Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

do odchudzania skłania mnie przede wszystkim złe samopoczucie z obecną wagą. to, ze moje posytrzeganie siebie zaczelo drastycznie różnic sie od tego co pokazuje lustro. dodatkowo tęsknie za figurą, ktorą kiedys osiagnełam, na krotko, odchdzajac sie ze wspomaganiem silnych tabletek. pamietam to uczucie, tę lekkość, tę beztroskę przy codziennym ubieraniu się, bo wszystko dobrze leżało, bo w sklepach wiekszosc rzeczy pasowala na mnie....taka mala nostagia...

Archiwum

mamalenyimai

kobieta, 30 lat, Kierzki

165 cm, 80.00 kg więcej o mnie



Wpisy

głód

29 lutego 2012 , Komentarze (3)

eh pech czy nie pech juz drugi dzien z rzędu kasuje mi sie post. przez nieuwage dotknę jakiegos klawisza i klops, znika. wczoraj tyle sie napisałam...

no cóż, o ile wczoraj jeszcze było ok to dzis chodzi a mną głód...moze nie głod, nie ochota na cos konkretnego ale chec zwyczajnego napchania się. eh moj zoladek nawykł do tego, a po tych obecnych posilkach dziwi sie Heloł to juz wszystko? chodze po domu, zagladam do lodowki....napchalam sie teraz surowka do obadu, ale polalam ja sosem z duszenia miesa. wczesniej zjadlam 3 jabłka na raz. nie wiem, bo nie wierze za bardzo w to, ale we wtorek wyjelam krążek więc zbliża mi sie miesiaczka. moze wzmaga apetyt?



 



Dodaj komentarz

poniedziałek, 4 dzień

27 lutego 2012 , Komentarze (3)

hej

juz po weekendzie, cięzkim przy odchudzaniu. kto sie odchudzał to wie dlaczego :-) i mnie zmiana rytmu dnia nie ominęła i obecność caly dzien meza w domu sprawiła, ze nie poćwiczyłam. eh nie chce, by widział, ze znow probuje cos ze soba zrobić, bo taki początków widziała całą masę. nigdy nie skomentował, jak z reszta i nigdy nie mial zastrzeżen do mojego wyglądu, nigdy! ale wolę po prostu na razie odchudzac sie bez robienia wokół tego niepotrzebnego halo.

dzis juz poćwiczyłam i trzymam sie tez z jedzeniem. nie trudne to bo lodówka pusta. eh roznie to bywa z kasą i dlatego diety wymagajace kupowania konkretnych produktów, nie rzadko drogich, u mnie odpadają. ale tez sie nie zalamuje, bo najlepsza dieta to przecież MŻ, a to akurat nasz budżet podratuje :-) oby :-) pametam jak te pare lat temu byłam na meridii i jedzenie zupełnie nie szło z lodówki. moj J. jak juz pisałam to szczypiorek i głownie to ja wyjadam zapasy, a wtedy leżało to i leżało.

co do ćwiczen to strasznie mnie nudzi stepper. te pol godziny nie jest wcale meczace, mogłabym dluzej ale...masakrycznie sie nudze. niby patrze wtedy w tv ale nic mi to nie pomaga. tak samo bylo z rowerkiem, ktory niestety musialam niedawno oddac kolezance. tez mi sie bardzo na nim dłuzyło. jak to zmienić???


Dodaj komentarz

jest ok :-)

25 lutego 2012 , Komentarze (1)

jest ok...bałam sie wieczora, więc...poszłam spać. moj mąz ostatnio preferuje nocne obżarstwo, tylko on jest jak szczypiorek...a rano fajnie nie ciezko sie czułam tylko tak inaczej. nie est to wiadomo po jednym dniu jakas wielka lekkosc czy plaski brzuch, ale przynajmniej nie czulam sie od rana ociężale.

na zakupach kupiłam to i owo. mrożonke warzyw na patelnie do obiadu, synkę i ryz do obiadu rownież. bułkę razową, pieczywo chrupkie...nie chce szalec i kupowac jedzenie dla siebie oddzielnie czy gotowac cos innego sobie, bo to bardzo podwyższa koszty wyżywienia, a poza tym zabiera to duzo czasu a i tak w koncu slinka kapie na to, co jedza inni.

