Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

Odchudzam się od kiedy miałam jakieś 14 lat (teraz mam 26;)). Zawsze byłam lekko pulchna, nie gruba. Teraz też tak jest i już po utracie 2 kg czuję się lepiej, ale ogólnie nie czuję się dobrze w takim ciele. Czas to wreszcie zmienić. Uwielbiam uprawiać sport, ale tak samo przepadam za gotowaniem;)

Informacje o pamiętniku:

Odwiedzin: 5730
Komentarzy: 116
Założony: 24 czerwca 2012
Ostatni wpis: 22 lutego 2013

Marteaa

kobieta, 28 lat, Warszawa

179 cm, 76.50 kg więcej o mnie

Postanowienie wakacyjne: Zrzucić 10 kg w maksymalnie 3 miesiące

Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

23 lutego 2013 ,Komentarze (2)

Dzień dobry:)

Nie było mnie tyyyyyle dni;) zajęta bardzo byłam. Zapracowana. Ale do rzeczy - zważyłam się przedwczoraj i co widzę? 75,5 kg!
Czy to możliwe, żebym tak po prostu schudła w miesiąc 3,5 kg? Nie czuję, że aż tak. Wydaje mi się, że z 1,5 kg mogę uznać za wahania związane z okresem (mam tendencję do puchnięcia), a 2 kg to efekt mojej pracy nad ciałem:) tak, czy inaczej - cudownie! Aaale... to nie koniec. Za 2 miesiące biorę ślub i chciałabym do tego czasu schudnąć z 5 kg :| kupiłam sukienkę na zalando - wzięłam rozmiar m i wcisnęłam się w nią, ale jest stanowczo za ciasna. Ale to dobra motywacja, żeby schudnąć, co?

Na razie jest ciężko w ostatnich dniach, bo jestem wybitnie zmęczona. W pracy mam jakiś kryzysowy czas i nie mam siły na nic:/ Ehhh... biorę się za siebie.

Wiecie, to dziwne... Niby cieszę się ze spadku wagi, ale zejście poniżej 75 kg (już blisko!!) napawa mnie... lekiem. Nie wiem, o co chodzi. Może to mój organizm się broni przed oszczędzaniem kalorii, bo tak dawno nie ważyłam tyle... Dziiiiwne. No nic. Jakoś będzie musiał się z tym pogodzić:) już nie mogę się doczekać!
Dodaj komentarz

31 stycznia 2013 ,Komentarze (4)

Ufff, najgorsze za mną. Dwa pączki dziś. Naprawdę musiałam, służbowo - wiem, że trudno uwierzyć;).

Ale poszłam je wybiegać. Szczerze mówiąc, po tych dwóch dniach jedzenia "wszystkiego" zatęskniłam za dietą. Czuję się dzięki niej lepiej i wcale tak bardzo nie tęsknię za słodyczami. Muszę jeszcze przetrwać wyjazd do mamy, ale to już będzie raczej kwestia siły woli, a nie obowiązku, więc powinno być ok.

Jutro mam wolne i jedziemy pozałatwiać trochę spraw, między innymi w Krakowie - mieszkaliśmy tam kiedyś i nie wspominamy tego dobrze, ale jednak mamy tam kilka miejsc, które lubimy i chętnie je odwiedzimy:)

Miłego piątku i weekendu!
Dodaj komentarz

29 stycznia 2013 ,Komentarze (3)

Hej Ślicznoty,

U mnie naprawdę ok. Nie jem słodyczy, codziennie jem śniadanie, w pracy mam owsiankę i jakiś owoc, a po pracy jem zdrowy obiad. Żadnego alkoholu.

Niestety obawiam się, że czeka mnie trochę ciężkich dni... Moja praca związana jest z kulinariami i w najbliższym czasie czeka mnie kilka spotkań, podczas których nie uniknę zjedzenia czegoś słodkiego... Bo nie mogę odmówić, służbowo, naprawdę:). Hehehe, normalnie powinnam się z tego cieszyć, że idę coś zjeść u świetnego szefa kuchni i nie będę za to płacić;) nie boję się, że dawka dodatkowych kalorii jakoś mnie zrujnuje, tylko że przerwie osłabi to siłę mojego postanowienia.

A na weekend do mamy... Będą pączki (dla mojego M.). Od wczoraj zaczęłam spalanie z wyprzedzeniem:D i zamierzam w tym tygodniu codziennie się ruszać z powodu tych kulinarnych wybryków, na które się zanosi. No nic, jestem dobrej myśli.

