawki do uszu i dziarskim krokiem maszerować przed siebie:) Jestem uzależniona od słońca. Wolę mieć czerwone od mrozu policzki niż ciepłą i pochmurną zimę jak w grudniu. Nie mogę przestać się śmiać:)
W ramach krótkiego podsumowania 9 dni nieobecności:
W weekend zjadłam frytki.. ale tylko jedną porcję i to z piekarnika! Uważam to za duży sukces. Wcześniej, gdy tylko poczułam smak frytek, to nie mogłam się od nich oderwać. Tak więc nie czuję porażki. Trochę gorzej było z ciastkami. Moja 'przyszła teściowa' zrobiła kruche ciasteczka z makiem. A ja uwielbiam mak! I zjadłam kilka. Ale zaraz potem wyciągnęłam mojego Mężczyznę na długi spacer, więc chyba tak źle nie było. Odrobiłam straty. 
Zresztą.. Możliwe, że to wszystko wyszło mi na dobre. Waga trochę ruszyła w dół. I tak..
Uwaga.. uwaga! Ważę już tylko 71.7 kg! A to oznacza, że w trochę ponad 3 miesiące schudłam 10 kg! Tak.. tak.. Zaczynałam od 81.7 kg. Nigdy więcej nie chcę oglądać 8 z przodu. A jeśli teraz dobrze zadziałam, to pożegnam też 7:)
Właśnie z tej okazji postanowiłam się nagrodzić. I nie.. Nie jedzenie. Chociaż ostatnio mam wielką ochotę na czekoladę. Wszystko przez te zbliżające się Walentynki. Wszędzie reklamy czekoladek. A niech ich! Jednak nie uległam:) Za to dziś zaszalałam. Czyli byłam u fryzjera i kosmetyczki:) Teraz nawet moje włosy są lżejsze:P Czy może być lepszy sposób na uczczenie utraty 10 kg? Ten jest najlepszy. Przynajmniej gdy mężczyzny obok brak:)
A teraz.. Czas wrócić do ćwiczeń. Czeka mnie wieczorna seria.
*** 
Zapomniałabym. Ćwiczenia na brzuch, o których pisałam ostatnio. Szczerze polecam. Wydają się proste, ale... Dają efekty. Straciłam na początek 2 cm w pasie:) A to dopiero początek.
Buziaki dla Was:) 

Dodaj komentarz

dzień 28

31 stycznia 2012 , Komentarze (8)

Dzień dobry!
Ja tylko na chwilkę:) Chciałabym podzielić się z Wami moim dobrym humorem. Bardzo dobrym humorem:) Jak mały ciuch może poprawić nastrój:D
Mojej tuniki Wam nie oddam, ale..
Chciałabym Wam życzyć mnóstwa miłości i uśmiechu z okazji Dnia Przytulania:D Takich świąt powinno być więcej:)
Dodaj komentarz

dzień 27

29 stycznia 2012 , Komentarze (4)

Witajcie:)
Właśnie się załamałam, bo nie dodał mi się ostatni wpis. A trochę przy nim siedziałam. Kurczę.. to nie pierwszy raz. No nic. To jeszcze raz.
Ostatnio naprawdę mam mało czasu. Jeśli znajdę jakąś wolną chwilkę, to ćwiczę. Chyba mi to wybaczycie. Mam taką nadzieje.
Podczas, gdy z ćwiczeniami było dobrze, to zawaliłam dietę. To znaczy odpuściłam sobie. Wczoraj i dziś już wróciłam na dobrą drogę. Mimo ćwiczeń nic nie schudłam. Szkoda, ale sama jestem sobie winna. Do mojego pierwszego terminu zostało 20 dni. Muszę jeszcze zrzucić 3,5 kg. Jeśli tylko się zmobilizuję, to powinno się udać. I uda się! A skoro o udach mowa:) Udało mi się zrzucić 1,5 cm z ud (w najszerszym miejscu)! To wiele dla mnie znaczy. Podczas wcześniejszych prób odchudzania (czyli tylko diecie) centymetry z nóg nie leciały wcale. Dzięki temu widzę, że ćwiczenia naprawdę mają sens. Plus - mogę bez zadyszki biec przez minutę. Kiedyś naprawdę nie dawałam rady.
Postanowiłam w tym tygodni coś wypróbować. Znalazłam ćwiczenia na płaski brzuch w tydzień. Bajka, prawda?:) Może, ale nie mam nic do stracenia. Ćwiczenia są lepsze niż brak ćwiczeń. Najwyżej stracę tydzień na bezsensowne ćwiczenie. A może nie stracę. Przeprowadzę test. Dla siebie i dla Was. Jeśli się uda, to każda z Was się o tym dowie:) Żeby nie było oszukiwania:
waga - 73,5 kg
talia - 78 cm
brzuch - 96 cm.
Zobaczymy jak będzie za tydzień.
Ćwiczenia się stąd:   Płaski brzuch w tydzień  
Ćwiczenia na płaski brzuch dr Tony Catersiano: 