dziś:

sniadanie - pol bulki pszennej z wedlina chudą, mala jogobella
II sniadanie -  bułka razowa cala z chuda wedliną, jabłko

pol godz stepper, 15 min brzuszki, cwiczenia na rece, nogi


Dodaj komentarz

remament w głowie pod wpływem inspirującej osóbki

24 lutego 2012 , Komentarze (1)

moje wczorajsze wędrówki po internecie zaprowadziły mnie do filmu dziewczyny, mniej wiecej w moim wieku, która zrzuciła 26kg. obejrzałam z zaciekawieniem, choć metody, ktore stosowała nie były czymś nowym, wrecz odwrotnie, znam je. wszystko takie oczywiste, wydaje sie proste jak drut, wiec o co chodzi? dlaczego ja tak nie mogłabym? ona startowała z wyższej nawet wagi a sliczna z niej kobietka.

no więc robiąc ciagle, bo to nie tak hop siup, od wczoraj remament w mojej głowie cos tam zaczęłam. nie chcę ogłaszac godziny zero, bo to dotychczas było zgubne. po prostu niech się dzieje...co ma dziać :-) głupia nie jestem, narzędzia mam, dwa do dwóch dodac umiem wiec dlaczego miałoby się nie udać.

najtrudniej moze byc z głowa, ze zwalczeniem tego co podszeptuje, ze nie ma sensu, ze to bezcelowe, bo i tak nie przyniesie efektów...chcialabym wiedziec co wtedy robić...jak zagłuszyc ten głos...

no dobrze...                                              80kg

od rana wyglada to mniej wiecej tak:

rano - płatki kukurydziane dwie garscie plus 3 łyzki musli plus mleko 3,5%
kawa rozpuszczalna ze slodzikiem i melkiem
II sniadanie jogobella mała
pol godz na stepperze, 10 min - brzuszki, rowerek, cwiczenia ramion, klatki piersiowej, nóg
herbata z lipy ze slodzikiem
2 naleśniki z twarogiem
jabłko
2 kanapki z chuda wędliną, jabłko

Dodaj komentarz

nadal nic

29 maja 2010 , Komentarze (2)

kolejne sobotnie ważenie i nic. waga stoi, nie wsomniawszy juz o momentach, gdy wchodze po rad drugi czy trzeci i wskazuje za kazdym razem inaczej ale tez nigdy nie mniej niz te niesczesne 78kg. Moje zniechecenie siega zenitu Nie mam ochoty sie rzucic na jedzenie ale drobnych grzeszków coraz wiecej. Wczoraj trzy sliwki w czekoladzie, dzis dwa plastry wygladajacej bardzo tłusto mielonki. Moze to przez to nic sie nie rusza, ale zwazywszy na to, jak jadlam wczesniej to obecne odzywianie to bajka. wczesniej 6 kanapek na raz to była norma...

Kupiłam przedwczoraj stepper na allegro. szybka wplata, wiec i szybka wysylka. ciekawe czy do wtorku go bede miala. jestem bardzo ciekawa i chce jak najszybciej zaczac cwiczyc, zeby w koncu waga drgnęła.

A moze znów trzeba jakiegos ostrego przykrecenia sruby. w koncu najwiecej dotad schudlam na kopenhaskiej w pierwszym tyg. .

Na razie szukam na you tube fajnego aerobiku i troche poskacze korzystajac, ze wyprawiłam męza z dziecmi na spacer.
Dodaj komentarz

dieta to czy nie dieta?