Wypiłam dziś mój ulubiony kefir. Ostatnio jadłam taki nabiał chyba ze dwa miesiące temu (mam alergię na mleko krowie) i smakował wyśmienicie! No i jakoś objawy alergii się nie ujawniły, za to jelitka jakoś ładniej zaczęły pracować. Są tu jakieś dziewczyny z nietolerancją laktozy/alergią na mleko? Jak sobie radzicie? Mnie lekarz kiedyś powiedział, że jeśli chodzi o dostarczanie białka nie ma co się martwić, ale jednak flora bakteryjna układu pokarmowego ucierpi na diecie bezmlecznej, więc dobrze by było czasem jeść coś takiego.

Idę Was poczytać:)

PS jutro pierwsze (chyba najtrudniejsze) z serii spotkań służbowo-kulinarnych - trzymajcie kciuki!
Dodaj komentarz

27 stycznia 2013 ,Komentarze (8)

Hej,

Miałam się nie ważyć, ale co tam! Wkroczyłam dziś na wagę - 2 tygodnie od ważenia początkowego i co widzę? 76,5! Zmienię sobie paseczek, bo tak mnie straszy bliskością 80... W dwa tygodnie - 2,5 kg? Trochę dużo, ale to pewnie dieta połączona z różnicami przed okresem/po okresie.

Zafundowałam sobie wczoraj 40 minut na bieżni + 40 na rowerku + ćwiczenia na maszynach  - na brzuch i ramiona. Macie coś sprawdzonego na ramiona? Zawsze miałam szczupłe, a teraz zaczęłam tyć jakoś nieproporcjonalnie;) i nie mogę się pogodzić z tym, że mam takie ramionka pulchne;) chyba przez to nie kupuję bluzek i swetrów, bo jakoś w niczym siebie nie widzę... Bo nie akceptuję tych ramion szerszych.

Wracam do postanowienia, że następne ważenie 11 lutego;)

Paaa!
Dodaj komentarz

23 stycznia 2013 ,Komentarze (6)

No heeej,

Problemy ze snem, podenerwowanie, trudności z koncentracją i zaparcia.. Wiadomo - PMS! Dziś zaczął mi się okres, więc PMS jeszcze nie ustąpił, a już pojawił się ból brzucha i dodatkowe otumanienie. Wyszłam z pracy w południe i teraz pracowałam z domu (kołdra, herbatka, i laptop;)) - jak dobrze, że mam taką możliwość, inaczej dzień minąłby mi na gapieniu się przez okno ze łzami w oczach. No bo przecież PMS-owe schizy trwają i czuję się nieszczęśliwa, ale oczywiście wiem, że to tylko te durne hormony! Jejkuuu!!!

Wzięłam jakieś tabsy przeciwbólowe i jest mi lepiej. Poleżałabym tak w domu kilka dnia, ale niestety nie mogę ciągle pracować z domu;)

Dieta? No nieeeźle raczej. Tylko jak wróciłam z pracy zjadłam 3 ciastka owsiane sante (mój mężczyzna je lubi, zjada pół paczki na raz). Wczoraj poszliśmy na obiad do restauracji i byłam dzielna - micha sałaty z rukolą, papryką, migdałami i kozim serem.

Ćwiczenia. No nie wpadajmy w panikę. Ostatni raz w niedzielę, bo w poniedziałek urządziłam misję sprzątanie, wczoraj byliśmy w tej restauracji do późna. Czuję się już trochę lepiej, więc może wieczorkiem wyskoczę tak błyskawicznie na siłownię??? Poszłabym na jogę, ale to na początku okresu odpada, chyba bym tam zemdlała...

Ogólnie jest ok, nawet zaparcia minęły (błonnik popijany duuuuuużą ilością wody, owsianka z suszonymi śliwkami i morelami), ale czuję się jak balonik z wiadomych względów. Muszę przeczekać ze dwa dni i będzie lepiej.

Aaaa.. Co do tej owsianki - jeśli ktoś ma problemy z przyswajaniem mleka krowiego, jak ja, polecam podgotować płatki na wodzie, na koniec dolać mleko sojowe, wrzucić pokrojone śliwki, morele, co tam się chce i podgrzać minutkę. Można na chwilę odstawić, żeby nasiąkało ładnie. Bardzo pyszna i można zabrać też do pracy jako sycący posiłek.

Miłej środy :)!
Dodaj komentarz

21 stycznia 2013 ,Komentarze (2)

Tydzień zmagań zakończony całkiem ok - 1,5 kg w dół:). Ale jakoś zapał mi zaczął słabnąć odrobinę, nie wiedzieć dlaczego. Chyba chciałabym zbyt szybko zobaczyć zbyt duże efekty:P. Postanowiłam więc wejść w taki układ ze sobą. Powiedziałam: "Daj sobie miesiąc. Zobacz efekty po miesiącu i oceń, czy warto (na pewno tak). Zważę się więc za miesiąc i dopiero wtedy zmienię pasek".

