prawie dwa tygodnie minęły od mojego ostatniego wpisu. Ale prawdą jest, że jakoś ostatnio nie mam weny do pisania. I nie za bardzo mam o czym pisać. Nie znaczy to, że w moim zyciu nic się nie dzieje i wieje nudą z każdej strony, ale po paru pamiętnikach widzę, że takie wywnętrzanie się może być niestety użyte przeciwko nam. Szkoda. Bo osoba taka jak ja, tzn mieszkająca w małej miejscowości nie zawsze ma szanse na jakieś towarzyskie kontakty i rozmowy o różnych problemach. Wiem, że najwierniejsi znajomi z internetu nie zastąpią nawet rzadkich spotkań z psiapsiółką ale była to zawsze jakaś alternatywa. A teraz po tej ilości jadu jaka wylewa się nawet na naszym portalu zaczynam szczerze wątpić (choć wcale tego nie chcę) w szczerość w necie. Te moje obawy nie dotyczą wszystkich, bo jednak poznałam tutaj wiele wartościowych osób, z którymi mogę wymienić swoje poglądy, na szczęście.
Dobra dość ględzenia. Nawet nie wiem kiedy minęły te dwa tygodnie. I uff nareszcie piątek. Od kilku dni kompletnie zeszła ze mnie para do jakiegolwiek działania. Nic mi się nie chce. Już dwa dni z rzędu walczę ze sobą o wcześniejsze wstawanie rano i narazie ćwiczonka wygrywają Jakoś udaje mi się rano zedrzeć z siebie tą cieplusią kołdrę i zacząc wymachiwać swoimi zesztywniałymi po błogim śnie kończynami. Powinnam chyba siebie nagrac podczas tych porannych ćwiczeń. Wyglądam pewnie dość zabawnie z fryzurą jak wkurzony Szopen i z non stop rozdziawioną ziewaniem buzią. Hi, hi, hi. Ale najważnejsze jest, że ćwiczę bo gdyby nie to, to już bym chyba załamki zaliczyła, bo niestety czasami nie udaje mi się trzymać nowych zasad odżywiania tak jak to sobie wymysliłam. Największym moim problemem jest to, że nie za bardzo lubię gotować, nie sprawia mi to żadnej przyjemności i najchetniej, podobnie jak mój mąż, obchodziłabym kuchnię szerokim łukiem. No ale jak wiadomo tak się nie da bo, żeby schudnąć trzeba jeść!!! Na dodatek urozmaicone posiłki. Hmm ciekawe jaki jest sposób na to, ażeby zacząć celebrować posiłki zarówno podczas ich konsumowania jak i tworzenia. A może ktoś ma jakiś pomysł na tego typu przypadłość? Hę?
To prawda, jest coś magicznego w padającym z nieba białym puchu. Świat wydaje się piękniejszy, bardziej radosny. Poza tym taki biały śnieg to zapowiedź czegoś wyjątkowego. Bo dla mnie właśnie zbliżające się Święta są równie magiczne jak ten padający biały pyłek.

Pamiętam z dzieciństwa jak sama radośnie witałam leżący za oknem pierwszy śnieg. Dziś sama jestem mamą i taką samą roześmianą buźkę i radosny błysk w oczach ujrzałam dziś rano na twarzy mojego synka. I czy to nie jest magiczne, Że od tylu lat ta biała kołderka ziemi wzbudza takie same radosne uczucia.? A i oczywiście padło standardowe pytanie; " Kiey przyjdzie Mikołaj", które jeszcze dziś usłyszę pewnie kilkanaście razy. 

Co prawda tutaj miałam zapisywac codziennie swoje osiągnięcia ale niestety nie zawsze mi się to udaje. Znaczy się zapisać bo osiągnięcia mam codziennie i to nie małe. Natomiast teraz mam problem w domku z moi synkiem. Od kilku dni skarży się na bóle brzuszka, któremu nie towarzyszą żadne inne objawy typu gorączka, wymioty itp. Wczoraj nawet skończylo się przyjazdem pogotowia a dziś od rana wizytą w przychodni. Jutro będą wyniki z badania krwi i moczu zobaczymy czy już coś będą wiedziec lekarze bo jak narazie nikt nic nie wie skad te bóle brzuszka.
A ja na szczęście wszystkie swoje osiągnięcia zapisuję w kalendarzyku. I przyznam się, że przez te wszystkie dnie niepisania nie próżnowałam. Dwa razy w tym tygodniu udało mi się nawet pokręcić hula hop przez 60 min non stop. Mój mąż nie mógł wyjść z podziwu. Żałuję, że poraz kolejny nie zmierzyłam się i nie obfotografowałam na początku drogi do zmiany swojego ja. Ale tych kg zostało mi trochę i jak teraz to zrobię to efekt za kilka kilo tez będzie widoczny.