24 maja 2010 , Skomentuj

kurcze nieciekawie sie robi. mam na myśli to, ze dieta przestaje przypominac diete, bo coraz czesciej pozwalalm sobie na lody, gryza kiebasy itp. wczoraj zjadlam kilka kawalków słodkiej jak miód rolady.

waga stoi, stoi od 1,5 tyg.

ciesze sie, ze nie porzucilam diety zupełnie. nadal chleb i ziemniaki, makaron itp. sa zabronione. wcale mnie do nich nie ciagnie i jem niewiele w stosuku do tego, co przedtem, ale co tu kryć, nie sa to chyba ilosci, ktore mogłyby dac spadek wagi. raczej wlasnie jej utrzymanie, jak sie dzieje.

zastanawialam sie intensywnie nad octem jabłkowym. nawet kupiłam, ale pachnie tak obrzydliwie, ze daruje sobie. poza tym te moje kolki watrobowe...nie chce tego znów przeżyć.

nie chce w ogole sie wspomagac niczym, co odstwione da efekt jo-jo.

eh brak sukcesów przygnębia.
Dodaj komentarz

waga stoi

22 maja 2010 , Skomentuj

hmmm tydzien temu waga wskazywała tyle co dzis. grzechy zrobiły swoje. szkoda. troche spada motywacja, ale kg na tydzien to przeciez przy dobrych wiatrach. spodnie kupione 10 kwietnia teraz juz po zwezeniu i nadal bardzo spadają, ale te o dwa rozmiary za małe, leżace grzecznie na połkach, cóż, nadal za małe, ale juz nie sa tak opięte. tylko ten brzuch. chyba po ciazach juz nigdy sie go nie pozbędę tym bardziej, ze jestem typowe jabłko po mamie. ale np. staniki są luźne, na plecach tych okropnych fałd mniej.

zaczynam miec problem w wymyslaniu posilków. south beach prawie wszystko pieczone ma a ja nie mam piekarnika. ciagle serek wiejski na zmiane z jajkami gotowanymi i jajecznica to juz sie przejada na sniadania. obiady ostatnio jem  ze wspolnego garnka tylko male porcje. mowie o zupach, bo jak drugie danie to bez ziemniaków oczywiscie.

eh, zeby tak ktos dawał gotowe jedzenie na kazdy posilek.

dobra, nie ględze tylko uciekam. sobota ladna sie zapowiada.
Dodaj komentarz

witam

21 maja 2010 , Skomentuj

juz kiedys prowadziłam tutaj pamietnik. wtedy odchudzałam sie błyskawicznie z pomoca meridii. było pięknie i efektownie. ostatecznie wtedy zrzuciłam 24 kg. ochów i achów rodziny i znajomych nie zliczę. niestety wyszło na jaw, ze to zasługa chemii i to niezbyt bezpiecznej i mój mąż zrobił wielką awanturę. tak czy inaczej wszystko preszło do historii, bo zaszłam w ciążę potem drugą i waga wróciła, identyczna do tej sprzed aodchudzania meridią. po pierwszej ciazy i zakonczeniu karmienia znów po nią sięgnęłam, ale okazała sie juz nieskuteczna. teraz po odchowaniu drugiej córki (9,5miesiaca) wziełam sie znów za siebie, bo za 3 miesiace planuje iść do pracy. w domu jeszcze moge byc jaka jestem , ale do ludzi wstyd mi tam wyjść.

odchudzam sie od 22 kwietnia. poczatkowo kopenhaską (jedynie 11 dni, bo akurat wypadł długii weekend majowy i w moim miescie pozamykali sklepy, a w lodówce nie miałam zapasów za ostatnie dni diety). na niej schudłam 4 kg. od jej zakonczenia jem mniej wiecej tak, jak radzi dieta south beach, ale tez nie do konca. ogolnie nie jem chleba, ziemniaków. mięso i surówki główie. kawa na podkrecenie metabolizmu.

było ok, spadły kolejne 2 kg, ale przyszedł kryzys. dzis moze juz nie tak, ale trzy ostatnie dni mialam ochote zjesc wszystko z lodówki. troche pogrzeszyłam (kawałek kiełbasy, ze trzy banany, az trzy kanapki z chlebem chrupkim) niby nic wielkiego ale juz miałam doła jak ....

teraz sie od nowa pilnuje, bo waga przez 6 dni nie spadła pewnie przez to podjadanie. zauwaylam, ze nie mge zjesc nawet jednego platka kukurydzianego wiecej, bo potem sie zaczyna lawina.

trzymajcie kciuki
Dodaj komentarz