Dzisiaj przegięłam na całej lini. Wróciłam wcześnie ze szkoły i od razu dosłownie rzuciłam się na jedzenie. I tak już jem jem i jem miliony kalorii od 13 do teraz. Nie mogę pojąc dlaczego zawsze gdy już widze jakieś efekty,jakieś zmiany w moim ciele muszę zawieźć.Jednak nie mogę narezkać i wezmę się za siebie. Wiem,że źle zrobiłąm,ale nie cofnę czasu. Konsekwencje już widze i czuje,ale szybko to zrzucę.Przecież wojna trwa i nie mogę się poddać bez porządnej walki i z samymi stratami. Tak więc muszę wytrzymać.Mój mini kalendarzyk pokazuje 43 dni,więc przez ten czas nie dam za wygraną.
CO do szkoły to się nawet cieszę.Dzisiaj dostałam trzy piąteczki. W końcu. Od początku semestru jakoś nie mogłam dojrzeć takiej oceny.Miejmy nadzieję,że zbiorowisko piąteczek jak najszybciej się namnoży :)Jutro ni elicząc wf`ów i dodatkowej historii mam 3 lekcje, co się równa trzema sprawdzinami...No cóż nauczyciele muszą pomęczyć biednych uczniów :)
Własnie przed chwilą informatyk włączył mi internet w laptopie i sie bardzo cieszę. tak trochę wolno chodzi,ale wytrzymam. Lepsze coś niż nic :)