Za jakieś trzy miesiące bierzemy ślub. Nie podniecam się tym przesadnie, bo jesteśmy razem już wystarczająco długo, żeby nie przeżywać tak mocno;). Poza tym to będzie cywilny+przyjęcie na trzydzieści osób. Nie mniej jednak, chcę - i wierzę, że mam szansę - czuć się dos-ko-na-le! Będzie wiosna, założę zwiewną sukienkę, nie będzie falban, w których będę mogła się ukryć:P.

A więc wchodzę w miesięczny okres próbny, ale wierzę, że uznam, że warto i potrwa to dłużej:). Tak jakoś łatwiej, kiedy odmierzasz czas w krótszych okresach, ale nie za krótkich - jak tydzień.

Następne ważenie 11 lutego, czyli po miesiącu od rozpoczęcia zmagań. Do tego czasu:
- dieta bezsłodyczowa, bogatowarzywna, błonnikowa:)
- rozsądne odstępy czasu między posiłkami
- codziennie biorę jedzenie do pracy
- ćwiczenia 4 razy w tygodniu (bieganie, joga dynamiczna, zumba)
- ok, dorzucam jeszcze jakieś brzuszki co wieczór;)
- piling kawowy - bez zmian, smarowidła wszelkie :)
- zielona herbata i duuuużo wody, bo dużo błonnika i mało wody = zaparcia :/ już się zaczęły pod koniec ubiegłego tygodnia, ale zwalczyłam chyba:)


Dodaj komentarz

16 stycznia 2013 ,Komentarze (4)

Hej,

Weszłam w niedzielę na wagę i pokazała 79 kg... Byłam pewna, że nie przytyłam - ciuchy leżą ok, nie czułam zmiany. Dużo ostatnio ćwiczę - może to mięśnie, ale aż tyle? Wprawdzie ważyłam się po śniadaniu, ale w poniedziałek powtórzyłam przed jedzeniem i piciem i wyszło o pół kg mniej. Ajjjj... Tak blisko 80 kg się zrobiło, nie jest to dobry kierunek dla mnie. No więc od poniedziałku dieta:) ta waga podziała idealnie na apetyt na słodkie - zniknął gdzieś:D na razie idzie mi nieźle, noszę do pracy solidne porcje różnych lekkich i zdrowych rzeczy. Później jakoś lekko się staram. Jak najwięcej warzyw. No i wierzę, że to dobra droga. Czuję się jakoś lepiej już po 3 dniach - lżej mi na moim nadwrażliwym żołądku:). Idę dziś na jogę dynamiczną - tydzień temu byłam pierwszy raz od roku i woooooow! Było super, to jest zupełnie niesamowity rodzaj wysiłku, ale zakwasy po tym takie... Od tego dnia tylko raz biegałam i raz byłam na orbitreku, bo żadne ćwiczenia nie wchodziły w grę. Mam nadzieję, że dziś będzie już lepiej. Pocę się na tej jodze niemiłosiernie, więc myślę, że trochę się spala. No i rzeźbi na pewno. Instruktorki takie filigranowe, wymodelowane ciałka mają;). Staram się uprawiać jakiś sport tak 4 razy w tygodniu. Jakoś już ładnych parę miesięcy. Widzę, że moje ciało się zmienia - pupa mi się podniosła;) nawet M. zauważył, ale bez diety nie ma szans na chudnięcie, więc teraz jest i dieta:) co prawda dziś zjadłam cukierka, bo koleżanka  w pracy miała urodziny i było jej przykro, że nie zjem;) więc zjadłam - na jej zdrowie;) później tak stała koło mnie jeszcze cała miska tych cuksów (bardzo dobre - Ania zna się na tych rzeczach;)), a ja nic! Nawet nie miałam jakoś specjalnie ochoty. Jak to dobrze panować nad sobą:)
Dodaj komentarz

2 stycznia 2013 ,Komentarze (4)

