No i mam za swoje ... poluzowałam w święta z jedzeniem i zaraz po zjedzeniu wszystkich świątecznych rarytasów zaczęłam się czuć źle .... Nie mogłam się wyprostować a jak mi się już to udało miałam wrażenie że dostałam z pięści w splot słoneczny - łapałam powietrze jak po zgrabnym ciosie wytrawnego boksera Odwiedziłam mojego doktorka i okazało się że po tak racjonalnym odżywianiu żołądek przyzwyczaił się do szczęścia i za cholerę nie chciał się poddać bez walki zaśmiecaniu A walka była nierówna !! Al e za to już wróciłam do swojej wagi. Wiem że było to okupione cierpieniem i opakowaniem no-spa ale mam znów nauczkę . Wracamy na chrześcijańskie ścieżki
.... czyli żarcie,jedzenie,papusianie , pochłanianie..... Nie potrafię iść do kogoś i stroić "fochy" że nie jem bo jadłam już godzinę temu . Ktoś stał przy garach 3 dni a ja mam się zachowywać jak udzielna księżna ?? Trudno poddałam się wczoraj. Jem wszystko i wszędzie - po świętach spróbuję się zmobilizować i zacząć się trochę ruszać i gimnastykować, może wróci mi energia do życia.
PADAM PYSKIEM NA TWARZ .... nie mam siły na nic - wracam zmęczona bez chęci na cokolwiek. . .
Źle, oj bardzo źle .. . . Energia mnie zawsze rozpierała a teraz ledwo
ciągnę, ledwo ciągnę nogi a tu jeszcze 2 etaty . Nie mogę się zmusić do ćwiczeń a
jeszcze nie dawno było mi ciężko utrzymać się w ryzach. Co mam zrobić ?? Zasnąć i obudzić się w zimie ??-wyniki badań mam w normie - robiłam okresowe do pracy
Zacięło się czy co do cholery ?? Ani du-du w żadną stronę. Paska nie zmieniam bo mnie wkurza !! I wiecie co zaczynam się tym coraz mniej przejmować !! Śniegu nasypało - i to wcale nie żart prima aprilisowy ..... W czwartek mam ostatnią wizytę u dietetyczki . Nie będę już brać diety i kolejnych przepisów. Chyba już wiem jak mam układać mój jadłospis. Damy radę Jeszcze mnie trochę święta przerażają a reszta jest OK
Dalej paska nie mogę zmienić ! ! ! Tak wiem - powinnam się cieszyć że nie muszę dodać na pasku , ale nie mam czasu na ćwiczenia i pewnie dlatego się tak dzieje. Dlaczego mi się nie chce ?? Nie mam siły ....
dziś kolejny dzień zwiastujący pracę w pocie czoła do końca tygodnia.Coraz poważniej rozważam możliwość zwolnienia się z pracy- ta atmosfera jest nie do wytrzymania. Ktoś kto tak musi pracować w szybkim tempie dorobi się wrzodów
Waga stoi w miejscu - została mi tylko jedna wizyta u dietetyczki więc szału nie ma. Tyle że nauczyła mnie w miarę regularnie się odżywiać w odpowiednich proporcjach i przygotowywać zbilansowane jedzenie. Jak na tyle tygodni 7 kg nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Ale nie dam się i może przyjdzie moment kiedy waga zacznie spadać
Byłam wczoraj u dietetyczki . Teraz to wiedziałam czego mogę się spodziewać . Porażka. Nie przytyłam - mam równo tyle ile miałam , ale chyba przez moje nastawienie czuję się jak słoń. Mam mocne postanowienie ćwiczeń na weekend ... Na chrześcijańskie ścieżki kazała mi wracać już, ale się zbuntowałam i na dietę od dietetyczki będę się nawracać od poniedziałku. Na razie mam jeść co chcę ale malutkie porcje 5 razy dziennie. Jestem zmęczona. Bardziej chyba psychicznie niż fizycznie.Będę odpoczywać.......