Osiągnięcia
22 dni bez słodyczy
dziś gimnastyka 20 min
+8 min legs
+8 min abs (oj dały mi w kość bo mam słabiutkie mięśnie brzucha)
30/105
Ależ ten czas zasuwa. Dopiero co byl poniedziałek a dziś już czwartek a ja żadnego wpisu od 3 dni nie zrobiłam.Oj stanowczo muszę się poprawić. Moja aktywność fizyczna jest godna podziwu. Sama sobie się dziwię, że wstaję przed 6.00 i się 20 min gimnastykuję. Ale pierwsze efekty już są. Jestem odrobinę sprawniejsza a to już jest coś. W mysl zasad nie katowania się, nie odchudzania się na siłę itp rzeczy pozwalam sobie co jakiś czas na drobne grzeszki a kolejnym osiągnięciem jest to, że staram się nie dopuszczczać do siebie mysli, że powinnam z ich powodu mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia. Dam radę i nie dlatego, żeby komuś coś udowodnić dam radę dla siebie. Udowodnię samej sobie, że jestem wbrew pozorom wartościową osobą. Tak to zaskakujące jak ogromny wpływ na nasze życie ma to jak o sobie myślimy. Ostatnio słyszałam gdzieś w radiu fajną historię. Mianowicie przy okazji wizyty Dalajlamy zadano mu pytanie jak sprawić aby ludzie zaczęli bardziej pozytywnie myśleć o sobie? A Dalajlama na to, że " nie rozumie pytania, bo jak można być z siebie niezadowolonym, przecież każdy z nas jest kimś wyjątkowym, pięknym niepowtarzalnym. I każda istota zasługuje na szacunek i podziw". No i tego się dziewczyny trzymajmy.
19 dni bez słodyczy
20 min gimnastyki rano
50 min hula hop
No tak minął kolejny tydzień. I całkiem nieźle mi w nim poszło.Nieźle to mało powiedziane, poszło mi super. Z gimnastyki porannej nie zrezygnowałam ( z tego jestem najbardziej dumna) mimo, że byłam na wyjeździe. Jedynie hula hop nie wzięłam i z kręciołami jestem do tyłu. Myślenie nadal bardzo pozytywne i mocno nakręcone na sukces. Ale taki sukces osiągnięty w sposób powolny, cierpliwie do celu. Prawdą jest, że cierpliwości człowiek uczy się z wiekiem a jeszcze bardziej jak się ma dzieciaczki w domu. Teraz ciesze się z każdych 100 g. Bo dla mnie samej np 40 dkg mniej, po całym tygodniu przebywania u Mamy do tego dorzucic jeszcze trzeba dwie imprezy urodzinowe z tortami i chrzciny, to mega osiągnięcie.
Uzbierałam już 16 dni bez słodyczy
a dziś jeszcze było:
20 min gimnastyki rano
30 min hula hop
22/105
dziś króciutko, bez przemyśleń, znaczy się one dalej w mojej głowie krążą i starają się urzeczywistniać, ale nie mam dziś ochoty na jakieś filozoficzne wynurzenia. Jestem w świetnym humorze i mam niemałe powody do tego:
8 klejnot do szkatuły bezsłodyczowej ( a do skarbonki wpadły kolejne 2 złocisze)
50 min hula hop
20 min gimnastyka poranna
70 brzuszków
11/105
Plan w mojej głowie, którego zamierzam się trzymać. Postanowiłam sobie nic na siłę, wszystkie zmiany wprowadzać stopniowo nie zarzynać się, bo to tylko zniechęca. Bynajmniej u mnie tak to działało. Drastyczne zmiany w diecie owszem zawsze u mnie czyniły cuda, w dośc szybki sposób gubiłam kilogramy ale nie da się w przeciągu miesiąca zmienić dotychczasowego życia i sposobu odżywiania, co za tym idzie po miesiącu wyrzeczeń wracałam do punktu wyjścia. Teraz będzie inaczej, bo zaczęłam jednocześnie zmiany wprowadzać w swoje myślenie i podejście do siebie samej. Z dumą patrzę na zapiski z poprzednich dni szczególnie na bilansy dnia i moje osobiste sukcesy. Nie myślę: " łeeeeeee co to jest 15 min gimnastyki", ale "super Ci idzie!!! Rób to codziennie a efekty same Cię zaskoczą". Tak gadam ze sobą w myślach. Każdego dnia próbuję w ten sposób wyprzeć z siebie te zatwardziałe pokłady niewiary w swoje możliwości.
Moje sukcesy:
7 klejnot do szkatuły bezsłodyczowej ( a do skarbonki wpadły kolejne 2 złocisze)
50 min hula hop
15 min gimnastyka poranna
8 min legs
10/105
ale wielkie szczęście. Jak się okazuje smakować szczęście, celebrować małe sukcesy to jest właśnie to czego w moim życiu brakowało. Wiecznie gdzieś tam daleko był jakiś cel i nic poza nim się nie liczyło. Traciło wartość to co już osiągnęłam bo zupełnie tego nie dostrzegałam. Wystarczyło małe potknięcie a ja kompletnie się gubiłam. Mój cel znikał mi z oczu, a z powodu marazmu, który mnie ogarniał, wręcz się oddalał. Tym razem mój cel osiągam codziennie bo codziennie walczę o swoje lepsze ja. Doceniam swoje wysiłki, nawet inaczej piszę posty. Nie piszę, że "nie wiem czy mi się uda" zamiast tego piszę "wierzę, że mi się uda. Niby niewielka różnica a jakże jednak wielka zmiana.
Moje dzisiejsze powody do dumy:
6 dzień dorzucam do bezsłodyczowej kolekcji
50 min hula hop
15 min gimnastyki porannej
i na dokładkę 90 brzuszków.
9/105