Superbrzuszki - każdy chyba choć raz w życiu wykonywał brzuszki, ale chyba nie każdy testował superbrzuszki. Kładziemy się więc na plecach i unosimy zgięte nogi tak, aby łydki były ułożone równolegle do podłogi. Następnie ręce krzyżujemy na piersiach i napinamy mięśnie brzucha. Robimy wdech unosząc głowę oraz górną część pleców. Teraz robimy wydech i powoli opuszczamy plecy, ale nie kładziemy głowy na podłożu. Ćwiczenie to powtarzamy 50 razy. 

Odwrócone brzuszki - kolejnym ćwiczeniem na płaski brzuch są odwrócone brzuszki, gdzie również kładziemy się na plecach, ale tym razem przenosimy na początku proste ręce za głowę i chwytamy się dłońmi o coś. Następnie unosimy nogi tak, aby były w pionie do podłoża, a następnie lekko uginamy kolana. Teraz napinamy mięśni brzuch, dociskamy plecy do podłogi i robiąc wdech lekko unosimy biodra o kilka centymetrów nad podłoże. Robiąc wydech upuszczamy biodra na podłogę. Ćwiczenie powtarzamy 50 raz. 

Cały trening powtarzamy jeszcze trzy razy, by być pewnym, że po tygodniu będziemy mieli faktycznie płaski brzuch, jak mówi dr Tony Catersiano. Powodzenia!!!

Trzymajcie kciuki!
Dodaj komentarz

dzień 18

20 stycznia 2012 , Komentarze (9)

Nie było mnie. Przepraszam. Jestem teraz w trakcie aktywnego poszukiwania pracy. I to mnie wykańcza. Wracam do domu i padam na twarz. To nie znaczy, że nie ćwiczę! Jestem na siłowni przynajmniej trzy razy w tygodniu. W pozostałe dni mam motylka i ćwiczenia z video. Diety też w większym stopniu przestrzegam. Zdarza mi się zawalić, ale potem ćwiczę tyle, żeby mój grzeszek nie miał odbicia w ważeniu. I jak na razie się udaje. 18 dni i 2,9kg mniej:) Ale jeszcze długa droga przede mną. Ostatnio przeglądałam forum - dział o sukcesach. Nic tak nie motywuje, jak zdjęcia osób, którym się udało. Chciałabym być kiedyś taką motywacją dla innych. Dlatego dziś zrobiłam sobie zdjęcia PRZED. A za jakieś pół roku dołączę do nich zdjęcia PO:) Nie wystraszcie się!
Dodaj komentarz

dzień 8

10 stycznia 2012 , Komentarze (3)

To był długi dzień. Naprawdę długi. Ale udany:)

Nie potrafię wstawać w zimie przed 6. Po prostu nie jestem do tego stworzona. W wakacje mogę robić takie rzeczy, ale nie dam rady, gdy jest ciemno. Chociaż nie.. dziś nie było ciemno. Dziś było biało. U Was też spadł śnieg? To znaczy wpadł tylko na śniadanie i to tylko pierwsze. Musiałam dziś odwieść brata do pracy. Myślałam, że szybko pójdzie, ale gdzie tam. Trochę białego puchu i kierowcy nie przekraczają 40 na trasie. To było najdłuższe 15 km ostatnimi czasy.

Trzymałam się diety. Już drugi dzień. Jupi! I to pewnie głupie, ale czuję się lżejsza. Może dlatego, że jem mniej (objętościowo i kalorycznie). Może dlatego, że jem więcej błonnika i on zdecydowanie działa tak, jak powinien. Może dlatego, że wypociłam dziś się na siłowni. Może i może.. Ale czy to ważne dlaczego? Wiem, że teraz tracę wodę. Wiem, że na utratę tłuszczyku muszę poczekać, ale jeśli samopoczucie jest dobre, to chce się w to brnąć.

