Po ostatnich weekendowych odstępstwach (grill, jajecznica, piwko) skutkujących nie wiem dlaczego drastycznym spadkiem wagi, w tym tygodniu trzymam się ściśle diety wynaczonej przez moją Zbawczynię :) swoją drogą u niej zanotowałem 82,1 kg (nie wpisałem do paska bo to jakieś podejrzane było :)
a więc:
śniadanie, 2 kromki ciemnego chleba z serem chudym zmieszanym z cebulą, papryką, pomidorem,czosnkiem i zabełtanych jogurtem naturalnym, jak mi się znudzi to daję dżem niskosłodzony, albo jakąś wędlinę (z pomidorkiem i cebulką)
II śniadanie, jogurt naturalny z błonnikiem i pół pomarańczy
III śniadanie to samo tylko pół grejpfruta,
obiad - niżej opisany kurczak,
kolacja - to co na śniadanie
od jutra wchodzi mi dieta pieczarkowa także na obiad kurczak z pieczarkami, cebulką, selerem, pietruszką i tymiankiem
a na kolację to samo tylko, że o połowę mniej :)
do tego odkryłem na strychu stary rowerek UNIWERSAL, z licznikiem jak w motorynce i zegarkiem jak na starych kuchenkach :), więc zamiast tracić kasę na klub fitness siadam na rowerek i pedałuje jak wściekły.
wczoraj jak zwykle w środy 2 godziny kopania piłki no i a6w - 9 dzień zobaczymy w poniedziałek na wadzę u Pani dietetyk :)
Pozdrawiam
Dodaj komentarz
co do tego sposobu co napisałem wcześniej to właśnie moja Pani dietetyk mnie uczy:
jedz wszystko co chcesz tylko 5 razy dziennie, a sam zobaczysz, że wtedy nie będziesz potrzebował się opychać!!!!!!!!!! organizm jak się przyzwyczai to nie odłoży sobie śniadania tylko go spali bo wie, że o 10:30 jest następny posiłek, tak samo po II śniadaniu, obiedzie, a w nocy spali nadmiary :)
a dotychczas wyglądało to mniej więcej tak, że pierwszy posiłek w pracy ok.12:00 jak mnie już ssało, no i oczywiście tyle, że koń by się najadł, później nic i jak wpadałem do domu to zanim zjadłem obiad to musiałem dla zaspokojenie żołądka wpakować w siebie ze 3 kanapki, no i potem wieczorkiem albo w nocy znowu odwiedziny w lodówce :)
Oczywiście myślę, że pomimo tego, że tak krótko jestem kontrolowany przez moją Zbawczynię (Pani dietetyk) wyrobiłem sobie już jakieś pojęcie i nawyki, że mógłbym z niej zrezygnować, ale ... właśnie to, że w poniedziałek o 15:45 muszę do niej iść i się zważyć, i że krzyczy jak coś nie tak ... to mnie mobilizuje, także dopiero jak osiągnę moją pożądaną wagę to wtedy będziemy musieli się rozstać :)
a co jem:
przykładowy obiad to:
1 pojedyncza pierś z kurczaka (raz na jakiś czas może być karkówka, od szynki czyli czerwone mięsko, lub ryba)
warzywa mrożone (najlepsze są w Carffour - mrożone pokrojone w słupki na wagę, 4-5 zł za kg, lub też tam mieszanka chińska 6zł za kg
trochę przecieru pomidorowego
trochę jogurtu naturalnego
zioła
czosnek
Jak robię??
