Jakos nie mam zupelnie o czym pisac...w mojej diecie totalna stagnacja, dwa dni jestem super dietowo nastawiona, a nastepne dwa dni grzesze-slodycze, czasem winko...w sumie waga skacze..raz jest 51, raz 53....i tak bez konca...
zdalam sobie sprawe, ze daruje sobie diete proteinowa, bo mi owocow brak..zreszta co to za dieta proteinowa, jak dwa dni jem bialko a potem slodkosci....wiec oglaszam wszem i wobec: od dzisiaj NIE STOSUJE ZADNEJ DIETY!!!
Sprobuje ograniczyc slodkosci, i bede czekac na CUD! :-)
Powaznie rzecz ujmujac...zmieniam strategie, jem wszystko, licze kalorie, cwicze...i oglaszam dla siebie akcje: 14-dniowka!.
Kupilam sobe kisiel, chociaz mega ciezko bylo znalezc, i jakby atak slodyczowy mnie napadl to wiem, w ktorej szufladzie moge to cudo znalezc. To tylko 14 dni, mniej jesc, unikac slodyczy, cwiczyc ...w miare ochoty i czasu...ciekawe czy cos schudne...zaden wielki wysilek, zadna dieta...i tylko 14 dni!
Prawdopodobnie odezwe sie za kolejne 14 dni....
Wczoraj zaniedbalam pisanko, ato ze wzgledow lenistwa!
Generalnie bylam totalnie zmeczona po pracy i stwierdzilam, ze grzesze..czyli
# dietka byla caly dzien ale wieczorem padla, jadlam slodycze i pilam winko z mezem :-)
# nie cwiczylam..jedyne co masowalam moje nozki...
Tak minal mi dzien 32.
A dzis 31 dzien:
# dietka ok...kolo 1000 kcal..
# cwiczylam na steperku 50 min!
# masazyki itp tez byly....no oby wiecej takich dni...
Dzis niby wrocilam do dietki proteinowej, ale czatalam wlasnie na forum jakis watek jednej z vitalijek...te wszytkie diety to mozna sobie darowac...tez mnie takie mysli przechodza, bo kazda dieta oparta jest zazwyczaj na niedoborze czegos...a potem jak grzeszymy to rzucamy sie na to, czego nam brakowalo.
Jak ja chetnie wrocilabym do normalnego jedzenia, tak jak to przed 7 laty zrobilam...wowczas schudlam 12 kg w 3 miesiace...patrzylam co jem i wybieralam chude produkty, ale jesli mialam ochote na slodycze to pozwalalam sobie na male cos-niecos..i potem STOP!
A teraz jak zaczne cos slodkiego to granic nie ma...buuu...
dzien 33:
# dietka w miare...zjadlam jakies 1300 kcal, troche duzo, ale robilam sobie dzisiaj takie placki proteinowe z otreb..i moj programik wyliczyl mi, ze maja one 300 kcal...troche duzo,ale pysznie smakuja!
# stepperek zaliczony, 40 minw dzien i 20 min wieczorkiem-jestem coraz lepsza!
Ide teraz do wanienki, zrelaksowac sie a potem na TV...z butelka wody!
Dziekuje za komentarze, kobietki....
Niestety problem lezy w tym, ze ja siebie z obecna waga nie akceptuej do konca...a poza tym wiele lat bylam chudsza i skoro wiem, ze jest to mozliwe, to daze do starej wagi. A poza tym nie zamierzam zmieniac numeru konfekcji, bo to bardzo drogie by bylo :-)
Ogolnie jestem totalnie niesportowy typ-jedyne co mi sprawia przyjemnosc to jakies niewymuszone wedroweczki gorskie albo bieganko-ale nbeganko zaniedbalam, bo jest potwornie zimno...
Tym bardziej jako sukces uznaje, ze codziennie na stepper wchodze!Ale miesni na moim ciele-ZERO,NULL...
Dzis kolejny dzien..na razie siedze w szlafroczku, lece zaraz z pieskiem na spacer a potem praca biurowa czeka na mnie...dobrze, ze dzis nie musze z domu sie ruszac, bo jakos zupelnie na to ochoty nie mam....
Dzien 34:
dzien dobry, a raczej dobry wieczor..ciemno za oknem juz....
ale ta zima jest zimna!!!!mrozicho straszne, dobrze ze chociaz slonko swieci to jako tako mozna wytrzymac.
# Dietka dzis ok-jeszcze cos bede jadal, bo jakas glodna chodze, ale ogolnie warzywka + bialeczko, i cola light 1 szklanka :-) zastepuje mi slodycze, mam nadzieje, ze sie od niej nie uzaleznie.
# Cwiczylam dzis na stepperku 20 min, jeszcze mnie czeka kolejne 20 min...i masowanie udek!
Jutro postram sie pocwiczyc dluzej na stepperku, tzn. ok 30 min albo nawet 40 bez przerwy...czy dam rade? Okaze sie jutro...
w pisaniu, spowodowana bieganina i zalatwianiem spraw w ziwazku z przeprowadzka...Ale jestem i staram sie odchudzania nie zaniedbywac, chociaz szczerze powiedziawszy nie za bardzo mi to wychodzi. Prawie cale dnie jem niewiele, bo nie mam tez czasu na to, a wieczorem padam zmeczona na fotel i zaczynam "wielka kolacje". Fujjj...jakbym zapomniala, ze nadejdzie nastepny dzien i wtedy moge tez cos zjesc...a nie tak wszystko na raz....okropne!
Musze zmienic strategie....bo tym, sposobem, to do Swita bede nie 48 wazyc tylko 58! Zycze milego dnia i uciekam pakowac reszte drobnostek w kartony