Szperając w sieci znalazłam ciekawą informację. Niby ogólnie wiedziałam, że tak jest, ale teraz znam już szczegółyJ

 

Etapy zrzucania wagi

  Często po pierwszych dnia odchudzania jesteśmy zachwyceni efektami, nie zdając sobie sprawy, że pozbywamy się zapasów wody, a nie tłuszczu. O spalaniu tłuszczu możemy mówić dopiero po 11 dniach diety. A tak wygląda rozkład spalania:

Etap 1: Przez pierwsze 3 dni diety tracimy 70% wody, 5% białka, 25% tłuszczu

Etap 2: Do 13 dnia diety tracimy 19% wody, 12% białka, 69% tłuszczu 

Etap 3: Między 21 a 24 dniem diety tracimy 15% białka, 85% tłuszczu

Etap 4: Od 24 dnia diety tracimy 25% białka, 75% tłuszczu

 

Czyli wychodzi na to, że nie pozostaje mi nic innego tylko czekać. Zastanawiam się, czemu w etapie 4 tracimy mniej tłuszczu niż w etapie 3. Ciekawa jestem, z czego to wynika.

 

***

 

Moje dzisiejsze menu:

śniadanie: musli z mlekiem - 360 kcal

2 śniadanie: grejpfrut + garść błonnika - 180 kcal

obiad: wątróbka z makaronem - 360 kcal

podwieczorek: 2 kromki pieczywa chrupkiego z konfiturą - 120 kcal

kolacja: sałatka z jajka i groszku z jogurtem i ziołami - 180 kcal

 

Dodaj komentarz

dzień 7

9 stycznia 2012 , Komentarze (3)

Jestem, jestem!
Mój Mężczyzna miał urlop, więc... Zawaliłam. Przepraszam. Zresztą waga się już na mnie zemściła. Cóż.. sama jestem sobie winna.
Korciło mnie, żeby napisać, że znów jest 'dzień 1'. Na szczęście rozsądek wrócił. Bo mogę tak co poniedziałek zaczynać. I co mi to da? Milion tygodniowych diet, które kończą się po dwóch dniach? Jaki to miałoby sens? Czasem mam jakieś przebłyski świadomości.
Przynajmniej siłowni nie odpuściłam. Ćwiczę do upadłego. W zeszłym tygodniu ledwo mogłam podnieść ręce. Wiem.. przesadziłam.
Ostatnio przekonałam się, że bardzo szybko można postawić na pójście na łatwiznę. Bo co ja-genialna wymyśliłam? Dietę kopenhadzką. Ale spokojnie.. Naprawdę czasem zdarza mi się pomyśleć zanim zacznę działać. Nie powiem. Korci. Szybko i dużo. Marzenie każdej z nas. Prawda? Jak cudownie byłoby zobaczyć po dwóch tygodniach jakieś 6-8 kilo mniej.. Eh.. Rozmarzyłam się. A jeszcze cudowniej byłoby po miesiącu czy dwóch. Waga +10kg. Niestety przechodziłam przez to. 
Opowiem Wam 'bajkę - horror':
Dawno, dawno temu za górami i rzekami, gdy Ragazza była piękna i młoda, zakończyło się wielkie pisanie egzaminu dojrzałości. Ponieważ Ragazza ostatni egzamin napisała w połowie maja, podczas gdy jej znajomi jeszcze męczyli się z arkuszami, postanowiła odespać zarwane godziny i utracić przybyłe kilogramy. Przeszukując wnętrza internetu znalazła 'skarb' - dietę, która obiecywała utratę 8 kilo w ciągu krótkich dwóch tygodni. Marzenie. Postanowiła spróbować, aby spotkać swych kompanów w mniejszym rozmiarze. I tak chudła i chudła.. Jedząc i nie jedząc. Ostatniego dnia weszła na wagę - 9 kilogramów mniej! Sukces! Inni tyle tracą przez dwa miesiące, a ona sprytna straciła tylko dwa tygodnie na diecie. Cel osiągnięty. Przyjaciele pod wrażeniem. I tak minęły wakacje. Mnóstwo ruchu i zabawy. Mało czasu na jedzenie.Waga się utrzymywała. I nagle bajka się skończyła. Zaczyna się horror. We wrześniu trzeba było trochę przystopować. Przygotować się do dalszej edukacji. I cóż się stało? Spodnie kupione na rozdanie wyników matur nie chcą się dopiąć. O wredne stworzenie. Zaczyna się płacz i powolne kierowanie się w stronę wagi. I.. 7 kilo więcej. Potem było już gorzej. Waga z 65 kg w maju urosła do 81 w styczniu następnego roku. I tak sobie te kilogramy wędrują w Ragazzą przez życie. Czasem kilka odchodzi, ale tylko na chwilę. I tak przez 4 lata. 
Czy było warto? To raczej głupie pytanie. Nigdy, ale to nigdy nie zastosuję 'szybkiej' diety. Dziś marzę, aby znów zobaczyć 6 z przodu. Zrobię to powoli, ale na dobre. Szybkie efekty kuszą, ale nie są warte tego, co następuje po nich.

