Za oknem piękna pogoda, a ja sobie rozmyślam jak to fajnie będzie pojeździć na bajku jak się zrobi ciut cieplej (no i może by tak rolki).
Qrcze nie ma nic fajniejszego niż obrać sobie jakiś cel na mapie, zapakować do plecka wode i ruszyć w droge.
Jak sie przejedzie te 50 czy 70km to człowiek jest taki z siebie zadowolony, że wytrwał, że dał rade, że zobaczył nowe miejsce.
Co prawda powrót zawsze jest trochę gorszy, ale za to jak się już dojedzie do domku, późnym wieczorem, po zachodzie słońca to kąpiel ze szklaneczka zimnej wody czy... a co tam - pysznego piffka z soczkiem to normalnie
RAJ NA ZIEMI. Już nawet jeść się nie chce. Człowiek kładzie się do łóżka, jeszcze chwilkę poczyta i zasypia jak na chmurce w niebie. Super sprawa.
Już niebawem... tak właśnie będzie. Niech tylko dzionek się wydłuży, świat sie zazieleni, niech powieje wiosenny wietrzyk i ruszajmy w trase!



Oj ależ mi się napisało;) A tak żeby było na temat - to nadal czekam na dietkę vitalii. Dostane ją jutro o 11:00.
Tymczasem borem lasem zjadłam do teraz:
Jagurt naturalny (bez cukru) z łyżeczką dżemiki śliwkowego i 3-ma łyżkami otrąb (ę) owsianych - to wszystko razy 2
oraz Sałatkę Grecką w pubie obok ( ale bez piwa).
Piję dużo wode ( ale to jak zawsze - bo ją wprost uwielbiam)
Plan na wieczór to cały program 8min (strech, abs, legs, arms, buns) - czy go wykonam - pożyjemy zobaczymy.