Dawno mnie nie było, wiem. Postaram się wrócić. U mnie nieźle. Co prawda z dietą bywa ciężko (zajadam stresy w pracy, ale bez przesady;)), ale z ruchem bardzo ok. Ostatnio więcej biegam, bo mój ukochany kupił mi na gwiazdkę cudowną kurtkę do biegania zimą.
http://www.sklepbiegacza.pl/produkt/new_balance_wrj2309bbr
Jest jak bluza, a można w niej biegać do -15 stopni mając tylko koszulkę termiczną :O to działa, serio! Przy tym jest taka ładnaaaa:D zmobilizowało mnie to i biegam ostro:). W niedzielę poszłam z planem, że zrobię jakieś 9 km, ale zabłądziłam:D i przebiegłam 13! Pierwszy raz mis ie tyle udało! Ależ byłam (i jestem) dumna! A w Nowy Rok wstałam koło południa i tez biegałam - jakieś 7km - jak na dzień po Sylwestrze, znakomicie;) chodzę też regularnie na siłownię, ale już trochę się tam nudzę, więc zamierzam teraz dla odmiany chodzić raz na zumbę, raz na jogę dynamiczną i ze dwa razy w tygodniu biegać. Może jakieś jeszcze jedne zajęcia lub siłkę do tego dorzucę. Mam duuuużo zapału:) z dietą gorzej, ale powalczę! Muszę poczytać, co u Was, bo mam duże zaległości. Ściski!
Dodaj komentarz

13 sierpnia 2012 ,Komentarze (9)

Ostatni miesiąc upłynął mi na męczeniu się z bólami brzucha i wzdęciami... Prawdziwa męka, dramat... I chyba trafiłam na przyczynę.. Nie jest to wersja optymistyczna, ale to przez nabiał, produkty mleczne... Od kilku dni ich prawie nie jem twarożku, jogurtu, mleka  (tylko w naleśnikach była maślanka, ale po obróbce cieplnej chyba mi nie szkodzi) i jest poprawa. Pierwszy raz od wielu tygodni czuję się lepiej... Lekko, brzuch się spłaszcza, mam energię, mogę się skupić na czymś innym niż skurcze brzucha, np. w pracy...

Może to przejściowe? Miała któraś z Was coś takiego? Spróbuję stopniowo wprowadzać jakieś produkty mleczne i zobaczymy, co będzie. Jeśli problemy wrócą, chyba pójdę do lekarza:|

A tymczasem węglowodany - przynajmniej dają energię do ćwiczeń;)

Czuję, że wreszcie mogę wrócić do jakiejś diety, bo mój żołądek nie wariuje, czuję się spokojniejsza....

Ściskam Was:)
Dodaj komentarz

1 sierpnia 2012 ,Komentarze (8)

Jak obiecałam, piszę:) kryzys się oddala. Chociaż ciągle nie czuję się najlepiej. Jestem chyba po prostu bardzo zmęczona - kilka lat bez urlopu i teraz nowa praca... Hmmm.
Ale udaje mi się ostatnio biegać dłuższe odcinki, szybciej, częściej. Przedwczoraj ćwiczyłam z Tiffany Rothe, którą namierzyłam dzięki Retrogirl. http://www.youtube.com/watch?v=r_J8btnIEKQ

Rany, dziś nie mogę się ruszać, nie mogę wysiedzieć w pracy 8 h, bo mam takie zakwasy mięśni... pleców, ramion, tułowia :D i to jest super, bo mi ta góra ciała jakoś urosła ostatnio i mi się to nie podoba bardzo, a bieganie działa głownie na dół. Planowałam dziś poćwiczyć, ale niestety:P nie mogę się schylać, podnosić rąk i skręcać w talii ;P. Więc chyba znów bieganie. Jak już pisałam, kupiłam dziś te wejściówki na siłownię - są ważne od poniedziałku, więc od przyszłego tygodnia będę chodzić. Na przemian z bieganiem. No i namówiłam mojego Misia, żebyśmy przywieźli od jego rodziców jego stary rower. Zabiorę go do jakiegoś serwisu - rower, nie Misia;) - niech przejrzą, czy wszystko ok i będę jeździć! Nie jakoś dużo, bo jestem strachliwa i boję się jeździć po mieście, ale co parę dni wybiorę się chętnie na ścieżkę rowerową:) zapowiada się więc, że ruszę pełną parą ze sportem:)

Co do diety, jestem całkiem zdyscyplinowana, ale nie wydaje mi się, żeby to przyniosło efekty:/ ogólnie ciągle czuję się ociężała jak słoniątko;)

Czasem ćwiczę lub biegam z obiążnikami 0,5-kg na rękach. Myślę sobie: hmmm... skoro po zdjęciu obiążnika czuję się tak lekko - a to tylko 0,5 kg! - to po schudnięciu 0,5 kg z każdej ręki, też powinno tak być! Jak schudnę kilka kg, będzie mi znacznie lżej:) nie mogę się doczekać!
 Poczytam, co u Was i idę pobiegać:) Buziaki!

Aaa, zapomniałabym - staram się tez ostatnio masować ciało lodem! Daję radę:) to dobre na cellulit i na obrzęki - ja puchnę od wszystkiego:| a potem smarowidła w ruch i czuje, że robię dla siebie coś dobrego:)))))
Dodaj komentarz