***

Moje dzisiejsze menu:
śniadanie: musli z mlekiem - 360 kcal
2 śniadanie: jajko +2 kromki chrupkiego pieczywa - 180 kcal
obiad: banan - 120 kcal
podwieczorek: pierś kurczaka smażona + kasza gryczana + pomidor z cebulką - 360 kcal
kolacja: kisiel + garść błonnika - 180 kcal
Dodaj komentarz

ponownie dzień 1

4 stycznia 2012 , Komentarze (8)

Zaczął się nowy rok. Jak zawsze zaczyna się szturm na siłownie, kluby fitness i apteki. Prawie każdy postanawia coś zmienić. Chcemy być szczuplejsi, zdrowsi, bogatsi lub mądrzejszy. Niektóre postanowienia są proste. Inne szybko pójdą w zapomnienie. Bo okazuje się, że plastry pomagające rzucić palenie są droższe niż papierosy. Więc po co się męczyć i tracić więcej pieniędzy? Nasza wielka mobilizacja nauki nowego języka kończy się, gdy uświadamiamy sobie, że trzeba temu poświęcać przynajmniej cztery godziny tygodniowo. Skąd brać na to czas? I najpopularniejsze - odchudzanie. Nastąpiło wielkie ruszenie na siłownie. Karnety kupione na trzy miesiące do przodu. Przecież się trzeba zmobilizować! I tak pierwsza wizyta, to mnóstwo energii i pozytywnego nastawienia. Potem energia się powoli kończy. Po jakimś tygodniu czy dwóch pozytywne nastawienie też gdzieś ucieka. I tak oto (razem z milionem innych osób) kombinujemy, jak przekonać wszystkich, że nie przestaliśmy ćwiczyć przez lenistwo. Wymówek jest wiele. Od kontuzji, przez brak czasu, na niesympatycznym trenerze kończąc. Karnet ląduje w koszu, gdzie czeka na swojego przyszłorocznego kolegę. Smutne, ale prawdziwe.

W tej chwili krytykuję nie tylko innych ludzi, ale i siebie. Karnet na siłownię leży spokojnie w moim portfelu. Czy skończy jak wiele innych w koszu? Postaram się, aby tak nie było. Powstrzymuje mnie też nienawiść do marnowania pieniędzy. Podobno mamy kryzys. A jednak niewiele osób zastanowi się, zanim wyrzuci do kosza równowartość stu złotych. Przynajmniej st. Ja tego nie zrobię. Wykorzystam go i ewentualnie zastanowię się, czy potrzebuję kolejnego. Bo mimo iż szkoda mi pieniędzy na głupoty, to chciałabym zrealizować swoje postanowienie. Ten rok przyniesie wiele zmian w moim życiu. Chciałabym, aby towarzyszyło mi trochę mniej mnie. I uda mi się. Muszę tylko skoncentrować się na celu. Nie załamywać się niepowodzeniami i nie tracić czasu.

Proszę Was bądźcie surowe, gdy zawalę, i chwalcie za każdy mały sukces. Jestem słabym człowiekiem. Bądźcie moją inspiracjąJ I wybaczcie mi, jeśli marudzę jak dziś. Postaram się robić to rzadziej. Załamałam się dziś. Od tygodnia byłam przykuta do łóżka. Rozłożyło mnie totalnie. Tak więc nie udało mi się stracić nawet pół kilograma wody. Wczoraj było już naprawdę dobrze, więc dziś dziarskim krokiem udałam się na siłownie. A tam.. Totalne oblężenie. Czekanie na wolny sprzęt i słuchanie rozmów licealistek, które na studniówce chcą wyglądać jak wyciągnięte z obozu. Jutro muszę zerwać się rano – może uda mi się ominąć te tłumy.

A jak Wam mijają te pierwsze dni nowego roku i nowego życia (jak niektórzy mówią)? Ze swojej strony życzę Wam sukcesów i pozytywnego nastawienia na cały rok! Bądźcie szczupłe i uśmiechnięteJ

Ps. 30 grudnia dodałam nowy post. Jak się okazuje post widmo. Wiecie może czemu nie został opublikowany? Chyba że przez gorączkę miałam omamyJ

 

Dodaj komentarz