kurczaka kroję w cienkie paski. przecier mieszam z ziołami (bazylia i oregano) oraz z jogurtem naturalnym no i do tego wyciśnięty czosnek (ze 4 ząbki bo lubię). nacieram kurczaka chilli i pieprzem jak mam chętkę to curry i wrzucam to do tej zalewy. najlepsze jest jak postoi cała noc, ale czasami nie mam czasu i robię szybko. potem rozgrzewam woka i daję łyżeczkę oliwy z oliwek. uwierzcie jak macie woka teflonowego więcej nie trzeba. zarzucam paski z kurczaka, każdy osobno i się smaży - jakieś 3 - do 5 minut. potem wrzucam do tego warzywka (2 razy więcej niż mięsa) i znowu się smaży. czasami zanim wrzucę warzywa dodaję jeszcze świeżej papryki i cebuli (pokrojone w cienkie paseczki - w końcu to wok, więc jak po chińsku :). na koniec zalewam pozostałym przecierem bo nie lubię suchego jedzenia.
ot i cała filozofia. pyszności. całość zabiera jakieś 15-20 minut.
polecam - dajcie znać czy smakowało :)
Dodaj komentarz
Dlaczego zacząłem się odchudzać??
Sam nie wiem, myślę, że to był efekt wielu czynników, jednak miarka się przebrała w czasie ostatnich Świąt Wielkanocnych, gdy po obfitym obiadku u babci stanąłem na wagę i się załamałem - 95 kg wrrrrr.
A jeszcze w wakacje 2008 ważyłem 80 kg i właśnie na wakacjach przestałem się kontrolować. Wiecie jak to jest: morze, piwko, rybki itp itd.
od razu muszę napisać, że bez kontroli mój organizm tyje w zastraszającym tempie i chyba całe życie będę skazany na kontrolowanie wagi :(, ale jednak znalazłem sposób.
Pomysł wziął się od mamy :), która ma takie same problemy no i ona od stycznia zmaga się z dietetyczką :) co daje bardzo dobre efekty.
Teraz i ja chodzę, tydzień po Świętach - 93,5 kg, a 17 maja było 85,5 kg
I nie głoduję - jem 5 posiłków dziennie, tak jak napisałem wcześniej + jakieś suplementy co podaje moja Pani dietetyk :)
odkryłem, zdrowe i pyszne rzeczy, których można jeść dużo i nie tyć.
Jako, że nie lubię gotowanizny (mięsa i warzyw) odkryłem dla siebie woka - nie miałem pojęcia, że odpowiednio przyprawione mięsko i warzywka robione praktycznie bez tłuszczu (bo co to jest łyżeczka oliwy z oliwek) są takie pyszne, takie zdrowe i takie zapychające albo kurczak w pomarańczach uffff, ślina cieknie, chyba dzisiaj zrobię sobie coś takiego :)
Owszem zdarza mi się trochę odejść od diety i wyznaczonych produktów, ale staram się to robić tak, aby utrzymać godziny posiłków i zachować proporcję np. 1/3 mięsa z grilla i 2/3 jakieś zieleniny do tego.
oczywiście staram się ruszać, 2 razy w tygodniu piłka, trochę basenu, pompeczki no i teraz kolejne podejście do A6W
Na razie się trzymam i mam nadzieje, że dotrwam do 75, chociaż koleżanki z pracy mówią, że już wystarczy :)
Dodaj komentarz
witam.
właśnie się zapisałem.
zacząłem się odchudzać, który to raz :)
obecnie jestem na etapie 8 kg zrzuconych w 5 tygodni :)
jak będę miał czas to poopisuję swoje dokonania w tym temacie, co jem, jak jem, jak ćwiczę i co ćwiczę
Jeszcze 10 kg. Mimo, iż jak się zapisywałem tutaj i ustalałem swoją wagę to BMI pokazywał jeszcze nadwagę, to jednak przy wadze optymalnej dla mnie 70 kg będę się czuł bardzo ale to bardzo malutki, więc mój limit to 75kg
I zasada, którą stosuję od kilku tygodni:
5 posiłków dziennie:
6:45 - śniadanie
10:30 - II śniadanie
13:30 - III śniadanie
16:45 - obiad
20:00 - kolacja
Zapraszam do czytania :)
Dodaj komentarz